W ostatnich dyskusjach dotyczących problemu kredytów walutowych w Polsce wielokrotnie przewijał się wątek węgierskich doświadczeń. Komentatorzy z reguły koncentrowali się na mechanizmie przewalutowania wykorzystanym nad Dunajem. Co ciekawe nierzadko zapominano o tym, że na Węgrzech zakwestionowano również zasadność stosowania spreadu walutowego.


Przypomnijmy, że zgodnie z wyrokiem węgierskiej Kurii, nad Dunajem uznano, iż stosowanie różnych kursów do wypłaty i spłaty kredytu walutowego (stosowanie spreadu) jest niedopuszczalne i nieważne. Zarówno do wypłaty kredytu, jak i kalkulacji rat powinno się stosować średni kurs ogłaszany przez bank centralny. Wyrok uzasadniono wskazując na fakt, że w przypadku kredytu walutowego nie dochodzi do faktycznej wymiany walut – kurs franka jest tylko wskaźnikiem, parametrem umowy (podobnie jak np. LIBOR).
Obok podważenia jednostronnych zmian dokonywanych w umowach kredytowych (w tym dotyczących wysokości oprocentowania) był to jeden z najważniejszych efektów zaangażowania w sprawę tamtejszego sądu najwyższego.
Ustawa antyspreadowa w polskim wykonaniu
W Polsce od połowy 2011 r. kredytobiorcy mają zagwarantowane prawo do spłaty zobowiązania bezpośrednio w walucie. Dla klientów oznacza to możliwość ominięcia narzucanego przez bank spreadu, jeśli zdecydują się np. skorzystać z usług kantoru internetowego lub innej instytucji. Spread jest nadal stosowany przez banki przy przeliczaniu rat na złote. Co więcej, wpłynął także na wysokość zobowiązania – zaciągający kredyt musiał z jego powodu „kupić” więcej franków w momencie wypłaty.
W ostatnich dniach kilka instytucji zadeklarowało ograniczenie widełek pomiędzy kursem kupna i sprzedaży waluty. To wynik apelu ZBP i element doraźnego wsparcia dla kredytobiorców. O samej zasadności stosowania spreadu i własnych tabel banków nie dyskutuje się jednak, jeśli pominąć wątek przewijający się w pozwach zbiorowych np. kredytobiorców Banku Millennium.
Ile zapłaciliśmy za spread?
Sprawdźmy, jaki wpływ na sytuację przykładowego kredytobiorcy miało stosowanie przez bank spreadu walutowego. Załóżmy, że w lutym 2008 r. zaciągał on zobowiązanie na kwotę 350 tys. zł na 30 lat. Przyjmijmy, że średni kurs franka równy był 2,25 zł, a bank stosował 5-procentowy spread. Klient w momencie wypłaty kredytu zaciągał zobowiązanie na 159,5 tys. franków (po kursie 2,193 zł). Gdyby do przeliczenia przyjąć kurs średni, to dług wyniósłby o 4 tys. franków mniej.
Jeśli prześledzimy dalsze losy hipotetycznego kredytu i porównamy go z jego „bezspreadową” wersją, to okaże się, że do dziś zapłaciliśmy w ratach łącznie o ok. 7 tys. zł więcej, a nasz dług w złotych jest wyższy o ok. 14 tys. zł (zakładamy comiesięczną aktualizację LIBOR i kursu franka, marżę 1 pp., stały poziom spreadu przez cały okres).
|
Wpływ spreadu walutowego na wysokość zadłużenia i łączny dotychczasowy koszt obsługi długu – kredyt na 350 tys. zł, zaciągnięty w lutym 2008 r. |
|||
|---|---|---|---|
|
|
Zadłużenie w momencie wypłaty kredytu (w CHF, kurs 2,25 zł) |
Zadłużenie w 1.2015 (w zł) |
Suma spłaconych rat do 1.2015 (w zł) |
|
Kredyt wypłacony i spłacany po kursie średnim |
155 555 CHF |
529 tys. zł |
139 tys. zł |
|
Kredyt ze 1-procentowym spreadem walutowym |
156 337 CHF |
532 tys. zł |
140 tys. zł |
|
Kredyt z 2-procentowym spreadem walutowym |
157 126 CHF |
534 tys. zł |
142 tys. zł |
|
Kredyt z 3-procentowym spreadem walutowym |
157 924 CHF |
537 tys. zł |
143 tys. zł |
|
Kredyt z 4-procentowym spreadem walutowym |
158 730 CHF |
540 tys. zł |
145 tys. zł |
|
Kredyt z 5-procentowym spreadem walutowym |
159 544 CHF |
543 tys. zł |
146 tys. zł |
|
Kredyt z 6-procentowym spreadem walutowym |
160 366 CHF |
545 tys. zł |
147 tys. zł |
|
Założenia: Comiesięczna aktualizacja LIBOR i kursu franka, marża 1 pp., raty równe. Źródło: Bankier.pl |
|||
Przyjęcie „spreadowego wariantu węgierskiego” w Polsce, a więc wyliczenie rekompensat dla kredytobiorców w oparciu o kurs średni ogłaszany przez NBP i zaliczenie ich na poczet długu, nie zmieniłoby diametralnie sytuacji większości zadłużonych we franku. Doprowadziłoby do odczuwalnego, ale nie dramatycznego spadku comiesięcznych obciążeń. Na razie jednak nie widać wśród proponujących różnego rodzaju „plany pomocowe” ewentualnego promotora takiej koncepcji.

































































