Ceny zmieniały się w niekontrolowanym tempie, co groziło kryzysem finansowym państwa. Aby temu zaradzić, ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz wprowadził program reform. Paradoksalnie podstawowym jego elementem było uwolnienie większości cen. Nastąpiły bardzo duże podwyżki tzw. cen regulowanych - jak np. ceny energii, które wcześniej były wspomagane dużymi dopłatami z budżetu. Miało to na celu zrównoważenie popytu i podaży, czyli wprowadzenie zasad gospodarki rynkowej.
Ograniczono wydatki budżetowe. Rynek w końcu zadziałał. Początkowo przedsiębiorstwa skwapliwie korzystały z możliwości podwyższania cen na swoje wyroby. Wywindowane zostały one do takiego poziomu, że nikt nie był w stanie kupić produkowanych wyrobów. Zmusiło to firmy do obniżek. W efekcie w 1991 roku inflacja w skali roku spadła do 60 proc.
Program stabilizacyjny był prawdziwym szokiem dla gospodarki i społeczeństwa. Szacuje się, że produkt krajowy brutto spadł o ok. 10 proc. Drastycznie spadły inwestycje. Płace realne spadły o 30 proc. Jednak przy tak wysokiej inflacji i przy kompletnej destabilizacji gospodarki potrzebne były radykalne kroki. Dzisiaj inflacja wynosi 1 proc.
Dziennik Bałtycki
(JKL)



























































