Te 5 proc. wzrostu jakby było bardzo dawno temu

założyciel SpotData.pl

Wiele osób zapewne przecierało oczy ze zdumienia na widok danych o wzroście gospodarczym Polski w trzecim kwartale. Wyniósł on 5,1 proc., wobec oczekiwanych przez rynek 4,7 proc. Te 0,4 pkt proc. różnicy wydaje się małą wartością, ale jest to ogromna różnica.

Ostatni raz tak duża niespodzianka miała miejsce dokładnie cztery lata temu, gdy wszyscy oczekiwali, że w reakcji na wojnę na Ukrainie i przerwy w łańcuchach dostaw PKB spowolni, a tymczasem było odwrotnie. Mógłbym przypomnieć, że dwa dni temu pisałem w tym miejscu, że duży rynek wewnętrzny jest dla nas buforem chroniącym częściowo od negatywnych trendów w strefie euro. Ale skupię się na niespodziance.  

Te 5,1 proc., czyli wynik taki jak kwartał wcześniej, wyszło jakby wbrew wszystkim sygnałom napływającym z gospodarki. Produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna, produkcja budowlana, eksport, indeksy koniunktury – wszystkie dane miesięczne wskazywały na spowolnienie aktywności gospodarczej latem. Jednak dane miesięczne pokazują tylko fragment gospodarki, nie wiemy nic na bieżąco o tym, ile osób chodzi do kina, do fryzjera i restauracji, ile ciężarówek rusza w trasę, jednym słowem nie wiemy zbyt wiele o ogromnej części sektora usług. Mamy też na bieżąco małą wiedzę o inwestycjach w firm maszyny, sprzęt i software. Ponadto, zawsze są pewne rozbieżności między tym co pokazują dane o produkcji, a tym jaka jest wartość dodana generowana przez firmy (a to wartość dodana składa się na PKB, a nie wartość produkcji). Więc choć niespodzianka jest duża, to nie jest szokująca.

Nie ma jednak większych wątpliwości, że trendy w produkcji, sprzedaży detalicznej i indeksach koniunktury co do kierunku powinny zgadzać się z kierunkiem PKB. Co więcej, nie ma wątpliwości, że Polska bezpośrednio reaguje na zmiany koniunktury w Niemczech. Wczoraj Destatis podał, że PKB Niemiec wzrosło w trzecim kwartale o 1,1 proc. rok do roku (dane niewyrównane sezonowo), czyli o połowę mniej niż w drugim kwartale. Niemcy zwalniają, my też zwolnimy. Te 5 proc. wzrostu wydaje się jakby było bardzo dawno, bo chyba już nie wróci. 

(SpotData)

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Ignacy Morawski

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
8 7 pc1974

te same numery co z koszykiem inflacji .....zmienili metodologie ....za rok bedzie dynamika PKB 10% rdr i co im zrobisz człowieku hehehee

! Odpowiedz
1 0 madarot

A naśmiewali się z Chin, że żeby wykazać niższą inflację zmieniają koszyk inflacyjny, a nasi magicy to robią już od kilku lat.
- ''Dzień dobry Panie Prezesie, jaka ma być w tym roku inflacja?
- No nie większa niż 2%
- Ok, da się zrobić, ale będe musiał koszyk inflacyjny zmienić
- zmieniaj Pan co chcesz, ale nie ma być więcej niż 2%, bo sam ZUS jak bedzie płacił większą waloryzacje to zbankrutuje
- ok to ja już lece, moi specjaliści dopasują koszyk inflacyjny do inflacji max 2%"

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 21 jurijkalevra

Gdyby Polacy kupowali polskie produkty, to nasze PKB wystrzeliłoby w kosmos. Polacy lubią myśleć jak za PRL, że zachodnie lepsze wyprowadzając nasz kapitał i zyski za granicę. Większość nie zna mechanizmów w gospodarce i narzeka, jak to jest źle nie widząc, że to w dużej mierze tacy jak oni się do tego przyczyniają

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 46 cyganoitaliano

Jakby autor był inteligentny to by skojarzył, że 4 lata temu też były wybory samorządowe, a jak wiadomo samorządy przed wyborami wydają najwięcej by pokazać dla ludu jacy to dobrzy z nich gospodarze. Inteligentni inwestorzy nie są zaskoczeni.

! Odpowiedz
29 40 po_co

Panie redaktorze to jest skandal, rozumiem że zagraniczni politycy oraz inwestorzy mogą interpretować sytuację w Polsce na swój własny sposób ale po 100 latach od odzyskania niepodległości pora zakończyć dywagacje na temat gospodarki ze względu na sytuację w Niemczech albo na Węgrzech.

Ja od dłuższego czasu nie kupuję Niemieckich produktów i gorąco namawiam do tego wszystkich. Gdyby w Polsce 38 mln konsumentów zbuntowało się przeciwko Niemieckim produktom to ich PKB wyraźnie by to odczuło, a jednak nie miało by to negatywnego wpływu na PKB Polski która na wzroście zainteresowania rodzimymi produktami tylko by zyskała.

Tak długo jak długo nie pozbędziemy się myślenia kolonialnego tak długo ktoś będzie nas porównywał. Sytuacja sąsiadów powinna dawać nam jasno do zrozumienia gdzie należy szukać podatnego rynku oraz produkcję czego zwiększyć do opłacalnych poziomów. Natomiast obecnie martwimy się czy Niemiec zapłaci nam tyle ile obiecał, bo dzieje się u niego źle.
Sami możemy to zarobić !

Odłóżmy w końcu to negatywne myślenie, w Polsce było źle przez ostatnie 80 lat i nareszcie pora zacząć myśleć o pozytywach, a nie ciągle szukać momentu w którym coś się załamie. Tak będzie z pewnością bo tak działa gospodarka światowa ale możemy się na to przygotować, Chiny od 20 lat łamią schematy i nie dają się kryzysom. Zamiast martwić się o to czy PKB spadnie, martwmy się co zrobić aby wzrosło !

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 45 pogo0

Ty możesz nie kupować produktów niemieckich, ale dla naszej gospodarki znacznie ważniejsze jest, że Niemcy kupują produkty polskie.

! Odpowiedz
2 19 histeryk odpowiada pogo0

dokładnie, oni mają bardzo duży udział w naszym eksporcie, my mamy niewielki udział w ich eksporcie, choć dla nas to duży udział w imporcie.

! Odpowiedz
13 6 po_co odpowiada pogo0

Przecież to napisałem, wystarczy przeczytać trzeci akapit.
Jak Niemieckie PKB spada i przestaje być ich stać na Lamborghini to może jest tu szansa dla naszego Malucha.

Zauważ różnicę w myśleniu, redaktor zakłada że możemy się pożegnać z 5% wzrostem bo u sąsiada szykują się spadki. Ja natomiast zakładam, że wiedza o nadchodzącym pogorszeniu sytuacji gospodarczej powinna zmieniać cele. Jeżeli wiemy, że za kilka miesięcy spadnie podaż na pomarańcze to przygotujmy zapasy jabłek.
Co więcej taki ruch może skutkować poprawą nie tylko naszej gospodarki ale również gospodarki sąsiada.

Kryzysy i krachy gospodarcze w ostatnich 150 latach to sztuczne zjawisko, zauważ że od momentu wprowadzenia zwinnych podejść do produkcji kryzysy są coraz łatwiejsze do opanowania (poza tymi które są wywoływane przez bezproduktywne banki).

Spadek produktywności, wzrost bezrobocia czy spadek płac to absolutnie nie są złe informacje. Tak jest tylko wtedy kiedy państwo ma przerośnięty system socjalny (w tym system płac minimalnych) który uniemożliwia szybie dostosowanie stanu prawnego do sytuacji gospodarczej.

Przykładem może być system podatkowy w Polsce, nie mamy mechanizmów które w czasie kryzysu gospodarczego umożliwiłyby zaniechanie pobierania podatku dochodowego. Ten podatek to mniej niż 20% dochodów budżetowych, a z drugiej strony to ogromne pieniądze które pozostają w kieszeni konsumentów (sam PIT to 50-60 mld zł w kieszeni konsumentów).

W czasie bessy nie ma problemu, nikogo nie zaboli brak 100-200 zł w kieszeni (w odniesieniu do średniej krajowej) ale gdy liczy się każda złotówka to takie pieniądze decydują o wszystkim.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 20 jes

Miło, że kupujesz polskie produkty, też tak robię ale pisanie, że jesteśmy niezależną gospodarką (w sensie kupna sprzedaży) sugeruje, że albo jesteś naiwny, albo pisowskim trollem.

! Odpowiedz
6 3 po_co odpowiada jes

Zawsze jest taka ewentualność, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, szczególnie że nie napisałem że jesteśmy niezależni gospodarczo.

Nie istnieje na świecie państwo które było by w pełni niezależne od innych i kompletnie nie kłóci się to z tym co zaproponowałem. Stoi jak wół, że postuluję zmianę myślenia i dostrzeganie szansy tam gdzie teraz widzimy zagrożenie.
Autor artykułu stwierdza, że istnieje nierozerwalny związek pomiędzy kłopotami Niemiec oraz kłopotami Polski, a ja naprawdę dosadnie napisałem że pora ten związek zakończyć.

Kłopoty sąsiadów absolutnie nie musza być naszymi kłopotami, co zresztą pokazali sami Niemcy. Po przegranej wojnie mieli spory problem, stracili połowę kraju, dookoła wszyscy leczyli rany, a Niemiec krok po kroczku budował gospodarkę. W latach 90 otwarły się granice, a Polska stała przed progiem gigantycznych zmian gospodarczo społecznych, to jednak nie zostało potraktowane jako problem, a szansę.
Niemcy zaczęli uzależniać Polskę i pozostałe kraje od swojej gospodarki i dzisiaj ciągle odcinają od tego kupony.

Jeżeli Niemiec ma kłopoty bo musi płacić swoim robotnikom minimum 35 zł za godzinę to ja tutaj widzę ogromny potencjał, szczególnie wtedy kiedy ich gospodarka zacznie się dławić z uwagi na przerośnięty pakiet socjalny, który jest przez ostatnie lata pompowany do granic wytrzymałości.

Zauważ, że nie atakuje żadnej opcji politycznej, a tym bardziej żadnego podejścia. Napisałem zresztą, że jest czas na socjal i jest czas na pracę. Polacy kuszeni przez UE podnoszą pensje, podwyższają podatki, a wszystko to pracuje na korzyść bardziej rozwiniętych gospodarek. Bo w momencie kiedy przyjdzie kryzys oni będą posiadać fabryki i siłę roboczą, a my tylko siłę roboczą która będzie równie droga jak ich.

Czym zatem będziemy konkurować ? Fabrykami nie, tanią produkcją nie ? Z czego tutaj uciąć ?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz