REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

OFE chcą więcej inwestować za granicą, TFI nie

2002-08-19 19:32
publikacja
2002-08-19 19:32
Kilka czy kilkadziesiąt procent? Jaką część środków klientów fundusze powinny inwestować za granicą? Instytucje przymusowego oszczędzania na emeryturę chcą większej swobody, natomiast instytucje dobrowolnego oszczędzania zagraniczne inwestycje traktują po macoszemu.

Argumentem funduszy emerytalnych za zwiększeniem ustalanego dla nich limitu inwestycji zagranicznych, poza dywersyfikacją ryzyka, jest ciasnota warszawskiej giełdy i niebezpieczeństwo mimowolnego utworzenia giełdowej bańki spekulacyjnej. Stąd wyprowadzany jest wniosek, że OFE powinny mieć możliwość inwestowania za granicą więcej, niż obecne 5 procent aktywów. Przyglądanie się bojom towarzystw emerytalnych o zwiększenie tego limitu pozwala zauważyć dodatkowy kontekst. Towarzystwa emerytalne to członkowie grup finansowych, w których znajdują się zarówno towarzystwa ubezpieczeń na życie jak i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. A zatem takie firmy, które promują indywidualne dodatkowe oszczędności na przyszłą emeryturę. Czy te instytucje popularyzują zagraniczne inwestycje?

Rośnie też trzeci

Świadomy klient, przekonany do zagranicznych inwestycji, stanowi poważną siłę nacisku. Być może nawet wśród takich świadomych i przekonanych znaleźliby się posłowie i ministrowie. Wówczas dyskusja nad bezpiecznym limitem zagranicznych inwestycji, przetestowanym również na własnym portfelu, z pewnością stałaby się bardziej merytoryczna. Na razie jednak, jeśli zadać pytanie o bezpieczny poziom zagranicznego zaangażowania, odpowiedzi brak. Wiadomo tylko, że dla rosnących w finansową siłę funduszy emerytalnych 5 procent to za mało. Obok drugiego rozwija się też i trzeci, dobrowolny filar oszczędności. Pojawiają się propozycje zachęt prawnych do dodatkowego oszczędzania. Jeśli więc dla ponad 20 miliardów złotych w funduszach emerytalnych polski rynek staje się za ciasny, to zasadne staje się pytanie, dlaczego problem płytkości rynku miałby nie zaistnieć dla porównywalnych kwot w funduszach inwestycyjnych i firmach ubezpieczeń na życie.

Mało informacji

Ubezpieczyciele na życie, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, nawet banki proponują produkty związane z inwestycjami zagranicznymi. Jednak brakuje promocji o charakterze edukacyjnym. Brakuje propozycji portfela dla przeciętnego klienta. Tymczasem propozycja modelowego portfela dla inwestycji długoterminowej, o charakterze emerytalnym, nie jest niczym nadzwyczajnym. Na przykład w odniesieniu do akcji, tradycyjne, ostrożne zalecenie brzmi – procentowy udział akcji powinien odpowiadać liczbie lat, które pozostały do emerytury. Warto zauważyć, że zbliżoną zasadę przyjęły fundusze emerytalne, gdzie maksymalny udział akcji w portfelu wynosi (bez akcji NFI) 40 proc. Właśnie 40 lat to średni okres inwestycji dla osób, które zaczynają pracę.

Na przykład na stronach www Skarbiec TFI można znaleźć następujące porady: do długoterminowego oszczędzania na przyszłą emeryturę nadają się fundusze inwestujące w akcje. Optymalnym rozwiązaniem rekomendowanym osobom, które do emerytury mają jeszcze 20 czy 30 lat, jest rozpoczęcie oszczędzania w funduszu agresywnym Skarbiec-Akcja, na 5 lat przed przejściem na emeryturę przeniesienie środków do funduszu zrównoważonego Skarbiec-Waga, na trzy lata przed przejściem na emeryturę – do funduszu stabilnego wzrostu Skarbiec - III Filar, zaś na rok przed przejściem na emeryturę do funduszu bezpiecznego Skarbiec-Obligacja. Takie rozłożenie umożliwi maksymalne wykorzystanie potencjału wzrostu rynku akcji w długim okresie oraz zabezpieczy oszczędności przed możliwymi wahaniami cen akcji pod koniec okresu oszczędzania.

Jeśli więc Kowalski będzie się chciał zorientować co jest bezpiecznym limitem inwestycji w akcje – wiedzę tę znajdzie.

Natomiast zaskakuje ubóstwo informacyjne w sprawie propozycji długoterminowych inwestycji zagranicznych. Te zaś nie są rzeczą Kowalskiemu obcą. Nadal od 15 do 20 proc. bankowych lokat (które stanowią ponad 80 proc. oszczędności Polaków) to lokaty dewizowe, pomimo ich niskiego oprocentowania. Można więc ostrożnie szacować, że przeciętny udział inwestycji zagranicznych w portfelu klienta detalicznego (posiadającego oszczędności) to 12 do 16 procent. Czy jest to właściwa proporcja? A może jednak odgórna interpretacja zezwalająca funduszom emerytalnym na inwestowanie 5 procent aktywów za granicą jest zaleceniem najlepszym?

Kilka przesłanek

W najstarszym (obchodzącym właśnie swoje polskie dziesięciolecie) towarzystwie funduszy inwestycyjnych – Pioneer Pekao TFI – istnieje program oszczędzania w amerykańskim stylu (AS). To program bazujący na funduszu akcji amerykańskich. Zalecenie – to związanie się z TFI na minimum 10 lat, przy minimalnych wpłatach rzędu 250 zł miesięcznie. PPTFI najwyraźniej też uważa, że inwestycje zagraniczne mogą być przydatne dla pracowniczych programów emerytalnych, bo jednym z 5 funduszy proponowanych dla PPE jest właśnie fundusz akcji amerykańskich. PPTFI nie proponuje programów bazujących na funduszu obligacji dolarowych PLUS, choć właśnie do tego funduszu TFI chce zachęcić osoby tradycyjnie oszczędzające w dolarach (chodzi o przeniesienie środków z nisko oprocentowanych lokat bankowych do funduszu, z możliwością wpłat i wypłat w walucie). Pekao SA ma 40 proc. udziału w depozytach dolarowych. Fundusz ma być alternatywą dla bankowej lokaty – tłumaczy Zbigniew Jagiełło, prezes Pioneer Pekao TFI. Jednak jaki procent oszczędności przeznaczyć na inwestycje zagraniczne – tego PPTFI już nie określa. Podobnie źle z poradami jest w innych TFI. Poza wspomnianym Pioneer Pekao dostęp do zagranicznych inwestycji proponują CA IB, DWS, Invesco, Skarbiec, Union Investment. Zagraniczna oferta jest proponowana jako element planów czy programów oszczędnościowych, jednak trudno znaleźć dokładniejsze rady poza ogólnikowymi zachętami do rozważenia poziomu ryzyka.

Z drobnych elementów można jednak sobie ułożyć kilka zaleceń. Inwestycję zagraniczną należy rozważać w horyzoncie najkrócej 4-5 letnim (minimalny czas trwania planu), jeszcze lepiej – 10letnim (duże zniżki w opłatach manipulacyjnych), a najlepiej – 20 letnim (dla takiego okresu są zachęcające symulacje zysków). W planach, w których można rozkładać wpłaty jednocześnie do kilku funduszy, TFI oferują zestaw 4 – 5 funduszy, gdzie 1 – 2 dostępne fundusze to inwestycja zagraniczna. W skrajnym przypadku długoletnia inwestycja może więc uwzględniać nawet 40 procentowe zaangażowanie za granicą. Przeciętnie jest to jednak ok. 20 – 25 proc. Przy tym należy uwzględnić, że część oferowanych obecnie funduszy, inwestujących w papiery denominowane w euro, za kilka lat przestanie być dla Polaków funduszami zagranicznymi w rozumieniu walutowym. Nie będzie więc z nimi związane ryzyko kursowe.

Na podstawie cząstkowych przesłanek można wyciągnąć wniosek, że TFI pośrednio zalecają swoim klientom rozważenie zaangażowania za granicą około jednej piątej oszczędności wpłacanych do funduszy. Przy jednoczesnym założeniu, że będzie to inwestycja długoterminowa, dla której ryzyko rozumiane jako wahania cen będzie stopniowo redukowane w miarę zbliżania się terminu wypłaty pieniędzy. Być może jednak zasadne byłoby nałożenie na to zalecenie ogólnych zasad doboru portfela dla inwestycji emerytalnej – a więc sugestii procentowego udziału akcji i papierów o charakterze dłużnym. To zaś mogłoby zmniejszyć sugerowany udział inwestycji zagranicznych.

Niewielką popularnością cieszą się też możliwości zagranicznych inwestycji w firmach ubezpieczeniowych. Na przykład w Commercial Union TUnŻ udział funduszu międzynarodowego w zarządzanych aktywach wyniósł na koniec czerwca br. nieco ponad 3 procent. Zważywszy, że tylko 55 proc. aktywów tego funduszu była zainwestowana za granicą (też na koniec czerwca), średnie zaangażowanie zagraniczne klienta CU wyniosło trochę ponad 1,5 proc. Natomiast CU, podobnie jak inni ubezpieczyciele na życie, nie doradza klientom procentowego rozłożenia inwestycji. Jest to decyzja klienta, któremu dostarcza się stosownych informacji.

Przeciętny klient nie ma ani wiedzy, ani czasu do przeprowadzania takich obliczeń. Być może zresztą to jedna z przyczyn braku powodzenia oferty funduszy zagranicznych.

Kłopot z argumentem

Ryzyko związane z inwestycją w fundusz obligacji dolarowych jest zbliżone do ryzyka inwestycji w fundusz zrównoważony – mówi Zbigniew Jagiełło . Wydawałoby się więc, że polskiemu klientowi, zwłaszcza klientowi inwestującemu w fundusze już od kilku lat, można wytłumaczyć sens inwestycji zagranicznych. Istnieją bowiem na rynku stosowne odnośniki. Nawet jedno z podstawowych pojęć – ryzyko walutowe – również daje się wytłumaczyć po zastosowaniu porównania z depozytami walutowymi. Oraz – obecnie – z kredytami w walutach obcych.

Jednak mimo dobrze znanych klientom przesłanek edukacja w sprawie inwestycji zagranicznych właściwie nie istnieje. Zarządzający poddali się presji wyników. Dla indywidualnych planów emerytalnych chcemy mieć także propozycje poza Polską, a więc USA i Europę. Jednak jeśli wziąć pod uwagę wyniki w funduszu amerykańskim jest to minus 30 proc. po dwóch latach – dodaje prezes Jagiełło. Edukacja nie wystarczy. Jeśli fundusze będą przynosić zysk, to ludzie będą kupować. Odbywa się to nadal według zasady, że sąsiad, ojciec czy brat zainwestował, więc ja zrobię tak samo.

Z kolei Zbigniew Andrzejewski, wiceprezes Commercial Union Polska TunŻ zapewnia, że klienci najczęściej wybierają fundusz gwarantowany (w którym CU gwarantuje utrzymanie nominalnej wartości jednostki – red.). Można zauważyć, że coraz większą popularnością cieszy się fundusz strategiczny. Natomiast długoterminowe inwestowanie w fundusz międzynarodowy wciąż nie jest postrzegane jako atrakcyjne ze względu na jego złe wyniki. Jest taka prawidłowość, że indywidualni inwestorzy podejmują decyzje na podstawie bieżących wyników, co może zmniejszać potencjalne długoterminowe korzyści. Po prostu – nie dopasowują się do czasu.

Paradoksem jest to, że słabe wyniki funduszy w ujęciu złotówkowym nie pozwoliły, jeszcze przed osłabieniem złotego, na wykorzystanie atutu jego siły nabywczej. Silny złoty i złe wyniki w zarządzaniu pieniędzmi klientów sprawiły, że nie było zainteresowania funduszami zagranicznymi – mówił niedawno Grzegorz Świetlik, prezes CA IB TFI. Trudno jednak w nieskończoność odkładać szerszą edukację. Nie powinno się zakładać, że powtórzy się na rynku nieoczekiwany prezent dla instytucji zbiorowego inwestowania, taki jak podatek od dochodów odsetkowych. Być może pewnym impulsem stałoby się wprowadzenie rozwiązań podatkowych korzystnych dla długoterminowych oszczędności. Jednak czekanie na kolejną podatkową awanturę wydaje się co najmniej niestosowne.

Część instytucji zresztą nie chce czekać i na przykład Pocztylion prowadzi podczas wakacji „letnią akcje edukacyjną” wychodząc z założenia, że dla zdecydowanej większości obywateli reforma systemu emerytalnego nie jest zrozumiała. (...) świadomość społeczeństwa niewiele zmieniła się od czasów monopolu ZUS – wiadomo, kto pobiera składki, ale nie wiadomo, co się z nimi dzieje. W takiej sytuacji trudno mówić o spełnieniu celów reformy, zakładającej świadome inwestycje. Oczywiście Pocztylion to fundusz emerytalny, ale funkcjonuje on w grupie z TFI (Invesco) i z ubezpieczycielem (Cardif). Akcja edukacyjna ma przynieść świadome decyzje inwestycyjne, co trudno zawęzić do funduszu emerytalnego, bo akurat tam decyzja inwestycyjna klienta ogranicza się do wyboru funduszu. Daliśmy sobie wmówić, że za nasze powodzenie ekonomiczne odpowiada ktoś inny. Tym „kimś” jest z jednej strony państwo, które ma nam zapewnić miejsca pracy, zbyt na produkty i usługi, szkołę dla dzieci, lekarza i oczywiście emeryturę na starość, a z drugiej biznesmeni – wyzyskiwacze i na dodatek złodzieje, których działania pogarszają naszą sytuację bez naszej winy – podkreśla Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Czy akcja edukacyjna Pocztyliona się sprawdzi? Jeśli nie będzie to jednostkowe działanie, to może przynieść efekty. Wystarczy popatrzeć na skutki informacji o reformie emerytalnej (nadspodziewany napływ klientów do OFE), na skutki akcji chroniącej przed podatkiem (przyrost aktywów TFI).

Być może zatem stosowna edukacja o inwestycjach zagranicznych pozwoliłaby na rzetelną dyskusję. Na razie bowiem tak potencjalni inwestorzy, jak politycy poruszają się wśród stereotypów i przesądów. I nadal trudno odpowiedzieć na proste pytanie – jeśli inwestować za granicą, to ile?

Anna Lach
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Czołowy fundusz akcji polskich zarabia na wzroście PKB. Oto jego najważniejsze inwestycje
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Emerytury

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki