Inwestować można nie tylko w akcje, złoto czy nieruchomości. Coraz częściej tym, na czym można niemało zarobić, okazują się dzieła sztuki, fotografie, a nawet alkohol.


Nie od dziś wiadomo, że dzieła sztuki są zarówno dobrami luksusowymi, jak i inwestycyjnymi. Ta kombinacja jest rzadko spotykana w każdej innej branży czy sektorze. Jeśli są przechowywane w bezpiecznych warunkach, są jednocześnie dobrami kapitałowymi, które mogą generować zyski ze wzrostu ich wartości na przestrzeni lat.
Wyjątkowa dwoistość natury
Jak twierdzą eksperci domu aukcyjnego DESA Unicum, ta dwoistość natury dzieł sztuki daje im przewagę nad innymi inwestycjami, ponieważ oczy inwestora mogą "jeść", a wartość posiadanego dzieła w większości przypadków nie maleje, lecz wzrasta.
Zobacz także
– Dzieła sztuki są inwestycją rzeczową, dlatego też wiążą się z nimi również koszty ich nabycia i utrzymania – tłumaczy Małgorzata Nitner, Dyrektor Departamentu Sprzedaży DESA Unicum. – Biorąc pod uwagę, że przeciętny czas między pojawieniem się dzieła na aukcji wynosi kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, to efekt kosztów transakcyjnych, włączając premię sprzedawcy oraz nabywcy, jeśli zostanie zamortyzowany przez ten okres, wynosi mniej niż 1 proc. rocznie. Dla porównania roczna wartość kosztów utrzymania zarządzania funduszami wynosi 1,5 proc. Ponadto należy wspomnieć, że w czasie posiadania dzieła może ono być wypożyczane do różnych instytucji, odpłatnie i nieodpłatnie, co zazwyczaj zwiększa ich prestiż i wpływa na ich wycenę, jak i może generować dodatkowe przepływy pieniężne przynoszące zysk.
Inwestycje w sztukę są długoterminowe, więc nie będą gwarantowały natychmiastowych zwrotów. Jednak jak wykazały badania przeprowadzone w segmencie malarstwa współczesnego, dzieła sztuki mają najniższą korelację z zewnętrznymi społeczno-ekonomicznymi czynnikami, co powoduje nieprzerwany wzrost wartości tych aktywów w czasie, nawet gdy występują perturbacje na rynku finansowym.

Prezenty, które nie stracą na wartości. Sprawdzamy ceny zabawek z dawnych lat
Urodziny, komunie, śluby, chrzest - wiele osób zastanawia się, jaki dać prezent. Tablet, rower, zestaw ręczników na pewno sprawią radość i się przydadzą, ale... nie zostaną z właścicielami na długo, a ich wartość będzie spadać z każdym dniem. Co zaś się tyczy bukietów kwiatów, to marnieją one z minuty na minutę. Dlatego też warto rozważyć upominek, który cenowo wypada podobnie, a jego wartość po kilku latach może przejść najśmielsze oczekiwania obdarowanych.
Wartość wzrosła o 300 proc.?
Z kolei fotografia kolekcjonerska, choć w Polsce stanowi jeszcze relatywnie niewielką część rynku sztuki, w krajach zachodnich staje się coraz bardziej popularną kategorią inwestycyjną. Według danych udostępnionych przez Artprice wartość fotografii artystycznej wzrosła o ponad 300 proc. w ciągu ostatnich dwóch dekad.
– Ten imponujący wzrost sprawia, że stanowi ona atrakcyjną formę dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, szczególnie ze względu na niższy finansowy „próg wejścia” niż w przypadku tradycyjnych gałęzi rynku sztuki, takich jak malarstwo czy rzeźba – uważa Małgorzata Nitner. – To doskonała szansa, aby w przystępnych cenach rozpocząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem.
Jak twierdzi Małgorzata Nitner na świecie fotografia jako medium kolekcjonerskie zyskała na znaczeniu stosunkowo niedawno, głównie w latach 70. i 80. XX wieku. Wtedy to w krajach Europy Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych coraz częściej myślano o fotografii jako o niezależnej, atrakcyjnej kategorii kolekcjonerskiej. W miarę jak fotografia zyskiwała na popularności, a artyści eksperymentowali z różnymi technikami i stylami, aukcje fotografii organizowano coraz częściej. W 2022 roku francuskie domy aukcyjne wygenerowały około 11 proc. globalnego obrotu aukcyjnego w segmencie fotografii artystycznej.
Przeczytaj także
Zdjęcie za ponad 12 mln dolarów
W 2022 roku całkowita sprzedaż fotografii na aukcjach wzrosła o 25 proc., przewyższając o 20 proc. poziom sprzedaży sprzed pandemii.
– Łączna wartość sprzedaży w czołowych domach aukcyjnych na świecie: Sotheby's, Christie's i Phillips, wyniosła 74,5 mln dolarów, co stanowi wzrost o 25 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – mówi Małgorzata Nitner. – Szczególnie zauważalny był wzrost w segmencie najwyższej półki rynku, gdzie średnie ceny wzrosły o 49 proc. Do ważnych licytacji należy zaliczyć sprzedaż ikonicznego zdjęcia "Le Violon d'Ingres" Man Raya z 1924 roku na aukcji w Christie’s, za rekordową sumę 12 412 500 dolarów.
Również na polskim rynku regularnie pojawiają się przykłady fotografii osiągających imponujące wartości. W 2023 roku dom aukcyjny DESA Unicum w segmencie fotografii zanotował łączny obrót ok. 1,2 mln złotych. Z kolei najbardziej udanym rokiem dla fotografii w Polsce był 2022 rok, gdy pod młotek trafiły prace z kolekcji Grażyny Kulczyk. Wówczas obrót z tej jednej aukcji wyniósł blisko 1,3 mln zł, a cały rok DESA Unicum zamknęła z wynikiem prawie 2,7 mln zł. Najdrożej sprzedanym w Polsce zdjęciem jest "Potop" amerykańskiego twórcy Davida LaChapelle’a, które po zaciekłej licytacji w 2021 roku osiągnęło cenę 720 tys. zł.
Na whisky też można zarobić
Nie tylko koneserzy dzieł sztuki mogą zyskać na swojej pasji. Również miłośnicy dobrych alkoholi coraz częściej traktują swoją pasję jako inwestycję.
– Kupując butelkę whisky za 400 zł, możemy w miesiąc podwoić kapitał – mówi Bankier.pl Tomasz Krzyk, General Manager w Blackbeard. – Tak było sześć lat temu w przypadku edycji Ardbeg Kelpie, który błyskawicznie zyskał na wartości i ciężko było go kupić poniżej 800 zł. Najlepsze butelki inwestycyjne są na wagę złota. W całej tej zabawie chodzi o umiejętność rozpoznania trendów, wiedzę i nieco szczęścia. Oczywiście produkt, na którym można zarobić pieniądze, musi bronić się sam w sobie, często posiadać historię, elementy odróżniające go od pozostałych i przede wszystkim musi być oferowany w limitowanych ilościach. Zgodnie z prawami ekonomii, popyt musi być większy niż podaż. Jeśli chętnych na sto istniejących butelek jest dwustu, możemy być pewni, że nasz nowo zakupiony rum zyska na wartości.
Wahania na rynkach kapitałowych im nie groźne
Inwestycja w alkohol to jednak nie tylko zakup limitowanej butelki w specjalistycznym sklepie. To także zakup całych beczek, które są specjalnie przygotowywane dla inwestora.
– Oprócz samego alkoholu może on mieć możliwość nadania marce nazwy, wyprodukowania własnych etykiet i cieszenia się swoją linią alkoholu. W ten sposób zrobiony i zabutelkowany alkohol można sprzedać nawet po kilkaset złotych za butelkę – twierdzi Tomasz Krzyk.
Z całą pewnością lokowanie kapitału w alkoholach luksusowych i limitowanych, to nowy sposób na inwestycje i dywersyfikację portfela. Zwłaszcza że cena alkoholi inwestycyjnych jest niezależna od wahań na rynkach kapitałowych.























































