Plany finansowe NFZ od 2027 r. będą zawierać wszystkie, niekoniecznie znane, ale oszacowane koszty, których obecnie nie zawierają - powiedział PAP wiceprezes NFZ Jakub Szulc. Dodał, że plany uwzględnią m.in. koszt lipcowych podwyżek wynagrodzeń.


Ustawa o Radzie Fiskalnej zakłada objęcie Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) nieprzekraczalnym limitem stabilizującej reguły wydatkowej (SRW). Według ekspertów Instytutu Finansów Publicznych i Federacji Przedsiębiorców Polskich, jeśli rząd zechce uzupełnić lukę w budżecie NFZ, to będzie musiał znaleźć w budżecie państwa oszczędności w takiej samej kwocie albo zwiększyć wpływy z podatków lub składek.
Szulc powiedział PAP, że jeśli reguła wydatkowa będzie działać tak, jak powinna, to faktycznie NFZ będzie musiał przedstawić nie tyle plan kosztów wynikających z możliwości przychodowych, czyli wpływów ze składki zdrowotnej i dotacji z budżetu państwa, ale także patrzeć przez pryzmat maksymalnego kosztu świadczeń w danym roku, które będzie mógł ponieść.
Zaznaczył, że plany finansowe będą musiały uwzględniać także rosnące w lipcu zgodnie z ustawą koszty minimalnych wynagrodzeń. Dodał, że obecnie jest to killer planu finansowego NFZ.
"W samym 2025 r. konsekwencje obowiązywania ustawy o minimalnym wynagrodzeniu od lipca 2022 r. wyniosą 50 mld zł, a mówimy o planie finansowym opiewającym plus minus na 200 mld zł" - dodał.

Zaznaczył, że nie sądzi, aby było ryzyko, że w ramach sztywnych reguł nie będzie jak uzupełnić luki finansowej.
"Będziemy zmierzać w kierunku tego, że plany finansowe NFZ, począwszy od 2027 r., będą zawierać wszystkie przyszłe i niekoniecznie znane, ale oszacowane koszty, których obecne plany finansowe nie zawierają" - podkreślił Szulc.
Pytany o stan budżetu NFZ zaznaczył, że reguły tworzenia planu finansowego NFZ wymagają co najmniej odświeżenia, jeżeli nie bardziej gruntownej modernizacji. "Widzimy w NFZ, widzą to też minister zdrowia i minister finansów" - powiedział wiceprezes NFZ.
"Reguła wydatkowa to jedno. Podstawową kwestią jest to, że rzeczywistość NFZ w 2025 r. jest zupełnie inna niż w 2004 r., gdy rozpoczynał działalność. Mamy zupełnie inną strukturę kosztów, w tym świadczeń nielimitowanych, niż 20 lat temu. Każdego roku udziela się ich zdecydowanie więcej niż w roku poprzednim, a to pociąga za sobą koszty" - zaznaczył.
Eksperci IFP i FPP w połowie lutego poinformowali, że uchwalona pod koniec ubiegłego roku ustawa o Radzie Fiskalnej zakłada objęcie Narodowego Funduszu Zdrowia nieprzekraczalnym limitem stabilizującej reguły wydatkowej. Luka finansowa w planie finansowym NFZ nie będzie mogła prowadzić do destabilizacji finansów publicznych.
Przepis ten wejdzie w życie 1 stycznia 2026 r. i będzie zastosowany do przygotowania reguły wydatkowej i planu NFZ na 2027 r. Obecnie NFZ jest w tzw. niewiążącej części reguły wydatkowej. Jego wydatki są uwzględniane wyłącznie na etapie pierwotnego projektu ustawy budżetowej. Potem w ciągu roku NFZ może zmienić plan i poziom wydatków bez wpływu na wydatki innych podmiotów.
Wiceprezes NFZ: Reguły tworzenia planu finansowego Funduszu wymagają co najmniej odświeżenia
Reguły dotyczące tworzenia planu finansowego NFZ wymagają co najmniej odświeżenia, jeżeli nie bardziej gruntownej modernizacji - powiedział PAP wiceprezes NFZ Jakub Szulc. Mamy zupełnie inną strukturę kosztów, w tym świadczeń nielimitowanych niż 20 lat temu - dodał.
Polska Agencja Prasowa: Jak to możliwe, że plan finansowy NFZ każdego roku się nie spina? Wiadomo na starcie, że pieniędzy zabraknie, a mimo to projekt akceptują Rada NFZ, komisje sejmowe.
Jakub Szulc: Projekt planu przygotowywany przez NFZ musi być zbilansowany. Nie możemy zaplanować deficytu. Działamy w rygorze przychodów i kosztów, czyli świadczeń, które kupujemy. Nie było natomiast dotąd sytuacji, w której plan finansowy NFZ nie zostałby zmieniony w ciągu roku.
PAP: Ratunkowe dosypywanie pieniędzy na leczenie z emisji obligacji ma się skończyć. Plan NFZ będzie podlegał ostrzejszemu rygorowi. To koniec fikcji?
J.Sz.: Jeśli reguła wydatkowa będzie działać tak, jak powinna, to faktycznie Narodowy Fundusz Zdrowia będzie musiał przedstawić nie tyle plan kosztów wynikających z możliwości przychodowych, czyli wpływów ze składki zdrowotnej i dotacji z budżetu państwa, ale będzie musiał patrzeć przez pryzmat maksymalnego kosztu świadczeń w danym roku, które będzie mógł ponieść.
PAP: Czyli uwzględnić też rosnące w lipcu zgodnie z ustawą koszty minimalnych wynagrodzeń?
J.Sz.: Tak. Obecnie jest to "killer" planu finansowego NFZ. W samym 2025 roku konsekwencje obowiązywania ustawy o minimalnym wynagrodzeniu od lipca 2022 roku wyniosą 50 mld zł, a mówimy o planie finansowym opiewającym plus minus na 200 mld zł.
PAP: Czy jest ryzyko, że pieniędzy na leczenie zabraknie w drugiej połowie roku i w ramach sztywnych reguł nie będzie jak uzupełnić luki? Czeka nas zaciskanie pasa w wydatkach na leczenie?
J.Sz.: Nie sądzę. Będziemy zmierzać w kierunku tego, że plany finansowe NFZ począwszy od 2027 roku będą zawierać wszystkie przyszłe i niekoniecznie znane, ale oszacowane koszty, których obecne plany finansowe nie zawierają.
PAP: Tylko pieniędzy ze składek będzie mniej, bo większość przedsiębiorców już w 2026 roku ma płacić niższe składki.
J.Sz.: Nie wydaje mi się, że NFZ będzie kupował mniej świadczeń niż obecnie. Społeczeństwo w najbliższych latach będzie się dynamicznie starzało, tak więc potrzeby zdrowotne będą rosły.
PAP: Czy ma pan poczucie, że rząd i posłowie rozumieją ten moment, skoro niemal zgodnie poparli obniżenie składki zdrowotnej przedsiębiorcom?
J.Sz.: Żyjemy w bardzo złożonej rzeczywistości. Dynamika na międzynarodowej scenie politycznej jest taka, że trudno jest pokusić się o jakiekolwiek długoterminowe prognozy. Perspektywa polityczno-zdrowotna nie jest jedyną, choć nie wyobrażam sobie, że będzie ona nieuwzględniona lub pomijana.
PAP: Niższe wpływy ze składki zdrowotnej i poleganie w coraz większym stopniu na dotacji z budżetu to sytuacja bezpieczna dla pacjentów?
J.Sz.: Oczywiście, że finansowanie składkowe jest bezpieczniejsze, bo jest niezależne od innych czynników, które mają wpływ na budżet państwa. Pieniądze ze składki zdrowotnej nie mogą być przeznaczone na inny cel niż finansowanie świadczeń. Każdy inny pieniądz, który trafia do Narodowego Funduszu Zdrowia, może, ale nie musi być wydany na leczenie. Do reguły 7 proc. minimalnych wydatków na ochronę zdrowia w relacji do PKB wlicza się pieniądze wydane na inwestycje w szpitalach, które na zakup świadczeń nie mają żadnego wypływu.
PAP: Skąd wezmą się pieniądze na pokrycie deficytu z 2024 r., czyli ponad 6 mld zł?
J.Sz.: Obecnie nie mamy innej możliwości niż sfinansować te świadczenia z planu finansowego na 2025 rok.
PAP: Ile pieniędzy zabraknie w 2025 roku?
J.Sz.: Trudno na tym etapie wykonać stuprocentową kalkulację. Konieczność pokrycia deficytu z ubiegłego roku nie jest jednak niczym nowym.
PAP: Minister finansów oczekuje zmian w planie finansowym NFZ na 2025 rok, którego nie podpisał?
J.Sz.: Fundusz nie ma wpływu na sposób procedowania planu po wysłaniu go do zatwierdzenia. Wiemy, że trwają rozmowy między resortami zdrowia i finansów. Minister Finansów nie zgłaszał oczekiwań pod adresem NFZ.
PAP: Jaka jest dynamika wpływów ze składek?
J.Sz.: W 2024 roku była niewiele niższa od tego, na co wskazywały prognozy ZUS. ZUS podtrzymał prognozy, jednak co innego widzimy w kasie Funduszu. Oznacza to, że część płatników nie wywiązała się obowiązku opłacenia składek w pełnej wysokości. W związku z tym ten wpływ będzie opóźniony i rozłożony w czasie. Nie oznacza to jednak, że dynamika spadła. Jest taka, jak oczekiwano.
PAP: Jak określiłby pan prezes kondycję budżetu NFZ na przykład w skali ocen szkolnych?
J.Sz.: Widzimy w NFZ, widzą to też minister zdrowia i minister finansów, że reguły dotyczące tworzenia planu finansowego NFZ wymagają co najmniej odświeżenia, jeżeli nie bardziej gruntownej modernizacji.
Reguła wydatkowa to jedno. Podstawową kwestią jest to, że rzeczywistość NFZ w 2025 roku jest zupełnie inna niż w 2004 roku, gdy rozpoczynał działalność. Mamy zupełnie inną strukturę kosztów, w tym świadczeń nielimitowanych niż 20 lat temu. Każdego roku udziela się ich zdecydowanie więcej niż w roku poprzednim, a to pociąga za sobą koszty.
PAP: Czy jest pomysł, aby programy lekowe były świadczeniami nielimitowanymi? Chodzi o gwarancje, że niezależnie od kondycji finansowej NFZ nie zabraknie na nie pieniędzy.
J.Sz.: Nie mamy kompetencji do zmiany kwalifikacji programów lekowych jako świadczeń nielimitowych. Natomiast płacimy i będziemy płacić za leki w programach lekowych i w chemioterapii w 100 proc. wartości sprawozdawanych świadczeń.
PAP: Jest pan w zespole do spraw reformy szpitalnictwa. Horyzont 2025 roku rozpoczęcia reformy jest realny?
J.Sz.: Do tego jest potrzebna ustawa, której przyjęcie idzie mniej sprawnie, niż zakładano. Pojawił się problem z tym, kto ma decydować o konsolidacji oddziałów szpitalnych, ich przekształceniu. Uprościliśmy tę sytuację i zgodnie z trzecią wersją projektu decyzję ma podejmować NFZ, bo nikt inny nie chciał wziąć tej odpowiedzialności.
Rozmawiała Katarzyna Nocuń
Katarzyna Nocuń (PAP)
kno/ joz/ mhr/




























































