

Coraz więcej Polaków ma bezzałogowe samoloty i helikoptery. Używają ich całkiem dowolnie, bo prawo nie nadąża za rozwojem technologii - alarmuje "Dziennik Polski".

Bezzałogowymi samolotami czy helikopterami może w Polsce sterować nawet dziecko. I to właściwie bez żadnych ograniczeń. "Nasze przepisy nie nadążają za błyskawicznym rozwojem technologicznym" - ocenia Tomasz Hypki, wydawca magazynu "Skrzydlata Polska".
Zgodnie z prawem bez konieczności zdobywania pozwoleń i uprawnień można kierować dronami o masie do 25 kg (tylko gdy wykorzystujemy je w celach zarobkowych, mamy obowiązek zaliczenia kursu).
Wraz z rosnąca popularnością i dostępnością tego typu sprzętu obawy budzi kwestia zagrożenia naszej prywatności. Na razie większość kupujących drony deklaruje, że zamierza robić spektakularne zdjęcia krajobrazów z lotu ptaka. Zdarzały się jednak pytania o możliwość śledzenia innych.
"Interesowała się tym jedna z agencji detektywistycznych, ale dostępne u nas bezzałogowe helikoptery okazały się zbyt głośne, żeby można było prowadzić obserwację z ukrycia" - mówi Ewa Lewandowska, właścicielka internetowego sklepu drony.net.
W nieodpowiednich rękach dron może stanowić zagrożenie
Właściciel drona, który latał nad warszawskim lotniskiem Okęcie, jest na wolności. Jego dron w poniedziałek przeleciał blisko lądującego samolotu Lufthansy. Ze względów bezpieczeństwa, kolejne maszyny skierowano na inne pasy.
"Policjanci zatrzymali mężczyznę wczoraj po południu, a o jego losie zdecydował prokurator z Piaseczna" - powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej starszy aspirant Robert Opas z Komendy Stołecznej Policji. Teraz - jak wyjaśnił Robert Opas- biegli będą próbowali odtworzyć z zapisów trajektorię lotu. To krzywa, którą zakreśla w powietrzu poruszający się obiekt.
Sprawą zajmuje się prokuratora rejonowa w Piasecznie. Jeśli mężczyzna usłyszy zarzuty za spowodowanie zagrożenia w ruchu lotniczym może mu grozić do 8 lat więzienia.
IAR/PAP

































































