Przekonał się o tym pan Jacek, który przez kilka miesięcy zbierał punkty w programie lojalnościowym jednej ze stacji benzynowej. W nagrodę za zebrane punkty dostał paragon na 20 litrów paliwa. Po miesiącu, gdy chciał zrealizować paragon usłyszał: „Co mi Pan tutaj daje. Przecież na tym nic nie widać” Obsługa odprawiła klienta z kwitkiem. Okazuje się, że przedstawiona wyżej historia może stać się udziałem setek tysięcy Polaków, którzy np. zechcą reklamować towar. Powód? Sprzedawcy żądają jako dowodu zakupu paragonu. Zasada jest prosta: „Jest paragon – jest gwarancja, paragon wyblakł – nie ma gwarancji” – przyznaje Sławomir Ulatowski z Federacji Konsumentów.
Problem w tym, że gwarancja obowiązuje rok, czasami dwa lata, a większość paragonów blaknie po kilku miesiącach. Przezorni i świadomi tego faktu klienci kserują paragony lub przechowują je w miejscach gdzie jest ciemno.
Ulatowski radzi, aby w sytuacji gdy komuś wyblakł paragon, a kupiony towar trzeba reklamować, w sporze z handlowcem korzystać z innej formy reklamacji tzw. zgodności towaru z umową (dawniej rękojmia). W tej sytuacji nie jest konieczny paragon, trzeba jedynie udowodnić, że transakcja faktycznie miała miejsce. Sytuacja jest klarowna gdy np. sklep oferuje reklamowany towar a zakup był dokonywany kartą płatniczą.
Paragony fiskalne drukowane na światłoczułym papierze to zmora również handlowców. Prawo nakazuje, że mają je przechowywać przez pięć lat do kontroli skarbowej. Nie dość, że archiwizowanie zajmuje wiele miejsca to jeszcze po jakimś czasie paragony są nieczytelne.
Ministerstwo Finansów pozostaje głuche na apele handlowców. A rozwiązanie jest proste. Wystarczyłoby przechowywać dane w pamięci kasy.
J.B.
Na podstawie: „Puls Biznesu“
Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski, „Gwarancja znika równie szybko jak paragon fiskalny”































































