W ostatnich czterech tygodniach przez rynek złota przetoczyła się fala zamykania spekulacyjnych krótkich pozycji, jakiej nie widziano od 12 lat. Choć nie oznacza to jeszcze zakończenia dwuletniej korekty, to gra przestała się toczyć do jednej bramki.
Niemal dokładnie miesiąc temu pisałem o rekordowej liczbie spekulacyjnych pozycji obstawiających dalszy spadek cen złota. I później stało się coś, co prędzej czy później musiało się stać. Ceny złota ruszyły w górę, doprowadzając do strat zlewarowanych uczestników gry na rynku terminowym. Pokrywanie krótkich pozycji podniosło kurs kontraktów o ponad sto dolarów na uncji.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie skala zjawiska. W cztery tygodnie spekulanci zamknęli 41.480 pozycji opiewających łącznie na ponad cztery miliony uncji, czyli przeszło 5% rocznego wydobycia. Najbardziej spektakularne (i zapewne paniczne) pokrywanie krótkich pozycji miało miejsce w ubiegłym tygodniu, gdy spekulanci zamknęli prawie 24 tys. kontraktów. To największa tygodniowa zmiana od 2000 roku.
Źródło: Zerohedge.
Ewakuacja spekulacyjnego kapitału, obstawiającego spadek cen złota, nie oznacza jeszcze zmiany trwającego od blisko dwóch lat trendu spadkowego, który w mojej ocenie stanowi jedynie korektę wielkiej hossy rozpoczętej pod koniec XX wieku. To wydarzenie pokazuje, jak bardzo instrument pochodny, który nazywamy „ceną złota”, jest zależny od nastrojów panujących na Wall Street.

A gdyby druga strona transakcji zażądała fizycznej dostawy kruszcu, to magazyny nowojorskiej giełdy towarowej (COMEX) zostałyby pozbawione 60% dostępnych rezerw złota. Mogłoby to wywołać paniczny lęk o dostępność kruszcu w Nowym Jorku, co zapewne skutkowałoby skokową rewaluacją żółtego metalu.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl

























































