Sondaże dają obu kandydatom niemal równe poparcie, dlatego wynik jest trudny do przewidzenia. Stawką tych wyborów może być nie tylko przyszłość Serbii, ale także całego regionu Bałkanów.
Od czasu, gdy 8 lat temu władzę w Jugosławii oddał Slobodan Miloszević, nacjonaliści jeszcze nigdy nie byli tak blisko przejęcia rządów w Serbii. Wygrali w ostatnich wyborach parlamentarnych, a teraz ich kandydat Tomislav Nikolić ma w sondażach niemal identyczne poparcie jak jego rywal Boris Tadić.
Taka popularność nacjonalistów to nie tylko efekt niemal pewnego już oderwania się Kosowa od Serbii. Obaj kandydaci zapewniają, że będą walczyć o Kosowo do ostatniej chwili, obaj deklarują też sympatię wobec Rosji. Poparcie nacjonalistów systematycznie rośnie, bo swoją kampanię skierowali do ludzi biednych i słabo wykształconych. Serbom spodobało się też, że Nikolić zapowiedział walkę z korupcją. "Serbia to jedna wielka korupcja. Niczego nigdzie nie załatwisz bez łapówki. Dobrze, że oni obiecują, że to zlikwidują" - mówi Polskiemu Radiu Ivo, jeden z mieszkańców Belgradu.
Choć Tomislav Nikolić znany jest z sympatii do Saddama Husajna i przez wielu uważany jest za spadkobiercę Slobodana Miloszevicia, nie przeszkodziło mu to wygrać pierwszej turę wyborów. Duża w tym zasługa nowoczesnej kampanii wizerunkowej prowadzonej przez amerykańską firmę, która doradzała m.in. Georgowi Bushowi.
Źródło:IAR

























































