"Odważni" analitycy przewidują, że pomimo ostatnich spadków ceny ropy na rynkach, do końca roku może ona dotrzeć do poziomu 120 dolarów za baryłkę – donosi MarketWatch.
- To stykowy rynek. Podaż i popyt są blisko. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, jeżeli Stany Zjednoczone faktycznie spełnią swoją obietnicę o sankcjach na irański sektor naftowy, ceny ropy WTI mogą dotrzeć do 120 dolarów – mówi Matt Badiali, starszy analityk w Banyan Hill.
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalny popyt na ropę ma wynieść w tym roku średnio 99,1 mln baryłek dziennie, natomiast podaż wynosiła w czerwcu 98,8 mln baryłek dziennie.
Napięcie na rynku generują między innymi wojna domowa w Libii, bankructwo Wenezueli i wciąż nierozwiązana kwestia sankcji na Iran. Trump podgrzewa atmosferę, ostrzegając Iran, by „nigdy, przenigdy” nie groził Stanom Zjednoczonym, sam Iran z kolei, czując się oszukanym przez wycofujące się USA, nie czuje się już w obowiązku przestrzegać ustaleń wynikających z porozumienia i przygotowuje się do prac nad wzbogacaniem uranu – przy czym należy zaznaczyć, że Iran nie naruszył jeszcze postanowień umowy, a jedynie przygotowuje się na każdy możliwy scenariusz.
W czerwcu OPEC+ zdecydował się na podniesienie produkcji o milion baryłek dziennie, jednak zdaniem ekspertów nie wystarczy to do zredukowania różnicy pomiędzy popytem i podażą. Leigh Goehring z firmy badawczej skupionej na surowcach naturalnych Goehring & Rozencwajg uważa, że planowany wzrostu produkcji nie wystarczy do zaspokojenia potrzeb, a globalne zapasy ropy mogą w czwartym kwartale spaść do poziomów, na których widziane były już trzycyfrowe ceny surowca.

Jakub Krześnicki




























































