REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Tomasz Jażdżyński: Portalowy rekordzista

    2008-05-15 11:18
    publikacja
    2008-05-15 11:18
    Tomasz Jażdżyński, jedyna osoba, która kierowała trzema dużymi polskimi portalami internetowymi, aktualnie prezes zarządu Interii, o swoich biznesowych zmaganiach.

    Skończył informatykę na AGH w swoim rodzinnym mieście, Krakowie – wówczas była to jedna z dwóch najpoważniejszych w Polsce uczelni, kształcących w tej dziedzinie. Później ukończył jeszcze studia z marketingu i zarządzania. Wszystko, czego się uczył, wykorzystywał potem w kolejnych biznesowych projektach. Także kolejne miejsca pracy dodawały mu doświadczeń i umiejętności, które przydawały się później – jakby od lat wszystko miał zaplanowane. – Gdy w 1990 r. skończyłem liceum w dokumentach, jakie stamtąd otrzymałem było moje podanie wstępne, w którym proszę o przyjęcie mnie do klasy matematyczno-fizycznej, bo w przyszłości chcę studiować informatykę. Ale prawda jest taka, że w szkole średniej o tych planach zupełnie zapomniałem – było tyle ciekawszych rzeczy, niż nauka czy dumanie nad przyszłością… Liceum ukończyłem z dobrymi ocenami, ale nie miałem konkretnego pomysłu co dalej – i patrząc na to podanie sprzed czterech lat pomyślałem, że to chyba nie taki zły pomysł, bo informatyka obiecywała niezłe perspektywy. Tak naprawdę jednak zdecydował przypadek. Takich przypadków było w moim życiu bardzo wiele – opowiada Tomasz Jażdżyński.

    Tomasz Jażdżyński (rocznik 1971) jest najmłodszym prezesem firmy wprowadzanej na giełdę (miał wtedy 29 lat). Jest również jedynym, który debiutował na GPW z dwiema spółkami (Interia, Bankier). Będzie prawdopodobnie pierwszym, który upublicznił przedsiębiorstwo, a potem wycofał je z giełdy (Interia). Od urodzenia związany z Krakowem, studiował na AGH: najpierw informatykę, potem – podyplomowo – marketing i zarządzanie. Mając 24 lata założył własną firmę – Abakus – która tworzyła i sprzedawała program do analizy technicznej kursów akcji. Wkrótce porzucił ten biznes i został analitykiem w Krakowskim Domu Maklerskim, a następnie także szefem tamtejszego działu IT. Na krótko trafił do Penetratora, gdzie m.in. rozwijać miał serwis ekonomiczny Wirtualnej Polski. Ostatecznie jednak zbudował taki serwis w nowym portalu – Interii. Awansował tam na prezesa i kierował spółką w latach 2000-2004 (wprowadził ją na giełdę). Potem trafił do WP jako dyrektor finansowy, jednak po 9 miesiącach zdecydował się pokierować małym portalem finansowym Bankier.pl. Rozwinął go do jednego z największych graczy w swoim segmencie w latach 2005-2008 (Bankier był jego drugim debiutem na parkiecie). Aktualnie – po rozstaniu z Bankierem – na nowo szefuje Interii, starając się rozpocząć nowy etap jej rozwoju.
    W latach studenckich większość czasu spędzał razem z grupą przyjaciół z roku, najczęściej w ich pokoju w akademiku. Jeden ze znajomych – Witold Dudek – interesował się giełdą, która wtedy dopiero startowała i na której miliony Polaków postanowiło zainwestować, nie mając ku temu ani wiedzy, ani odpowiednich narzędzi. Wkrótce więc cała grupa przyjaciół zaczęła uczyć się mechanizmów działania parkietu – i wykorzystywać tą wiedzę, budując dla systemu Windows jeden z pierwszych polskich programów wspomagających analizę techniczną kursów akcji (w oparciu o program, który Dudek napisał jeszcze dla systemu DOS). Gdy pierwsza wersja programu była już gotowa, reszta się narzucała: trzeba było sprzedać ją giełdowym graczom. Tak, pod koniec studiów, T. Jażdżyński stał się początkującym przedsiębiorcą i udziałowcem firmy Abakus. Zanim jednak biznes udało się rozwinąć, przyszła inna ciekawa propozycja pracy. W 1995 r. Konrad Dębogórski, wówczas najbardziej znany komentator giełdowy, przyjął stanowisko analityka w Krakowskim Domu Maklerskim (KDM). Poznał on grupę przyjaciół skupionych wokół Jażdżyńskiego jako ludzi, którzy napisali program do analizy technicznej, znali się nieźle na giełdzie – dlatego, zaproponował im wspólną pracę w KDM. – Nie myśleliśmy wcześniej o pracy w takim miejscu. Ale za kilka godzin pracy dziennie zaoferowano nam niewiele mniej, niż np. na pełen etat zarabiał mój ojciec, wykładowca wyższej uczelni. Pomyśleliśmy: dlaczego nie? – śmieje się T. Jażdżyński.

    Informatyk-analityk

    Gdy trzeba, to w pracy daję z siebie wszystko. Nie jest to może najmądrzejsze, bo odbija się na innych aspektach życia – ale chyba inaczej nie potrafię.
    Praca w KDM (obecnie działającym pod nazwą IDM SA) była ciekawa i było jej coraz więcej. Wkrótce koledzy poświęcali jej nie mniej niż 8 godzin dziennie. Zaniedbali więc firmę Abakus. – Nasza firma stała się ofiarą mojej kariery, bo to przede wszystkim od mojej pracy i zaangażowania zależał jej sukces, a nie mogłem znaleźć na nią czasu. Oczywiście, trochę żałuję Abakusa, ale trzeba też pamiętać, jakim rynkiem oprogramowania jest Polska: piractwo i tak uniemożliwiłoby nam znaczący rozwój – zwraca uwagę T. Jażdżyński. Co więcej, właśnie zaczęła się pierwsza wielka bessa na warszawskiej giełdzie, która wymiotła ogromną część drobnych inwestorów. Trzeba było się trzymać etatu, albo lepiej – znaleźć coś jeszcze. Tomasz Jażdżyński lubi być człowiekiem zajętym, więc prócz posady analityka objął stanowisko szefa działu IT w KDM. To było jednak mało, więc przez kilka lat pisywał swoje teksty w wielu gazetach m.in. w „Dzienniku Zachodnim” i gazecie „Prawo i Gospodarka”. Postanowił także poszerzyć swoją wiedzę ekonomiczną na potrzeby obecnego i przyszłych miejsc pracy – razem z kolegami poszedł na studia podyplomowe z marketingu i zarządzania na AGH. – To nie było łatwe zadanie: zajęcia mieliśmy w każdy weekend przez dwa lata. Ale wszyscy byli zadowoleni, bo to odsuwało wizję poboru do wojska – śmieje się T. Jażdżyński.

    W połowie 1998 r. KDM został przejęty i nowy właściciel rozpoczął reorganizację połączoną z wymianą kadry. Jażdżyński postanowił trzymać się branży – znalazł pracę w domu maklerskim Penetrator. Tam początkowo współpracował przy wydawaniu miesięcznika „Nasz Rynek Kapitałowy”. – Największą rzecz, jaką zrobiłem, to wywiad z ówczesnym prezesem TP – wspomina ze śmiechem. Po nowej pracy obiecywał sobie bardzo wiele: to były początki komercyjnego Internetu i pierwszych polskich portali. Penetrator był udziałowcem Wirtualnej Polski i dopracowywał właśnie z Prokomem dofinansowanie WP. Dom maklerski odpowiadał na portalu za dość skromną sekcję biznesową, ale po uzyskaniu kapitału przedsięwzięcie miało dostać skrzydeł. Styk biznesu i IT – to było miejsce dla T. Jażdżyńskiego. Jednak negocjacje się przeciągały i nic się nie działo, a młody informatyk-analityk giełdowy tracił cierpliwość. I wtedy w gazecie zobaczył ogłoszenie, że radio RMF chce budować własny portal i ogłasza nabór pracowników. Postanowił spróbować.

    Pierwszy raz jako prezes

    – To była moja druga rozmowa o pracę w życiu. Druga, bo wcześniej wybrałem się do Andersen Consulting zobaczyć, jak przebiega taki proces rekrutacji. Pierwsza na poważnie i nawet się udało – miałem wszystko, czego pracodawca potrzebował – opowiada. Idąc na to spotkanie nie wiedział, że drugim udziałowcem portalu Interia (wówczas nazywającego się jeszcze Internet FM) jest Comarch. – Gdybym był tego świadom, prawdopodobnie nie pojawiłbym się na rozmowie. Profesor Filipiak był jednym z moich wykładowców na studiach, koledzy z roku zajmowali w tej spółce eksponowane stanowiska i jakoś nie wyobrażałem sobie, że
    Wiele razy pracowałem w trudnych warunkach finansowych. Kto radzi sobie w kryzysie, ten lepiej działa, gdy panuje hossa.
    mógłbym do tego grona dołączyć jako początkujący pracownik. Ale cóż – pojawiłem się na spotkaniu i postanowiłem się nie wycofywać, mimo tego, że poprzedni pracodawca zachęcał mnie do pozostania – wyjaśnia.
    We wrześniu 1999 r. został szefem działu biznesowego, a potrafiąc ciągle rozmawiać w języku informatyków i jednocześnie znając już świat giełdy i finansów, potrafił zbudować bardzo dobry serwis. 11 lutego 2000 r. portal został uruchomiony, zebrał niezłe recenzje i zdobywał coraz więcej użytkowników. Wysiłki i talenty szefa działu biznesowego zostały docenione – i nagle zaproponowano mu kierowanie całym przedsięwzięciem. – Dopiero, gdy zostałem prezesem, zorientowałem się, jak skomplikowana jest sytuacja firmy. Było jasne, że z środkami finansowymi przekazanymi przez właścicieli portal nie dotrwa do chwili, gdy stanie się rentowny. A pojawiła się wtedy duża konkurencja: oprócz Onetu i WP, portale uruchamiały inne duże firmy: Agora, TP, Radio Zet, powstała Arena, Yoyo.pl, Ahoj.pl. Analitycy branży Onetowi i WP dawali kilkadziesiąt proc. szans przetrwania, portalom TP i Agory – po kilkanaście proc., a nam – 2 proc. – wspomina T. Jażdżyński.
    Prezes uznał, że można przetrwać i pokonać mniejszych konkurentów. Trzeba jednak czasu, a przede wszystkim pieniędzy. Ruszyły poszukiwania inwestorów branżowych – chrapkę na Interię miał np. Lycos, wówczas jeden z największych portali na świecie. Nikt nie zaproponował jednak dostatecznie atrakcyjnych warunków. Tymczasem światowe giełdy bardzo polubiły firmy nowych technologii, więc postanowiono poszukać kapitału przez upublicznienie spółki. – To nie była łatwa sprawa. Na giełdzie nie było innych firm tego typu, nie spełnialiśmy szeregu wymagań np. nie mieliśmy trzech kolejnych lat uwieńczonych zyskami. To mało powiedziane: nasze przychody wynosiły wtedy 8 mln zł, a mieliśmy tyle samo straty! – klaruje z rozbawieniem T. Jażdżyński. Na nadzór polskiej giełdy wywierano jednak presję: Amerykanie zarabiali krocie, inwestując na NASDAQ – w Warszawie powstał więc SITECH. Trzeba było tylko napisać szybko prospekt emisyjny. T. Jażdżyński robił to samodzielnie, z pomocą kolegów – pracując w domach maklerskich miał okazję nauczyć się, jak zbudowany jest taki prospekt. Poza tym: nikt wcześniej nie wprowadzał na parkiet podobnej firmy. – Pracowaliśmy na okrągło – w ciągu dnia spotykałem się z inwestorami i dbałem o porządek w portalu, a nocami pisaliśmy prospekt. Jeden z kolegów z zarządu trafił wtedy nawet pod kroplówkę na skutek wyczerpania organizmu. To były szalone miesiące – wzdycha T. Jażdżyński.

    Apetyt na GG

    Cały proces pisania prospektu, zdobywania koniecznych zgód i wszelkich przygotowań zajął ok. pięciu miesięcy, co było wówczas tempem rekordowym. W lutym 2001 r. Interia z sukcesem debiutowała na parkiecie. Ale właśnie pękała bańka inwestycyjna – najpierw w Ameryce, a niedługo później także w Polsce. Do tego naszą gospodarkę dotknęło wyraźne spowolnienie gospodarcze. T. Jażdżyński zebrał z rynku kapitał – i musiał go rozsądnie wydać w trudnych czasach. – Tymczasem rynek się załamał. Tak jak komercyjny Internet w 2000 r. zaczynał raczkować, tak rok później wszystko zamarło. Wszystkie prognozy rozwoju firmy opierające się o wzrost przychodów z reklamy można było wyrzucić do kosza. Nadeszły czasy zaciskania pasa – wspomina. Ze 130 osób zwolniono ok. 30, pozostałym trzeba było także zredukować pensje. Nie można było liczyć na głównych udziałowców: RMF dotknął spadek przychodów wraz z ogólnym pogorszeniem sytuacji na rynku reklamowym; Comarch w niemniejszym stopniu dotknął spadek zamówień. – Radio próbowało nas przynajmniej wspomóc systemem opcji. Comarch – choć obiecywał podobne rozwiązanie – w końcu tych obietnic nie zrealizował. Zaproponował za to, aby użytkownicy za dostęp do portalu Interia musieli płacić jednak to oznaczałoby koniec firmy i na szczęście udało się nam zablokować ten pomysł – opowiada T. Jażdżyński.
    9 lat pracy w branży internetowej nauczyło mnie wiele o ludziach. Jak jedni potrafią być uczciwi i oddani, a inni – fałszywi i nielojalni.
    Kolejne lata były trudne, jednak stopniowo rynek odżywał, a pod koniec 2003 r. było już widać, że obietnica uzyskania rentowności w 2006 r. jest całkiem realna. Nikt nie negował też trzeciej pozycji portalu na polskim rynku (po Onecie i WP). Strony Interii odwiedzało więcej użytkowników niż pozostałe mniejsze portale i witryny liczone razem. Trzeba było myśleć o kolejnym kroku – i takim świetnym ruchem wydawało się przejęcie komunikatora Gadu-Gadu. – Gdy zobaczyłem statystyki, to oniemiałem. Baner reklamowy GG oglądało co dzień więcej osób, niż stronę główną Interii! Co więcej, komunikator bardzo pasował do naszej spółki, uzupełniał to, co oferowaliśmy użytkownikom i dawał ogromne możliwości marketingowe – wyjaśnia T. Jażdżyński. Właściciele GG chcieli sprzedać swoją firmę za kilkanaście milionów złotych, jednak główni udziałowcy Interii zdawali się nie rozumieć, jaką szansą jest to przejęcie. Jażdżyński przekonał jednak Comarch a następnie RMF – i w końcu przystąpiono do ustalania szczegółów. Upłynęły jednak miesiące od wstępnych negocjacji i ostatecznie cena miała wynieść kilkadziesiąt milionów złotych, które Interia miała uzyskać z podniesienia kapitału. Wszystko zdawało się dopięte na ostatni guzik – w połowie lipca akcjonariusze jednogłośnie przegłosowali emisję 3 mln nowych akcji, prospekt był gotowy do złożenia a warunki transakcji z właścicielami GG ustalone. Jednak w sierpniu 2004 r., w przeddzień podpisania umowy, Comarch wycofał swoje poparcie dla transakcji, a kilka dni później do Interii wpłynęło żądanie zwołania Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy na którym Tomasz Jażdżyński został głosami informatycznej firmy odwołany.

    WP od środka

    – Gdyby udało się wtedy przejąć Gadu-Gadu, to Interia natychmiast prześcignęłaby WP. Byłaby dziś, ostrożnie szacując, warta nawet ponad 1,5 mld zł, a nie trochę ponad 400 mln, jak wyceniał ją rynek przed ostatnim przejęciem. Co więcej, pozyskalibyśmy spółkę, która dziś jest warta ok. 400 mln zł za mniej niż 1/10 tej kwoty. Do dziś nie rozumiem, dlaczego prezes Filipiak zmienił zdanie i do tego nie dopuścił. – zastanawia się T. Jażdżyński.

    Po zwolnieniu nie martwił się o pracę – od razu dostał kilka propozycji, z których wybrał… Wirtualną Polskę. Firma, z którą walczył i której o mało nie pokonał, znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji prawnej. Formalnie była w upadłości i nie miała zarządu, bo prowadził ją nadzorca wyznaczony przez sąd. Główny udziałowiec – TP – uwikłał się w spór sądowy z mniejszościowymi właścicielami i założycielami portalu, Maciejem Grabskim i Jackiem Kawalcem. W tym stanie T. Jażdżyński miał pomóc ratować WP, otrzymując stanowisko dyrektora ds.
    Mimo wszystko mam jednak szczęście w biznesie. Nie przełożyło się to może na moją osobistą sytuację w takim stopniu jak w przypadku wielu kolegów, którzy również budowali w Polsce komercyjny Internet, ale mimo tego – nie narzekam.
    finansowych. Sytuacja wymagała szybkich działań i cięć: wówczas z 14-proc. udziałem w rynku reklamy internetowej WP zatrudniała wielokrotnie więcej ludzi niż Interia, której udział sięgał 12-proc. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy udało się wyprowadzić firmę na prostą. WP z 20-proc. udziałem w rynku stała się samowystarczalna i uniknęła bankructwa. Nowy dyrektor nie zdołał jednak bardziej zaangażować się w odbudowywanie drugiego portalu w Polsce: w połowie 2005 r. TP zgodziła się zrealizować umowę dotyczącą mniejszościowego pakietu akcji i w WP szykowały się zmiany. Nie otrzymawszy żadnej konkretnej propozycji dotyczącej dalszej pracy w spółce, postanowił zwolnić się i poszukać czegoś nowego. – Nie żałuję jednak tych miesięcy spędzonych w WP. Otworzyły mi one oczy – okazało się, że jest świat poza Interią. Że są inne pomysły, punkty widzenia, systemy organizacyjne – i wcale nie muszą być gorsze od tego, do czego przywykłem. To doświadczenie pozwoliło mi łatwiej pokonywać kolejne trudności w nowych zespołach – opowiada.

    Sukces Bankiera

    W październiku 2005 r. do pokierowania nowym przedsięwzięciem zaprosili go Tomasz Czechowicz z MCI i Jens Spyrka z funduszu BMP, którzy zainwestowali w portal Bankier.pl. – To była już druga propozycja z Bankiera, pierwszą otrzymałem już w 2004 r., ale wtedy była to maleńka firma. W 2005 r. sytuacja była już dużo lepsza i zaproponowano mi ciekawe warunki, dlatego ustaliliśmy trzyletni plan, jaki miałem zrealizować, rozwijając ten portal finansowy. Inwestorzy chcieli m.in. wykorzystać moje doświadczenia we wprowadzaniu takiej firmy na giełdę – opowiada T. Jażdżyński.

    Prezes wyceniał Bankiera na 10-15 mln zł i uważał, że przy nie najgorszym rozegraniu debiutu uda się osiągnąć kapitalizację na poziomie 20-25 mln zł, tym bardziej, że akurat znowu zapanowała hossa. Po szybkim przygotowaniu emisji, firma zadebiutowała na GPW w maju 2006 r. i odniosła wielki sukces – mimo chwilowego zatrzymania wzrostów na giełdzie, inwestorzy wycenili przedsiębiorstwo na 50 mln zł (obecnie Spółka ma kapitalizacje na poziomie 100 mln zł). To dało możliwości rozwoju, których T. Jażdżyński nie mógł zmarnować i przez 2,5 roku udało mu się osiągnąć to wszystko, co wcześniej zaplanował: zyski, znaczący udział w rynku i zdecydowany przyrost wartości firmy. Z wzrostu cen akcji ucieszyli się inwestorzy z BMP, którzy po prostu odsprzedali je na giełdzie. Prezes żałuje tylko jednego – że odchodzi przed pozyskaniem przez Bankiera inwestora strategicznego. – Zapowiada się bardzo ciekawy proces, chyba pierwszy tego typu na naszym rynku. Jestem jednak przekonany, że fantastyczny zespół ludzi, którzy zostają w Bankierze świetnie sobie z tym poradzi. Chętnych na przejęcie kontroli nad Bankierem na pewno będzie wielu. W przeprowadzonym przez Puls Biznesu wśród analityków giełdowych badaniu Bankier zajął trzecie miejsce w rankingu spółek o najlepszych perspektywach na 2008 r. To mi pochlebia, i choć żal rozstawać się z ludźmi z Bankiera to jednak myślę już o nowych wyzwaniach i cieszę się z powrotu do Krakowa – mówi T. Jażdżyński.

    Powrót do Interii

    Od początku maja 2008 r. znowu kieruje Interią. Portal ten został sprzedany przez Comarch niemieckiemu potentatowi medialnemu, firmie Bauer. – Choć w Interii z różnych względów pracuje dziś najwyżej kilkanaście osób, z którymi razem zaczynaliśmy, to ciągle czuję do firmy sentyment. Gdy z niej odchodziłem, była w świetnej kondycji – dziś sporo się zmieniło. Portale horyzontalne nie są już jedynymi liderami Internetu. Na znaczeniu zyskały wyszukiwarki, systemy aukcyjne i serwisy społecznościowe. O rynek walczą mniejsze portale i witryny specjalistyczne. Kierunki rozwoju preferowane przez poprzedniego właściciela nie uchroniły Interii przed tymi trendami. Czeka nas dużo ciężkiej pracy, ale wierzę, że uda nam się wykorzystać możliwości jakie daje nam bycie częścią globalnej grupy medialnej, jaką jest wydawnictwo Bauer i przywrócimy portalowi blask. – wyjaśnia T. Jażdżyński.

    Co by było, gdyby kierując Interią przejął Gadu-Gadu? Co by osiągnął, gdyby dalej zarządzał spółką? – Nie ma co gdybać. Zbyt wiele zależy od przypadku. Gdyby nie to, że jestem zapalonym kibicem, to może pracowałbym dziś w Comarchu. Byłem już tak jak koledzy z roku zapisany na spotkanie informacyjne, ale akurat w tym czasie był ważny mecz więc nie dotarłem. Poszedłem inną ścieżką i nie żałuję – pointuje.

    Łukasz Komuda
    l.komuda@businessman.pl



    Źródło:businessman.pl
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (2)

    dodaj komentarz
    ~wrona
    po wielu rozmowach z osobami z firm w jakich ten pan pracował wnioskuję że jest to zwykły karierowicz, który jako narzędzie mające rozwiązać wszystkie problemu stosował jedynie redukcję kadr. sam brał olbrzymie prowizje za stagnację i regres. z niego taki menadżer jak ze mnie kosmonauta.
    ~om
    Ciekawy artykuł i dobrze się go czyta.

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki