REKLAMA

"Restrykcje covidowe nie obowiązywały". Twierdzą uczestnicy imprez na Downing Street

2022-05-24 17:31
publikacja
2022-05-24 17:31
"Restrykcje covidowe nie obowiązywały". Twierdzą uczestnicy imprez na Downing Street
"Restrykcje covidowe nie obowiązywały". Twierdzą uczestnicy imprez na Downing Street
fot. Toby Melville / / Reuters

Alkoholowe imprezy na Downing Street odbywały się w czasie restrykcji covidowych co piątek, jeśli nie za zgodą, to przynajmniej za wiedzą premiera Borisa Johnsona i bez żadnych wprowadzonych reguł - ujawniło anonimowo stacji BBC troje ich uczestników.

W programie BBC Panorama, który wyemitowany zostanie we wtorek wieczorem, opowiedzieli oni o tym, że od imprezy w biurze premiera - nazywane "Wine-Time Friday", w skrócie WTF, co jest nawiązaniem do innego, niezbyt parlamentarnego akronimu - zaczynały się co tydzień w piątki już o godz. 16.

Opisują panującą na Downing Street kulturę pracy jako równoległy wszechświat, w którym obowiązujące wówczas restrykcje covidowe nie miały zastosowania. "Postrzegaliśmy to jako naszą własną bańkę. Wszystko odbywało się normalnie. Nie było dystansu społecznego. Nie nosiliśmy maseczek na twarzach. To nie było tak, jak w świecie zewnętrznym" - mówi jeden z rozmówców BBC.

Opowiadają o imprezach, podczas których w pomieszczeniach tłoczyły się dziesiątki osób, niektórzy siedzieli na kolanach innych, a przyjęcia trwały do tak późna, że zdarzało się, iż niektórzy zostawali na Downing Street przez całą noc. Ujawniają też, że czasem przychodząc do pracy zastawali butelki leżące w różnych częściach budynku, przepełnione kosze na śmieci, a nawet resztki pozostawione na stołach.

Relacje te pojawiają się kilka dni po zakończeniu policyjnego śledztwa, które miało wyjaśnić, czy podczas imprez łamane były restrykcje covidowe, i tuż przed publikacją pełnego raportu Sue Gray, urzędniczki służby cywilnej, która prowadziła wewnętrzne rządowe dochodzenie. Policja poinformowała, że wystawiła 126 mandatów dla 83 osób, ale Johnson został ukarany tylko raz.

Przeprowadzone przez BBC rozmowy oraz ujawnione w poniedziałek wieczorem przez stację ITV zdjęcia Borisa Johnsona z kieliszkiem w ręku podczas imprezy pożegnalnej dyrektora ds. komunikacji Lee Caina stawiają jednak pytania o rzetelność policyjnego śledztwa.

Jeden z rozmówców BBC, opowiadając o imprezie, z której pochodzą zdjęcia, mówi, że Johnson wziął udział w spotkaniu i wygłosił przemówienie, dziękując Cainowi, ale w miarę rozwoju imprezy "w pokoju było około 30 osób, jeśli nie więcej. Wszyscy stali obok siebie, niektórzy - jedna lub dwie osoby - siedzieli sobie na kolanach".

Opisując inną imprezę, która odbyła się w przeddzień pogrzebu księcia Filipa, 16 kwietnia 2021 r., ujawniają, że stała się ona tak głośna, że ochroniarze w budynku kazali im go opuścić. "Wszyscy wzięli napoje, jedzenie, wszystko i poszli do ogrodu. Wszyscy siedzieliśmy wokół stołów i piliśmy. Ludzie zostawali tam na noc" - opisują.

Przyznają, że niektórzy pracownicy Downing Street byli zaniepokojeni tym, co się działo i próbowali to powstrzymywać, ale byli wyśmiewani przez pozostałych. "Ludzie się z niego nabijali, bo był tak przejęty tym, że ta impreza się odbywa, a nie powinna" - mówią o jednym z ochroniarzy.

Troje rozmówców BBC sugeruje, że regularne alkoholowe imprezy odbywały się za wiedzą i przynajmniej domyślnym przyzwoleniem premiera. Opisuje, że dla pracowników, którzy przez wiele godzin przebywali w biurze, zwłaszcza tych mieszkających samemu, były one swego rodzaju "kołem ratunkowym". Informatorzy wskazują też, że na kulturę pracy stworzoną przez samego premiera, sugerując, że "chciał być lubiany" i chciał, aby pracownicy mogli "się wyszaleć".

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

bjn/ mal/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Epidemia koronawirusa z Chin

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki