Dodaje, że podczas strajku narodowego operatora jego firma musiała przydzielić dodatkowe osoby do obsługi klientów, a część punktów była czynna nawet do północy, by przyjąć wszystkie przesyłki. Z kolei firma PAF od początku miesiąca przyjęła już ponad 1 mln przesyłek. ‐ To więcej niż w minionym miesiącu, a nie ma jeszcze połowy czerwca. Szacujemy więc, że na koniec miesiąca osiągniemy 100-proc. wzrost ‐ zapowiada prezes spółki Marek Sadowski.
Jednak nie tylko bezpośredni konkurenci Poczty Polskiej skorzystali na problemach państwowego molocha. Rzesze nowych klientów pojawiły się też w firmach kurierskich, które na co dzień obsługują głównie biznes. ‐ W oferowanym przez nas w Warszawie serwisie miejskim liczba przesyłek wzrosła o 20 proc. Zwróciły się do nas m.in. firmy, które miały pilne przesyłki, np. zaproszenia czy umowy ‐ przyznaje Izabella Dessoulavy-Gładysz, rzecznik firmy kurierskiej DPD.
Zwiększone obłożenie odnotował też DHL, który na czas strajku musiał wprowadzić specjalne zasady obsługi klientów. ‐ Ruch zdecydowanie się zwiększył, dlatego kurierzy odbierali przesyłki od klientów, którzy mają z nami podpisane długoterminowe umowy. Pozostałe firmy i osoby prywatne musiały osobiście udać się do naszych punktów ‐ mówi Anna Mazurek, rzecznik DHL.
Dotychczasowi klienci Poczty Polskiej z częścią spraw udali się także do... supermarketów. ‐ W zależności od lokalizacji marketu liczba rachunków opłacanych za pośrednictwem systemu UniKasa wzrosła o 15 do 20 proc. ‐ mówi Przemysław Skory, rzecznik sieci handlowej Tesco. ‐ Klienci zamiast obawiać się o to, czy pieniądze dojdą na czas, sprawę comiesięcznych opłat po prostu załatwili przy okazji robienia zakupów ‐ dodaje.
BEATA KROWICKA
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat






























































