W czwartek doszło do skokowego wzrostu rentowności obligacji skarbowych USA. W przypadku papierów 2-letnich osiągnięto najwyższe wartości od 2007 roku. Zapalnikiem były zaskakująco mocne dane z amerykańskiego rynku pracy.


W pewnym momencie czwartkowej sesji rentowność 2-letnich Treasuries sięgnęła 5,10%, co oznaczało skok aż o 15 punktów bazowych. Było to także wyrównanie wieloletniego maksimum z czerwca 2007 roku. Poprzedzających ten odczyt wyższych wartości należy szukać przeszło 20 lat temu – czyli na początku XX wieku. Wieczorem dochodowość amerykańskich 2-latek spadła w pobliże 5%.
Co ważne, niemal równie mocno rosły rentowności na „długim” krańcu krzywej terminowej. Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA podniosła się do blisko 4,09% i wyrównała lokalny szczyt z początku marca. Dotychczasowe cykliczne maksimum to 4,33% z października 2022 roku. Zwyżkujące rentowności sygnalizują spadek ceny rynkowej obligacji o stałym oprocentowaniu.
Zobacz także
Rosnąca dochodowość długu Stanów Zjednoczonych jest pochodną oczekiwań na dalsze zaostrzenie polityki monetarnej. Rynek terminowy już na 92% wycenia szanse 25-punktowej podwyżki stopy funduszy federalnych na lipcowym posiedzeniu FOMC. Jeszcze miesiąc temu szanse na taki ruch były wyceniane na niespełna 53%. Co więcej, rynek zaczął wyceniać już drugą podwyżkę – szanse na jej dokonanie do listopada sięgnęły niemal 40%.
Taka zmiana oczekiwań względem przyszłych decyzji Fedu była rezultatem serii zaskakująco mocnych danych spływających z amerykańskiego rynku pracy. Najpierw Raport Challengera pokazał, że w czerwcu amerykańskie korporacje zdecydowały się na zwolnienie tylko 40,7 tys. ludzi. Dla porównania, w maju było to ponad 80 tysięcy, a jeszcze w styczniu ponad stu tysięcy.

Ale absolutnym szokiem był raport ADP, według którego w czerwcu sektor prywatny zwiększył zatrudnienie aż o 497 tys. etatów. To przeszło dwa razy więcej od oczekiwanych 230 tysięcy oraz względem 267 tys. odnotowanych w maju. Po czymś takim byłoby sensacją, gdyby piątkowy raport rządowego Biura Statystyki Pracy faktycznie wskazał na wzrost liczby etatów w sektorach pozarolniczych w skali 225 tysięcy oczekiwanych przez ekonomistów.
Z tymi wynikami współgrał subindeks zatrudnienia w indeksie ISM dla sektora usług, który w czerwcu podniósł się do 53,1 pkt. względem 49,2 pkt. odnotowanych w maju. Przekroczenie progu 50 punktów oznacza, że po majowym delikatnym spadku zatrudnienia w sektorze usług (tj. według ankiet ISM) czerwiec miał przynieść solidny wzrost.
Jedynie liczba wakatów wg. JOLTS okazała się niższa od oczekiwań. Liczba wolnych miejsc pracy w USA w maju obniżyła się do 9,82 mln wobec 10,32 mln w czerwcu. Tu prognozowano spadek do 9,94 mln. W dalszym ciągu jest to jednak liczba o 61% przewyższająca liczbę bezrobotnych. A także odczyt przeszło dwukrotnie wyższy niż w ostatnich miesiącach przed covidowym lockdownem z wiosny 2020.
Otrzymaliśmy więc całą serię danych sugerujących nam, że amerykański rynek pracy jak na razie nic sobie nie robi z najostrzejszego od ponad 40 lat zacieśnienia polityki monetarnej w USA. I że pomimo prawie zerowego wzrostu PKB, recesji w przemyśle i kryzysu w sektorze bankowym rynek pracy pozostaje bardzo napięty. To pozwala decydentom z Rezerwy Federalnej na dalsze podwyżki stóp procentowych i wyniesienie ich do poziomu niewidzianego od początku XXI wieku. Czyli na dokonanie być może nawet dwóch 25-punkotwych podwyżek w drugiej połowie roku.
- Oczekiwany wzrost liczby zwolnień w odpowiedzi na bardziej restrykcyjną politykę monetarną jak dotąd nie pojawił się w danych. Napięty rynek pracy będzie utrzymywał ścieżkę stóp procentowych nachyloną w górę, dopóki decydenci nie zobaczą istotnego zrównoważenia popytu i podaży – skomentowała Rubeela Farooqi, główna ekonomistka w High Frequency Economics cytowana przez agencję Reuters.
































































