Teoretycznie to była wzrostowa sesja i ciąg dalszy podejścia pod lutowy szczyt hossy. Ale w praktyce indeks S&P500 zatrzymał się na poziomie 6 000 punktów, a rynek wygląda na mocno niezdecydowany.


S&P500 zakończył poniedziałkowy handel na poziomie 6 005,88 punktów, co przekładało się na wzrost o… 0,09%. Czyli tyle co nic. Warto jednak odnotować, że był to najwyższy kurs zamknięcia od lutego i że jeszcze na godzinę przed końcem sesji S&P500 znajdował się 20 punktów wyżej, niż ją faktycznie zakończył.
Była to kolejna sesja niezdecydowania na Wall Street. W ostatnich dniach nowojorskie indeksy drobnymi kroczkami usiłują pójść w górę, ale wyśrubowane wyceny i bliskość szczytów hossy w otoczeniu tak wysokiej niepewności politycznej zdają się paraliżować kupujących.
W tle rozpoczęła się kolejna runda chińsko-amerykańskich negocjacji handlowych. Sprawa powoli zaczyna stawać się pilna, bowiem 90-dniowe moratorium celne prezydenta Trumpa wygasa w lipcu. Owszem, nic nie stoi na przeszkodzie, aby raz jeszcze je przedłużyć. Ale zanim to nastąpi, na Wall Street może zrobić się nerwowo.
- Rynek postrzega jakikolwiek dialog z Pekinem jako postęp, bez względu na to, czy prowadzi on do jakichś namacalnych rezultatów. Rynek póki co bierze słowa administracji za dobrą monetę – powiedział Jake Dollarhide, szef Longbow Asset Management cytowany przez Reutersa.

Podczas poniedziałkowej sesji nieźle spisywały się walory wielkich spółek technologicznych. Akcje Amazona zyskały 1,6%. Amazon wraz z Alphabetem ogłosili plany zainwestowania przynajmniej 20 mld USD w centrum danych w Pensylwanii. To ukłon w stronę prezydenta Trumpa, który rady jest widzieć inwestycje amerykańskich firm w tzw. pasie rdzy.
Straty po ostatnich silnych spadkach odrabiała Tesla, której akcje podrożały o 4,6%. Natomiast kurs Warner Bros Discovery spadł o prawie 3% po tym, jak spółka poinformowała o podzieleniu swojego biznesu na dwie oddzielne firmy.
KK



























































