Na wniosek PiS resort przedstawił informację o wyborach członków rad nadzorczych kilkuset państwowych spółek. Komisja przyjęła informację przy sprzeciwie posłów PiS.
Bury - zastępujący przebywającego w Brukseli szefa resortu Aleksandra Grada - podkreślał, że wybory odbywają się w procedurze konkursowej. Przyznał, że we władzach spółek są i "członkowie partii współrządzących, i reprezentowanych w Sejmie, i innych".
"Nie jesteśmy w stanie prześwietlić każdego kandydata, bo nie jesteśmy Agencją Wywiadu" - mówił Bury. Podkreślał, że sprawdza się kompetencje kandydatów i wymogi formalne, a nie to, czy są członkami danej partii. Dodał, że nie będzie mówił, ilu członków PiS było we władzach spółek za jego rządów.
Wystąpienie Burego krytycznie oceniali posłowie PiS. Pytali o podawane przez media nazwiska ludzi ze spółek, którzy zarazem są działaczami PO. Chcieli wiedzieć, jak wielu szefów spółek jeszcze nie wymieniono. Żądali, by na ich pytania odpowiedział sam Grad - "choćby i za rok".
Poseł Jacek Suski (PiS), dziękując Buremu za "wyczerpującą informację", domagał się przykładów pominięcia procedur konkursowych przy wyborze władz spółek. "Bo rozumiem, że w konkursach przedstawiciele PO i PSL byli po prostu najlepsi" - ironizował.
"Prosimy o listę działaczy PO, którzy zostali powołani; PSL nas nie interesuje, bo nie zapowiadało przed wyborami, że żaden działacz partyjny nie wejdzie do władz państwowych spółek" - dodał poseł. Żądał też wyjaśnień Grada, powołując się na informacje mediów o długach brata ministra wobec państwowych spółek.
"Dziękuję za ciepłe słowa pod adresem PSL" - mówił Bury, który podkreślał, że nie może odpowiadać za wypowiedzi z kampanii wyborczej. Wyjaśniał, że procedurze konkursowej nie podlegają pracownicy państwowi i minister sporadycznie korzysta z takich uprawnień i tylko co do "strategicznych spółek". Podkreślał, że właśnie dobiega końca kadencja władz wielu spółek, a przy ich ocenie "liczą się tylko wyniki". Zarzuty wobec brata Grada uznał za bezpodstawne.
Posłowie PO mówili, że PiS manipuluje w tej sprawie opinią publiczną przed eurowyborami. "Nie przeszkadzało wam umorzenie długów Porozumienia Centrum za waszych rządów?" - pytali. "Ale to nie były długi rodziny ministra, jak dziś, tylko nieistniejącej już partii" - odparł Suski. "Tłumaczycie się jak Leszek Miller z długów wobec KPZR" - odpowiadali posłowie PO.
Politycy PiS podnosili kwestię obsadzania przez PO "swoimi ludźmi" spółek Skarbu Państwa w końcu kwietnia. Zażądali wtedy nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Skarbu Państwa. "To kolejny atak na Platformę, świadczący o desperacji PiS" - komentował Stefan Niesiołowski (PO).
"Mamy kumoterstwo do n-tej potęgi" - oświadczył w poniedziałek na konferencji prasowej rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak, powołując się na ustalenia "Newsweeka", który w artykule "Platforma interesów" przytaczał przykłady obsadzenia stanowisk w spółkach Skarbu Państwa przez osoby powiązane z PO. Wskazywał m.in. na PKN Orlen, KGHM, Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych.
Jacek Kurski (PiS) mówił w kwietniu, że partia rozważy "zwrócenie się do Najwyższej Izby Kontroli o objęcie kontrolą właśnie tego charakteru dokonywania nominacji w sektorze publicznym". Podkreślił, że PiS zależy na zwróceniu uwagi publicznej na sytuację w spółkach Skarbu Państwa.
Niesiołowski stwierdził wówczas, że "to kolejny, niebywale agresywny atak na Platformę, atak, który świadczy o desperacji i braku pomysłu PiS na kampanię do europarlamentu". (PAP)
sta/ awk/ wkr/ jbr/
Źródło:PAP
















































