W czasie prac nad budżetem, posłowie kłócili się o Fundusz Kościelny, który stanowi 0,1% wszystkich wydatków budżetowych, zamiast zacząć oszczędzać miliardy na sztywnych wydatkach. Bez prawdziwych redukcji zadusi nas dług i na zawsze zostaniemy w ogonie Europy.

Źródło: iStockphoto/Thinkstock
W uchwalonym w środę przez Sejm budżecie na 2013 rok założono deficyt 35,5 mld zł, dochody podatkowe prawie 267 mld zł, wzrost PKB 2,2%, a inflację 2,7%. Dochody podatkowe mają być o ponad 5% wyższe niż w roku ubiegłym.
Posłowie Ruchu Palikota podczas prac nad ustawą budżetową wnieśli prawie 6 tysięcy poprawek, z czego większość dotyczyła spraw błahych - rozdysponowania środków na cele religijne. Posłowie tej partii chcieli zabrać Kościołowi pieniądze, a następnie przeznaczyć je na lekcje wychowania seksualnego, finansowanie zabiegów in vitro itd. Tymczasem są to tylko drobiazgi o znikomym znaczeniu dla obciążeń finansowych Polaków.
| » Sejm uchwalił budżet. Trudny czy wirtualny? |
Nie czas na jałowe dyskusje
Gdyby posłom chodziło o naprawdę istotne zmiany, to musieliby dokonać rewolucji i uchwalić zrównoważony budżet. Na przykład uciąć budżety wszystkich instytucji i jednostek o 20%, a powstałą nadwyżkę budżetową przeznaczyć na spłatę części zadłużenia.
Główne grupy wydatków są następujące:
obowiązkowe ubezpieczenia społeczne - 75,6 mld zł,
obrona narodowa - 22,9 mld zł,
obsługa długu publicznego - 43 mld zł,
różne rozliczenia - 83 mld zł.

Z budżetu na 2013 rok wynika, że dochody podatkowe wzrosną. Innymi słowy rząd zwiększy podatki. Sztuczka polega na tym, że nie nastąpi to dzięki podniesieniu stawek PIT-u lub VAT-u, tylko np. poprzez wzrost dochodów z mandatów "wystawianych przez fotoradary". Posłowie opozycji, m.in. Solidarnej Polski zwracają uwagę na to, że rząd likwiduje ulgi, np. internetową, a od 2007 roku praktycznie nie podniesiono kwoty wolnej od podatku.
Sztywne wydatki jak nóż w plecach
Posłowie partii rządzących tłumaczą tymczasem, że większość wydatków ujętych w ustawie budżetowej to tzw. wydatki sztywne, wynikające z innych ustaw, których po prostu nie da się zmniejszyć. I tutaj jest sedno problemu. Doszliśmy do momentu, gdy wydatki "sztywne" przewyższają dochody nawet w czasach reżimowego fiskalizmu, gdzie opodatkowana jest każda sfera działalności człowieka.
Deficyt budżetowy zwiększa dług, który prędzej czy później trzeba będzie oddać. Jest to swoista opłata za permanentną kampanię wyborczą. Warto się zastanowić, czy nie da się zrezygnować z części "sztywnych wydatków". To jednak wymagałoby zmian w ustawach, być może nawet wyrzucenia części do kosza. A przede wszystkim podjęcie takich decyzji wiązałoby się z utratą popularności w sondażach.
![]() | » Bezrobocie rośnie, a pracujący ubożeją |
Oszczędności można szukać wszędzie
Aby oszczędzić, najprościej zacząć od wiele mówiącej pozycji "Różne rozliczenia". Skrywa ona wydatki na łączną kwotę 83 mld zł. W zasadzie jest to wyborczy worek z prezentami, gdzie wpisano m.in. dopłaty do paliwa rolniczego -700 mln zł, dofinansowanie programu stypendialnego, w tym wyprawkę szkolną - ponad 800 mln zł, wsparcie na rzecz demokracji i społeczeństwa obywatelskiego -100 mln zł, ubezpieczenie upraw rolnych i zwierząt gospodarskich - 100 mln zł, radosną szkołę - 100 mln zł, biopaliwa - 400 mln zł, czartery samolotów zewnętrznych - 8 mln zł. Inne wydatki, nad którymi warto się zastanowić, to m.in. koszt utrzymania Kancelarii Sejmu - 400 mln zł, IPN-u - 251 mln zł, centrów kultury i sztuki - ponad 200 mln zł, KRUS-u - 15000 mln zł. Jest w czym wybierać, jest co ciąć.
Pozycji w budżecie są tysiące, lecz nikt nie zastanawia się nad rewizją ich wydatków, a nawet zasadnością samego ich dotowania. Naturalnie dla ludzi związanych z tymi podmiotami pieniądze na realizacje wybranych celów są całkowicie niezbędne, bo bez nich "Polska upadnie". Otóż nie, nie upadnie.
Polacy poradzą sobie bez urzędów
Przeciętny obywatel Polski świetnie poradziłby sobie, gdyby budżet państwa był dużo niższy. Warunkiem jego powodzenia są niskie podatki i pewne prawo. Do tego nie jest konieczne dotowanie całego szeregu instytucji i programów, z których korzysta tylko garstka społeczeństwa. Założenia do budżetu są bardzo optymistyczne, ale PKB na poziomie 2,2% może okazać się tylko marzeniem. Czeka nas wzrost bezrobocia, dodatkowo ponad 2 mln Polaków jest zagrożonych ubóstwem. Średnia krajowa podawana jest na podstawie danych pochodzących z nieco ponad 30% przedsiębiorstw, ale nawet przy tak korzystnym rozwiązaniu modalne wynagrodzenie wynosi ok. 2 tys. zł netto. Pewnie każdy miałby tysiąc złotych więcej, gdyby nie musiał oddawać państwu na dziwne wydatki budżetowe.
Polacy są pariasami Europy i budżet na 2013 rok tylko pogorszy naszą sytuację. Obciążamy się długiem, którego nigdy nie będziemy w stanie spłacić. Nikt nam też w tym nie pomoże. Tymczasem dla niektórych polityków ważne są szczegóły dotyczące moralności, która - zgodnie z przykładem dawanym przez nich samych - nic nie kosztuje.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl



























































