W lutym 2019 r. Nigeryjczycy wybiorą nowego prezydenta. Debata pomiędzy kandydatami w najludniejszym kraju Afryki toczy się przede wszystkim wokół wizji gospodarki, która w ostatnich latach mocno kuleje. Paradoks polega na tym, że kraj ten ma największe PKB na kontynencie i jednocześnie jest światowym liderem rankingu skrajnego ubóstwa obywateli.
Nigeria zajmuje 11. miejsce na świecie pod względem wydobycia ropy naftowej. „Czarne złoto” jest głównym źródłem dochodu Abudży, która właściwie całą gospodarkę oparła na surowcu. W czasach prosperity, które przypadło na 2014 r. pozwoliło wypracować najwyższy PKB w Afryce (pozycja utrzymana do teraz) na poziomie niemal 570 mld USD (w 2009 r. było to 170 mld USD). W ubiegłym roku PKB spadł do niespełna 380 mld USD.
Wysokie ceny ropy naftowej windowały kraj w globalnych rankingach, co jednak nie przekładało się na poziom życia większości populacji. PKB per capita w Nigerii wyniósł 2412 USD, a w skrajnym ubóstwie (osoby z dziennym dochodem poniżej 2 USD) żyło 87 mln ludzi, czyli 46% społeczeństwa. Wcześniej światowym liderem rankingu skrajnego ubóstwa były Indie, lecz szybki rozwój kraju pozwolił na zredukowanie liczby najbiedniejszych do 50 mln, co stanowi już jedynie 3,7% ogółu mieszkańców tego ogromnego kraju.
Wyborcza walka
O fotel prezydenta walczą starający się o reelekcję, urzędujący od 2015 r. Muhammadu Buhari i milioner Atiku Abubakar, który działa m.in. w branży budowlanej, rolniczej i transportowej. Kadencja Buhariego, przypadająca na okres mocnej recesji nigeryjskiej gospodarki, jest krytykowana przez oponenta. Abubakar zarzuca prezydentowi brak dywersyfikacji źródeł dochodu krajowej gospodarki, brak inwestycji w infrastrukturę i służbę zdrowia. Afrykański krezus musi za to odpowiadać na zarzuty wyprowadzenia nielegalnie ponad 40 mln USD do Stanów Zjednoczonych. W ubiegły weekend Pretendenci „rozmawiali” w telewizji Al-Jazeera za pomocą swoich rzeczników.
KS





























































