REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Ludzie Niezwykłej Owczarni. Muzy nad potokiem

2007-03-12 11:30
publikacja
2007-03-12 11:30
Poza ludzkimi możliwościami jest pełne zrozumienie związków ludzi, zdarzeń i rzeczy. W przypadku Wieńczysława Kołodziejskiego sprawa ma się jeszcze gorzej. Tłumaczenie fenomenu Muzycznej Owczarni, jego dzieła, jest tego dowodem.



Tu świat się kończy lub, inaczej patrząc, zaczyna. Z masywu Radziejowej, z Wierchliczki i Wysokiej spływają górskie potoki, by razem już, jako Grajcarek, przepłynąć przez uzdrowisko Szczawnicę i wpaść do Dunajca. Gdy zostawimy za sobą pasmo Gorców i jedziemy szosą w górę, trzeba się skupić na zakrętach. Nie jest to łatwe, mając od południa widoki na Małe Pieninki, a od północy – na Beskid Sądecki.

Wjeżdżając do wsi Jaworki, nie dostrzegamy w niej niczego szczególnego. Obok góralskich chałup stoją dworki nowobogackich, ładne domki letniskowe i wszystkie pośrednie formy. Jedynie w cerkwi z 1798 roku, obecnie kościele, są ludowe rzeźby i barokowy ikonostas. Piękna karczma kusi jadłospisem i wystrojem. Gdy zboczymy lekko ze szlaku na Durbaszkę (aby popatrzeć na miejscowość z zachodniej krawędzi wąwozu Homole), ujrzymy wieś jak z bajki. Za nią, w Rezerwacie Białej Wody, świat samochodów się kończy.

Jaworki, wciśnięte w zalesione górskie masywy, leżą małe i bezbronne. W wyobraźni widzimy je w upałach, śnieżycach i huku wiosennych roztopów. Potok Biała Woda płynie doliną o tej samej nazwie. Skałki, wychodnie i progi, przełomy i wodospady są scenerią dla kaczeńców, owiec, jesiennych kolorów i rzeźb z lodu.



W jarze koło Owczarni światła na wodzie zgrywają się z muzyką. Świetliste poranki i pachnąca kawa. W szumie potoku płyną godziny. Gdy nasuwa się cień, zaczyna w kominku trzeszczeć drewno. Muzyka cicho wypełnia kąty. Wietek chodzi i okadza. Świerkowe gałązki płoną świeczkami igiełek, dym pachnie żywicą. Możemy się napić piwa z beczki umieszczonej na starej bryczce. Do wyboru jest miodówka ze źródlanej wody, miodu i spirytusu. Możemy na tym poprzestać i powędrować dalej. Wtedy jednak opowiadanie o tym miejscu będzie bez sensu. Gdy kupimy bilet na wieczorny koncert – połkniemy haczyk. Z takimi haczykami chodzą ludzie na wszystkich kontynentach...

Gdy światła z małych okienek odbijają się już w potoku, Owczarnia zaczyna się zapełniać. Za długimi stołami nieśmiało siadają przybyli po raz pierwszy. Bywalcy piją piwo, dawno niewidziani przyjaciele rzucają się sobie w objęcia. Przybyli z całej Polski, wielu z zagranicy. Są tacy, którzy nie mogąc dostać biletów w Berlinie, właśnie tu będą słuchali, jak gra Nigel Kennedy. Gwar rośnie, akustyk dostraja, atmosfera pubu, święta i imienin. Około dwudziestej na scenę wchodzi Wieńczysław Kołodziejski. Wita gości i przedstawia artystów. Zawsze inaczej, lecz niezmiennie ciepło, w swym niepowtarzalnym stylu. Zaczyna się...



Jak zaczęło się wszystko

Pewnie od urodzenia. Gdy dorasta się w domu, gdzie sztuka i niebanalni goście są codziennością, trudno zostać urzędnikiem. Ukończył Wietek szkołę muzyczną, malował, grał z kolegami w zespole. Opuściwszy swój Nowy Targ, zaczął, zgodnie z rodzinną tradycją, studia prawnicze w Krakowie. W Warszawie skończył prawo kanoniczne, by... w Zakopanem malować w swej pracowni plastycznej. Uzyskał eksternistycznie dyplom krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Budował i remontował domy w Szwecji... Gdy robił to samo w Wiedniu, wykorzystał okna z rozbiórek, by malować po pracy na szkle. Górali, odzianych w bawarskie stroje, przedstawiał w scenach biesiadnych... Po wystawie w reprezentacyjnej galerii wiedeńskiej obrazy doskonale się sprzedawały. Gdy wrócił do Zakopanego, został dyrektorem pierwszego tam prywatnego biura turystycznego... Choć nieźle mu się wiodło, wciąż było wielkie szukanie i niezgoda na schemat. Gdy osiadł w Jaworkach, w chacie nad potokiem, wędrówka nie ustała.

Malował i rozmyślał... Może klub jazzowy, warsztaty plastyczne, może... Przez przypadek dowiedział się o starej owczarni. Stała opuszczona nad Białą Wodą, malowniczy obraz nędzy i rozpaczy. Postąpił wtedy tak jak zwykle. Po niewielkim namyśle, a już zupełnie bez kalkulacji, budynek kupił i przywiózł. Po kilku latach dostawili wiatrak koźlak spod Iłży. Są w nim dwa mieszkania. W górnym tworzy rzeźbiarz, starszy syn Wietka, Staszek, a dolne jest własnością Marka Raduli, byłego gitarzysty Budki Suflera. To właśnie on 24 stycznia 1999 roku zagrał w Owczarni pierwszy koncert.



Obecnie w sali klubowo-koncertowej jest dziewięćdziesiąt miejsc, a nad nią pokoje dla artystów. Każde wolne miejsce i ściany są zapełnione obrazami, rysunkami, wierszykami, rzeźbami i różnymi przedmiotami, z których każdy ma swoją historię. Można tu wpaść w dzień na kawę, i jak archeolog, ciągle coś odkrywać.

Do dziś odbyło się tu blisko sześćset koncertów. Wszystkie zaplanowane, ogłaszane plakatami i w internecie. Młodzi przyjeżdżają na ogólnopolskie warsztaty muzyczne, konsultacje i plenery malarsko-rzeźbiarskie. Powstają nagrania płytowe.

Wietek: „Zapytają państwo: to ilu was tam jest, jaki macie budżet i dotacje? Odpowiemy: Ja, żona, obaj synowie oraz pięć osób pomagających społecznie. A także liczne grono wspaniałych przyjaciół w całej Polsce. Budżet, dotacje – zero”.

Sławni artyści, w innych miejscach grający za grube honoraria, tu koncertują za przysłowiową czapkę gruszek. Sednem tajemnicy są słowa, których nie ma w podręcznikach ekonomii: miłość, prawda i uczciwość. Komercja nie ma tu wstępu.



O muzyce

„Jesteśmy ważnym ośrodkiem muzycznym. Celem Owczarni było i jest zachowanie ciągłości wydarzeń muzycznych. Nie jesteśmy miejscem specjalizującym się w promowaniu i prezentacji jednego gatunku muzyki, prezentujemy jak najszersze spektrum muzyczne, i to na najwyższym poziomie. Muzyka jest albo dobra, albo zła. Albo świetny tort muzyczny, albo muzyczna papka. Wybraliśmy to pierwsze”. (Wieńczysław Kołodziejski) Każdy koncert jest inny. Jazz, Bach, blues, rock, poezja śpiewana; wszystko, tylko nie papka z dźwięków. Są takie magiczne noce, gdy nie liczą się godziny. Znika podział na solistów, zespoły i słuchaczy. Muzyka, w natchnionych improwizacjach, rozsadza budynek. Tego opisać się już nie da...

Tu grali i śpiewali wielokrotnie...

...Nigel Kennedy, Karen Edwards, Hiram Bullock, Nippy Noya, Jarosław Śmietana, Marek Napiórkowski, Marek Raduli, Donovan, Kasia Kowalska, Hanna Banaszak, Adam Holzman, Henry McCollough, Steve Logan, Janusz Strobel, Janusz Muniak, Włodzimierz Nahorny, Bennie Maupin.

W prowadzonej przez Wietka i Sylwię kronice są setki nazwisk i całe spisy zespołów. Dżem, TSA, The Globetrotters, Nocna Zmiana Bluesa, Wanda i Banda, Lombard, Oddział Zamknięty, Max Klezmer Band i wiele, wiele innych. Sześćset koncertów!

To nie jest tak, że zagrali i pojechali. Wielu z nich wraca, koncertuje wielokrotnie. Czy jeszcze gdzieś, poza Jaworkami, Nigel Kennedy występował siedemnaście razy, ma działkę i zamierza wybudować dom ze studiem nagrań? Gdzie spędził, 24 grudnia 2006 roku, swe pięćdziesiąte urodziny na zamkniętej, trzydniowej imprezie? (kogóż tam nie było...).



Wyliczanie sław muzycznych, które z Jaworkami związują się podobnie, nie jest zbyt taktowne. Przecież chcą nie tylko być blisko magicznego miejsca, lecz także znaleźć spokój. Wyjaśnienie, jak się tu znaleźli, tylko pozornie jest tajemnicą. Miłość, prawda i uczciwość – to faktycznie działa. Czystość intencji. Temu, kto rozumie – nie trzeba, a innym tłumaczyć nie warto.

Dzień zwykły

Poza piątkami, sobotami i niedzielami, kiedy to odbywają się koncerty, są jeszcze dni zwykłe. Latem Wietek pije kawę przy stole na pagórku. To jego chwila. Patrzy na oświetloną wschodzącym słońcem Owczarnię i w ciszy słucha szumu potoku. Koty jeszcze drzemią, a psy przeciągają się leniwie. Znów w nocy nie przegoniły jelenia, który skopał kwiaty przed domem. Zanim rozdzwonią się telefony, układa sobie w głowie dzień.

Naprawa mostku, uzgadnianie koncertu, rozwożenie afiszy, zapłacenie ZUS, negocjacje z energetyką, praca z kielnią – długa lista przekracza wyobraźnię posiadaczy etatów.

– Cóż to jest – powiedział kiedyś. – Gdy widzę, jak muzycy cyzelują mozolnie każdą frazę, moje problemy wydają się błahostką.



Dla Sylwii dzień jak co dzień. Sprzątanie, pranie i gotowanie. Zakupy i przygotowanie pokoi. Któż myśli o tym wszystkim, gdy rozbrzmiewa muzyka? Jej sprawy też trudno zliczyć. Czuwa w godzinach szaleństw i porządkuje codzienność. Tajemniczy duch Owczarni nie miałby szans bez niej przeżyć. Dwunastoletni syn Bartosz, jeśli nie jest w szkole – jest wszędzie. Ogromną siekierą rąbie drewno do kominka, gra na perkusjach, brodzi w potoku, znika u juhasów na halach. Rozmawia z gośćmi, pomaga matce nalewać piwo, czuwa nad wszystkim, a w przerwach rzeźbi i maluje. Ilością wrażeń, jaką wchłania, można by obdzielić wszystkie dzieci w szkole. Gdy dorasta się w takim domu, trudno zostać urzędnikiem...

Staszek, w swej pracowni w wiatraku, pracuje nad nową rzeźbą. Są jeszcze jesień, zima i wiosenne roztopy. Deszcze, wielkie śniegi, lody i huk rzeki. Problemy, jakich nie znają goście. Lecz niezmiennie, w piątki lub soboty, około dwudziestej, słyszymy ze sceny: „Witam państwa serdecznie, cieszę się, ze przybyliście. Przedstawiam wam...”.

Z wyznania Wietka: „To, co się stało, to największa radość mojego życia. Druga młodość przyszła późno, ale każdy dzień jest spełnieniem. Usypiam ze świadomością bycia świadkiem pewnego rozdziału w historii światowej muzyki. Ważne jest, że ludzie identyfikują się z miejscem, a moją największą radością jest, kiedy w rozmowach padają słowa: nasza Owczarnia”.



Marek Strzałkowski
Dodaj Bankier.pl w Google
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~heni
dlaczego piszecie,ze wietek wyrosl w rodzinie artystow? to nie jest zgodne., ale prosze bardzo. znam wietka z lat szkolnych,on napewno mnie nie pamieta.rozumiem-studia w tym kieruku,ale niestety,kazdy robi to doczego ma zamilowanie-- z tradycja nie ma nic wspolnego?albo?

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki