Notowania kakao na giełdach w Nowym Jorku i Londynie zanurkowały o ponad 70 proc. w stosunku do historycznych maksimów z 2024 roku. Choć surowiec gwałtownie tanieje, producenci słodyczy nie spieszą się z obniżkami cen na półkach, próbując odbudować nadszarpnięte wcześniej marże. Zamiast tego branża na masową skalę tnie koszty poprzez „shrinkflację” oraz zmiany w recepturach.


Ostatnie miesiące przyniosły potężną korektę na rynku kakao. Spadki są efektem poprawy plonów w Afryce Zachodniej, będącej głównym regionem upraw, oraz zauważalnego spadku popytu konsumenckiego w Europie i Stanach Zjednoczonych. Sytuacja ta wyraźnie kontrastuje z rynkiem innych surowców miękkich (soft commodities), które w ostatnim miesiącu drożały w obawie przed trwałymi zakłóceniami łańcuchów dostaw w związku z wojną amerykańsko-izraelską z Iranem.
Przecena kakao przyspieszyła w styczniu i lutym, do czego przyczyniły się znacznie słabsze od oczekiwań dane o ilości mielonego ziarna (traktowane jako główny wskaźnik popytu) w Europie, Ameryce Północnej i Azji.
Walka o marże i opóźnienia w łańcuchach dostaw
Dlaczego gigantyczne spadki na giełdach nie przekładają się na paragony? Przede wszystkim z powodu specyfiki kontraktowania surowców. Jak tłumaczy w "Financial Times" Sammy Rolls z serwisu Expana: “istnieje opóźnienie między momentem, w którym firmy kupują kakao, a chwilą, gdy czekolada jest wyceniana i sprzedawana na poziomie detalicznym”. Wskazuje on również na kalendarz zamówień, dodając: “w przypadku tegorocznej Wielkanocy większość kakao została zakupiona jeszcze w maju, czerwcu i lipcu ubiegłego roku”.
Dla producentów obecna sytuacja to również okazja do finansowego oddechu. Thijs Geijer, starszy ekonomista w banku ING, podkreśla, że dla firm istnieje “wyraźny impuls”, by nie ciąć cen detalicznych w obliczu spadających kosztów surowca, ponieważ wcześniej ich marże zostały drastycznie ściśnięte. Jak dodaje ekspert: “jeśli odczuwały one presję na marże podczas wzrostów cen, to teraz, przy ich spadku, chcą odrobić część tych strat”. Według analityków Morgan Stanley, koszty dla producentów czekolady w Europie i USA powinny zacząć spadać i odciążać marże dopiero od drugiego kwartału tego roku.

Shrinkflacja i czekolada... bez czekolady
Zamiast obniżać ceny, giganci branży FMCG odpowiedzieli na kryzys zmniejszaniem gramatury produktów (shrinkflacja) oraz modyfikacją receptur, w których drogie kakao zastępuje się tańszymi substytutami tłuszczu kakaowego. W Stanach Zjednoczonych detaliczne ceny słodyczy i czekolady wzrosły w ciągu minionego roku o 12 proc. W holenderskiej sieci Albert Heijn cena mini jajeczek czekoladowych wzrosła do 3,50 euro za 175 gramów, podczas gdy zaledwie dwa lata temu klienci płacili 2,50 euro za 200 gramów. Brytyjska organizacja Which? wyliczyła, że markowe jaja wielkanocne skurczyły się i podrożały w takim stopniu, że cena za 100 gramów produktu wzrosła o około 40 proc. r/r.
Strategia ta uderza jednak w popyt. W ciągu sześciu miesięcy poprzedzających styczeń, sprzedaż detaliczna czekolady spadła o 6 proc. w Europie i o 4 proc. w USA. Klienci coraz częściej wybierają tańsze marki własne sieci handlowych (np. Tesco czy Marks and Spencer), które niejednokrotnie zachowały wyższą zawartość kakao i nie zmieniły gramatury.
Tymczasem część producentów posunęła się tak daleko w cięciu kosztów, że ich wyroby na terenie Wielkiej Brytanii i UE z prawnego punktu widzenia nie mogą być już sprzedawane jako czekolada. Od końca 2025 roku produkty takie jak batony Penguin i Club (od McVitie’s) czy Toffee Crisp (Nestlé) muszą być oznaczane jako “o smaku czekoladowym”. Zmiany te nie odbiły się jednak znacząco na wynikach sprzedaży. Oran van Dort, analityk rynków surowcowych w Rabobanku, podsumowuje to wprost: “jeśli możesz produkować czekoladę taniej i ujdzie ci to na sucho, to dlaczego tego nie robić?”.
Analitycy wątpią, by po ustąpieniu szoku cenowego branża powróciła do dawnych, bogatych w kakao receptur. Pamela Thornton, doświadczona traderka na rynku kakao, zauważa: “historycznie popyt na kakao odbijał niemal natychmiast po wystąpieniu szoku cenowego”. Obecna sytuacja ma jednak bezprecedensowy charakter: “skala ostatniego rajdu cenowego wymusiła innowacje na poziomie, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Kiedy firmy wprowadzą już zmiany, a ich sprzedaż nie spadnie – lub nie spadnie znacząco... Nie wiemy, w jakim stopniu branża będzie spieszyć się z powrotem do receptur opartych w pełni na czekoladzie”.
Polski konsument też odczuwa czekoladową drożyznę i shrinkflację
Globalne zawirowania na rynku kakao i strategie optymalizacyjne producentów mają swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w polskim handlu detalicznym. Konsumenci nad Wisłą, zmagający się w ostatnich latach z podwyższoną inflacją, mocno odczuwają skutki tzw. shrinkflacji – standardowa tabliczka czekolady, dawniej ważąca równe 100 g, dziś u czołowych rynkowych graczy systematycznie topnieje do 90 g, a nawet 80 g.
Podobnie jak na rynkach zachodnich, polskie zakłady przetwórcze i cukiernicze (Polska jest jednym z największych eksporterów słodyczy w Europie) kontraktują surowiec z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Oznacza to, że giełdowa przecena kakao dotrze na polskie półki sklepowe z opóźnieniem.
Analitycy rynku detalicznego w Polsce spodziewają się, że silna presja na odbudowę marż przez producentów utrzyma ceny na podwyższonym poziomie, a realnych obniżek lub większych akcji promocyjnych polscy konsumenci mogą spodziewać się najwcześniej w drugiej połowie roku. Do tego czasu beneficjentami sytuacji pozostaną sieci dyskontowe i ich marki własne, po które polski klient sięga obecnie najchętniej w historii.
Oprac. JM
































































