Wyniki produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej oraz inwestycji w miastach – wszystkie raporty z gospodarki Chin okazały się znacząco słabsze od oczekiwań ekonomistów.

Źródło: iStockphoto/Thinkstock
Dane te uzupełniły serię kiepskich raportów makro, jakie w ostatnim czasie napłynęły z drugiej gospodarki świata. W lutym sprzedaż detaliczna wzrosła „tylko” o 11,8% rdr wobec 13,6% w styczniu i oczekiwanych 13,5%. Rozczarowała także dynamika produkcji przemysłowej, która wzrosła o 8,6% rdr wobec 9,7% miesiąc wcześniej i szacunkach ekonomistów rzędu 9,5%.
Niższe od konsensusu okazały nawet dane, który nie zaskakiwały nigdy. Dynamika inwestycji poza obszarami wiejskimi wyniosła w lutym 17,9% rdr wobec 19,6% w styczniu i 19,4% oczekiwanych przez ekonomistów. Przez ostatnie lata dynamika tego wskaźnika utrzymywała się powyżej 20% rocznie.
Analitycy interpretują te wyniki jako potwierdzenie postępującego spowolnienia w drugiej gospodarce świata. Problem z chińskimi danymi jest jednak dwojaki. Pierwszy jest natury kalendarzowej: w tym roku w lutym przypadały święta chińskiego nowego roku, co mocno zaburzyło dane za pierwsze dwa miesiące roku. Ale nawet po uwzględnieniu tej sezonowości dynamika produkcji w styczniu i lutym była najniższa od 2009 roku, a sprzedaż detaliczna rosła najwolniej od 2004 roku.
Drugim problemem z chińskimi danymi gospodarczymi jest ich wątpliwa wiarygodność. Zwłaszcza statystyki produkcji, sprzedaży i inwestycji wyglądają, jakby ktoś wyrysował je od linijki przynajmniej na kilka lat naprzód.
Przez Chiny, ceny miedzi będziemy zeskrobywać z podłogi
Niemniej jednak chińskie publikacje makroekonomiczne pokazują, że oficjalny cel w postaci 7,5-procentowego wzrostu PKB może być w tym roku trudny do osiągnięcia. Ponadto słabsze dane oficjalne są potwierdzane przez takie wskaźniki jak indeks PMI, pogarszające się nastroje konsumentów i przedsiębiorców oraz liczby z rynku kredytowego.
Mimo to giełda w Szanghaju zareagowała wzrostem. Na godzinę przed końcem sesji indeks Shanghai Composite rósł o 0,8%. Być może część inwestorów doszła do wniosku, że słabe dane makro skłonią decydentów w Pekinie do „stymulowania gospodarki”, aby wyjść z twarzą i osiągnąć założone cele gospodarcze.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
































































