REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Obama o stosunkach z Rosją, trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie i imigrantach

2017-01-18 23:30
publikacja
2017-01-18 23:30
Dodaj Bankier.pl w Google

Prezydent Barack Obama powiedział w środę, podczas ostatniej konferencji prasowej w Białym Domu, że powrót zimnowojennego klimatu utrudnia relacje z Rosją, Wyraził zaniepokojenie stanem stosunków izraelsko-palestyńskich i zapowiedział, że będzie zabierał głos w ważnych sprawach.

Obama o stosunkach z Rosją, trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie i imigrantach
Obama o stosunkach z Rosją, trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie i imigrantach
fot. Reuters / / FORUM

fot. Christian Liewig / / FORUM

Obama wyraził przekonanie, że prezydent Rosji Władimir Putin doprowadził do eskalacji antyamerykańskiej retoryki w Rosji.

"Sądzę, że w interesie Ameryki i świata leży abyśmy mieli konstruktywne relacje z Rosją" - powiedział ustępujący prezydent. Przypomniał, że sankcje, jakie USA nałożyły na Moskwę, były reakcją na atak Rosji na suwerenność i niezależność Ukrainy.

Obama powiedział, że niepokoi go konflikt izraelsko-palestyński, ponieważ jest niebezpieczny dla obu krajów, dla regionu i dla bezpieczeństwa USA. Podkreślił, że powstrzymanie się USA od głosu podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad rezolucją potępiającą izraelskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu Jordanu było podyktowane obawą, że dalsza rozbudowa tych kolonii uniemożliwi rozwiązanie bliskowschodniego konfliktu poprzez utworzenie dwóch państw.

Obama wyraził obawę, że "kwestia izraelsko-palestyńska" może wybuchnąć, a szansa na wypracowanie porozumienia między obu stronami konfliktu "może przeminąć", dlatego ważne było, by USA wysłały stosowny sygnał. "Stany Zjednoczone nie mogą zmusić stron tego konfliktu do zawarcia pokoju, ale mogą je do tego zachęcać i ułatwiać ten proces" - powiedział.

Wakacje na giełdzie

Wcześniej USA, choć sprzeciwiały się budowie nowych osiedli, nigdy nie poparły działań godzących w interesy państwa żydowskiego, ale po wstrzymaniu się USA od głosu RB ONZ przyjęła w grudniu rezolucję wzywającą do powstrzymania osadnictwa na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu.

Obama oświadczył, że po złożeniu urzędu chce unikać komentowania polityki, ale zabierze głos, jeśli zagrożone będą fundamentalne amerykańskie wartości. Podkreślił, że nie będzie milczał, jeśli administracja nowego prezydenta Donalda Trumpa będzie usiłowała przeforsować decyzję o deportacji dzieci nielegalnych imigrantów, które wychowały się w USA. "To zasługiwałoby na to, bym zabrał głos" - powiedział.

Prezydent odniósł się w ten sposób do tzw. dreamers, czyli około 700 tys. osób w wieku kilkunastu lub dwudziestu kilku lat, które zostały nielegalnie przywiezione do USA jako dzieci i którym Obama przyznał na mocy dekretu prezydenckiego z 2012 roku czasową ochronę przed deportacją oraz pozwolenia na pracę.

"Dreamersi" mimo swego nielegalnego statusu ujawnili się, by otrzymać ochronę i płacić podatki. Otrzymali karty ubezpieczenia społecznego, czyli są w federalnej bazie danych, więc służbom imigracyjnym bardzo łatwo byłoby te osoby namierzyć i deportować. Obama już wcześniej apelował do prezydenta elekta Donalda Trumpa, by tego nie robił.

Podczas kampanii Trump zapowiadał deportację wszystkich nielegalnych imigrantów, których liczbę w Stanach Zjednoczonych szacuje się na około 11 milionów.

Ustępujący prezydent wyrażał się sceptycznie o zarzutach, iż podczas ostatnich wyborów dopuszczono się nieprawidłowości i określił informacje na ten temat jako "fałszywe". Dodał, że USA są jedynym państwem demokratycznym na świecie, który utrudnia obywatelom udział w wyborach.

Obama bronił też swojej decyzji skrócenia kary więzienia dla Chelsea Manning skazanej na 35 lat więzienia za przekazanie demaskatorskiemu portalowi Wikileaks ponad 700 tys. poufnych dokumentów amerykańskiej dyplomacji.

"Sprawiedliwości stało się zadość" - powiedział prezydent wskazując, że Manning odsiedziała już 10 lat w ciężkim więzieniu. Obama wyraził przekonanie, że kara wymierzona Manning, która w momencie skazania była mężczyzną, szeregowcem US Army, była "nieproporcjonalnie surowa".

60 proc. Amerykanów pozytywnie ocenia odchodzącego Obamę

Barack Obama odchodzi w piątek z Białego Domu z aprobatą społeczną najwyższą od pierwszego roku - jego prezydentury. W sondażu CNN/ORC, którego wyniki opublikowano w środę, pozytywnie ocenia go 60 proc. Amerykanów.

W porównaniu z niedawnymi prezydentami opuszczającymi urząd Obama ustępuje tylko - choć niewiele - Billowi Clintonowi (66 proc.) oraz Ronaldowi Reaganowi (64 proc.).

Według 65 proc. respondentów prezydentura Obamy okazała się sukcesem. Niemal połowa (49 proc.) przypisuje to raczej jego osobistym zaletom niż innym okolicznościom. Jedna czwarta ankietowanych sądzi, że Obama należy do grona największych prezydentów. Jest to o tyle znamienne, że na koniec drugiej kadencji o Reaganie wypowiadało się tak tylko 11 proc., a o Clintonie 10 proc. Amerykanów.

Jednocześnie 23 proc. Amerykanów uważa Obamę za słabego prezydenta. Jest ich więcej niż w przypadku Reagana, Clintona oraz George'a H.W. Busha, znacznie mniej natomiast niż w odniesieniu do George W. Busha juniora (46 proc.). Linia podziału przebiega według sympatii partyjnych: 54 proc. Demokratów uznaje Obamę za jednego z największych, a 54 proc. Republikanów - za słabego przywódcę.

Demokraci w 95 proc. aprobują prezydenturę Obamy, a zwolennicy Republikanów tylko w 18 proc. W odniesieniu do Reagana i Clintona zadowolonych z działalności pod koniec kadencji było dziewięć na dziesięć opowiadających się za ich partiami osób. Równocześnie jednak demokratę Clintona aprobowało 39 proc. sympatyków GOP, a Republikanina Reagana - 38 proc. Demokratów.

Amerykanie pozytywnie oceniają odchodzącego prezydenta, który obejmował urząd w kilka miesięcy po krachu na giełdzie, wskazując na stan gospodarki, relacje z zagranicą i kwestie rasowe. Pozytywnie oceniają też politykę wobec gejów i lesbijek, ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Większość natomiast z dezaprobatą mówi o działaniach Obamy w zakresie kontroli broni oraz Państwa Islamskiego. Podział zaobserwować można w ocenie polityki prezydenta dotyczącej nielegalnej imigracji, opieki zdrowotnej, terroryzmu oraz zagrożeń cybernetycznych.

Zdaniem połowy respondentów sytuacja w USA jest ogólnie biorąc dobra. Druga połowa wyraża przeciwną opinię. Kiedy Obama zaczynał urzędowanie w 2009 roku, optymistami było tylko 21 proc. Amerykanów. Na początku drugiej kadencji ich liczba wzrosła do 49 proc., a w minionym roku tuż przed listopadowymi wyborami - do 54 proc.

Podobną tendencję zaobserwować można w ocenie gospodarki. Na początku prezydentury tylko 13 proc. respondentów uznawało, że sytuacja jest dobra. W czasie reelekcji było ich 26 proc., a obecnie 57 proc.

Na pytanie, czy za cztery lata w USA będzie lepiej, 47 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco, a 48 proc. zaprzeczyło. 62 proc. spodziewa się poprawy warunków ekonomicznych za rok w porównaniu z dzisiejszą sytuacją. Jednocześnie w opinii 40 proc. Amerykanów ich własne położenie materialne w przyszłym roku się poprawi, zdaniem 48 proc. pozostanie bez zmian, a 11 proc. przewiduje, że będzie gorzej.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

(PAP)

jm/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~Miroo
Po raz kolejny jak w 2000 roku zamiast demokraty Ala Gora wybrali furiata... to znowu będą mieli problemy ci amerykanie.. wariaci i naiwniacy.. dobrze Trump parę lat temu nazwał wyborców prawicowych (republikanów) głupimi....
~wert
Obama jeszcze chyba na jednego bobla liczy bo tyle się zaczął udzielać.
~MojaElektrowniaPV
Odejdź człowieku i nie wypowiadaj się więcej na żadne tematy bo byłeś najgorszym prezydentem USA
~Dąbrowski
a Ty kto ? Amerykański Republikanin ? .. Większość społeczności USA uważa go za dobrego prezydenta.

Powiązane: Stany Zjednoczone/USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki