Zarząd Jukosu oświadczył również, że obecnie trwają działania mające na celu zebranie pieniędzy na spłatę zaległych podatków – do końca tego miesiąca Jukos zapłaci 1,3 mld USD. Rosyjski fiskus domaga się zwrotu 3,4 mld USD zaległych podatków za rok 2000. Zobowiązania podatkowe za kolejne lata szacuje się na ponad 7 mld USD.
Ten komunikat ma prawdopodobnie charakter propagandowy, bo przecież ropa nie zniknie, uważa Marek Woźniczko, dyrektor biura zakupów Orlenu. Jego zdaniem, nawet gdyby jakiś inny podmiot przejął kontrolę nad Jukosem, to i tak nowy inwestor będzie wywiązywał się ze swoich zobowiązań eksportowych. Jeśli by rzeczywiście doszło do wstrzymania lub ograniczenia wydobycia, to najpierw Jukos zmniejszyłby dostawy, których transport najdrożej kosztuje, czyli do Chin. Surowiec jest tam dostarczany drogą kolejową. Dopiero później mogłaby przyjść kolej na Europę Wschodnią. Do Polski trafia z Rosji 97 % zużywanej u nas ropy, zatem istnieje pewne zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego.
Polskie rafinerie już od dłuższego czasu zastanawiają się nad alternatywnymi źródłami dostaw. Marcin Zachowicz, rzecznik Grupy Lotos, jedynie potwierdził, że Jukos ma znaczący udział w dostawie ropy. Nie chciał rozmawiać na temat ewentualnych skutków przerwania dostaw. Z kolei Orlen podaje dwa źródła dostaw w przypadku realizacji czarnego scenariusza. Pierwszym są zwiększone zakupy ropy poprzez transakcje spot, tj. z natychmiastową dostawą. Drugim jest możliwość kupna surowca drogą morską, które jednak więcej kosztują niż spoty. Ocenia się, że różnica w cenie wynosiłaby ok. 2-3 USD więcej za baryłkę. W konsekwencji ceny hurtowe benzyn i olejów mogłyby wzrosnąć o ok. 2-4 %.





























































