Na pytanie, dlaczego paliwa są w Polsce drogie, odpowiedź zawsze jest taka sama. Przyczyną są oczywiście horrendalnie wysokie podatki nakładane przez rząd. Przy każdym tankowaniu oddajemy państwu około połowy ceny płaconej na stacji. W przypadku benzyny bezołowiowej podatki stanowią ok. 49% ceny detalicznej – na resztę składają się koszty produkcji, transportu oraz marża stacji.
Struktura cen detalicznych paliw w Polsce
Choć opodatkowanie benzyny sięga 50%, to nie wyjaśnia ono przyczyn ostatniego wzrostu cen paliw. Podwyżka VAT-u miała miejsce 1 stycznia, a stawki akcyzy i opłaty paliwowej pozostały bez zmian. Należy się więc przyjrzeć cennikom rafinerii oraz marżom stacji. Według danych Biura Maklerskiego Reflex na początku roku litr benzyny bezołowiowej kosztował średnio 4,93 złotych. Od tego czasu paliwo zdrożało przeciętnie o 7,3%, czyli o 36 groszy na litrze. Archiwalny cennik PKN Orlen pokazuje, że 5 stycznia 1.000 litrów benzyny Eurosuper95 można było kupić za 3.723 zł. Oznacza to, że marża stacji wynosiła wówczas ok. 35 groszy na litrze i była o przeszło 10 groszy wyższa niż obecnie. Więc to nie chciwość właścicieli stacji odpowiada za wakacyjny wzrost cen paliw.
Średnia cena detaliczna litra benzyny bezołowiowej w Polsce
Źródło: Bankier.pl
Wpływ drogiej ropy i słabego złotego
Pozostaje więc ostatni składnik cen, jakim jest koszt produkcji w rafineriach. Od początku roku Orlen podniósł ceny hurtowe Pb95 o ok. 37 groszy na litrze, czyli o blisko 10%. Oznacza to, że jak dotąd wzrost cen hurtowych postępował szybciej niż zwyżka przeciętnej ceny detalicznej. To zła wiadomość dla kierowców, ponieważ grozi kolejnymi podwyżkami na stacjach.
Rafinerie jak zwykle w takich sytuacjach tłumaczą się wzrostem cen surowca, wyższym kursem dolara oraz dodatkowo likwidacją ulgi na biopaliwa. Wszystkie te czynniki miały wpływ na wzrost cen paliw, na czym ich polscy producenci i dystrybutorzy raczej nie skorzystali. PKN Orlen podaje, że w lipcu tzw. modelowa marża rafineryjna wyniosła 2,30 USD na baryłce ropy i była o 23% niższa niż przed rokiem, lecz zarazem o 64% wyższa niż w czerwcu. Płocki koncern sprzedaje benzynę bezołowiową po cenach wyższych o ok. 20 groszy na litrze od stawek w portach holenderskich.
Patrząc od strony podażowej źródłem drogiej benzyny jest sytuacja na światowych rynkach surowcowych oraz kondycja polskiej waluty. Będąca wyznacznikiem cen dla ¾ rynku naftowego ropa Brent utrzymuje bardzo wysokie notowania i przez większość lipca jej cena oscylowała w przedziale 115 –120 USD za baryłkę. Kupowana przez polskie rafinerie rosyjska ropa marki Urals była przeciętnie o 1-2 dolary na baryłce tańsza od surowca Brent. Ceny w USD są więc niemal równie wysokie co w kwietniu i niemal o połowę wyższe niż rok temu.
Równocześnie polski pieniądz pozostaje względnie słaby. Za dolara, który trzy lata temu kosztował niecałe dwa złote, dziś trzeba zapłacić ponad 2,80 złotego. W rezultacie ceny ropy po przeliczeniu na polską walutę utrzymują się blisko absolutnych rekordów i są o 30% wyższe niż rok temu. Surowiec, który w lipcu ‘08 kosztował 306 złotych za baryłkę, dziś jest wart 15 złotych więcej. A to i tak lepiej niż na początku kwietnia, gdy za baryłkę ropy trzeba było zapłacić prawie 350 złotych.
Kombinacja droższej ropy, słabości złotego, podwyżki stawki VAT i eliminacja ulgi biopaliwowej sprawiły, że ceny paliw osiągnęły rekordowo wysokie poziomy. Ale w ostatecznym rozrachunku to konsumenci decydują o cenach na stacjach. Tak długo jak akceptujemy coraz wyższe stawki przy dystrybutorach, tak długo będzie trwała galopada cen. Choć popyt na paliwa słabo reaguje na zmianę cen, to w końcu natrafi na granicę wytrzymałości portfeli konsumentów.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl





























































