Zanotowany w ubiegłym tygodniu największy od 12 lat wzrost inwestycji może być oznaką tego, na co polska gospodarka czeka od lat - odejścia od oparcia produkcji o tanich pracowników.


Niskie płace i napływ migrantów przez długie miesiące skutecznie powstrzymywały firmy przed inwestycjami. Ta wstrzemięźliwość na dobre się skończyła. W ubiegłym tygodniu Główny Urząd Statystyczny poinformował, że inwestycje wzrosły w kwietniu aż o 22,8 proc. w stosunku do kwietnia ubiegłego roku. Niektórzy łączą ten skok ze wzbierającą falą inwestycji finansowanych ze środków unijnych. Ekonomiści PKO Banku Polskiego widzą w tym jednak cywilizacyjną zmianę, na którą rynek czeka od lat - zmianę w funkcji produkcji polskich firm.
- Nie możemy już liczyć na ogromny zasób taniej siły roboczej - to się skoczyło. Musimy polegać na wzroście wyposażenia gospodarki w nowoczesny kapitał, technologię i organizację pracy. Dzięki szybko rosnącym inwestycjom firm właśnie to następuje obecnie w gospodarce i uodparnia nas na negatywne tendencje w globalnej koniunkturze - mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego.
Tę przemianę wzmacniać będą również zmiany demograficzne. Kurczące się zasoby pracowników będą zmuszały firmy do uzbrajania swoich pracowników w kapitał w postaci nowych maszyn i urządzeń.



























































