Piątkowa sesja przyniosła kolejną falę mocno podejrzanego optymizmu. DJIA i S&P500 poszły w górę po przeszło 2%, podczas gdy notowania złota obniżyły się o ponad 2%.


To, co w piątek wydarzyło się na światowych rynkach akcji, w swej wiarygodności przypominało spekulacyjną podbitkę z warszawskiego rynku NewConnect. Najpierw rynek „uwierzył” w rzekomo cudowny lek na Covid-19. Akcje jego producenta – firmy Gilead Sciences – poszły w górę o blisko 10%.
Później wzrosty usiłowano tłumaczyć nadziejami związanymi z ogłoszonym przez prezydenta Trumpa planem „otwarcia gospodarki”. Tyle że „plan Trumpa” decydującą rolę pozostawia gubernatorom, którzy już wcześniej przedłużyli nakaz pozostania w domach do 15 maja w kilku najważniejszych stanach.
Ale w narrację „otwierania gospodarki” wpisała się deklaracja Boeinga, który po miesięcznej przerwie w produkcji ogłosił plany wznowienia pracy w stanie Washington. Akcje Boeinga podrożały o ponad 14%, mimo że w sytuacji globalnego zakazu ruchu lotniczego popyt na samoloty pasażerskie raczej nie wygląda zbyt dobrze.
Jednakże bilans dnia prezentuje się imponująco. Dow Jones poszedł w górę o ponad 700 punktów, rosnąc o prawie 3% i osiągnął najwyższą wartość od 11 marca. S&P500 po zwyżce o 2,68% wspiął się na wysokość 2 874,56 pkt., od marcowego dołka zyskując już 31%. Tym razem wyraźnie słabiej spisał się Nasdaq, który urósł o 1,38%.
Nadzieja sugerująca kupowanie wciąż drogich akcji doprowadziła do spadku notowań kontraktów terminowych na złoto. Królewski metal potaniał o 2,3%, schodząc poniżej 1700 USD za uncję. Wygląda to na korektę zwyżki, która przez poprzedni miesiąc wyniosła ceny kruszcu z niespełna 1500 USD do blisko 1800 USD za uncję.
Mimo dominującego w ostatnich dniach optymizmu wielu doświadczonych inwestorów i analityków ostrzega przed kolejną falą spadków. Amerykański rynek akcji jest obecnie napędzany bezprecedensową ekspansją monetarną Rezerwy Federalnej, która w ciągu ostatnich kilku tygodni „dodrukowała” dwa biliony dolarów. Tymczasem realna gospodarka znalazła się w zapaści, jakiej nie widziano od Wielkiego Kryzysu z lat 30-tych XX wieku. W spadku swobodnym znajdują się też oczekiwania względem wyników finansowych giełdowych spółek, co rynek zdaje się kompletnie ignorować.
Krzysztof Kolany





























































