Notowania tureckich obligacji i waluty osiągnęły rekordowo niskie poziomy. Lirze szkodzą wypowiedzi i działania prezydenta Recepa Erdogana.


We wtorek rano dolar kosztował już ponad 3,97 liry, co było najwyższym kursem w historii. W ten sposób pobite zostały styczniowe maksima, gdy przez turecki rynek finansowy przetoczyła się poprzednia fala paniki. Dość spokojnie było za to na giełdzie w Stambule, gdzie indeks BIST100 tracił tylko 0,1% po czterech dniach spadków.
Ostatnia fala deprecjacji liry rozpoczęła się we wrześniu. Wzrosty na parze dolar-lira eskalowały po wybuchu kryzysu dyplomatycznego na linii Ankara-Waszyngton. Od tego czasu kurs USD/TRY wzrósł z niespełna 3,40 do rekordowych 3,97 liry za dolara.
Nerwowo jest także na tureckim rynku długu, gdzie rentowność rządowych obligacji 10-letnich sięgnęła rekordowo wysokiego poziomu 13%. Jeszcze w czerwcu władze Turcji mogły pożyczać pieniądze po koszcie 10% rocznie. Rosnąca rentowność oznacza spadek ceny obligacji.
Teraz nie chodzi już tylko o wielką politykę i przejście Turcji z obozu amerykańsko-europejskiego w kierunku Rosji i Iranu. Nie chodzi też o politykę „małą”, w ramach których prezydent Erdogan konsoliduje władzę, wsadzając za kratki dziesiątki tysięcy faktycznych lub domniemanych spiskowców. Teraz rzecz idzie o coś znacznie poważniejszego: o duże pieniądze.

Prezydent Recep Erdogan w piątek skrytykował bank centralny za podwyżki stóp procentowych, które turecki „sułtan” uznał „błędną ścieżkę”. To nic, że główna stopa procentowa Banku Centralnego Republiki Turcji wynosi zaledwie 8% przy inflacji CPI na poziomie 11,9% (w październiku). Bank centralny usiłował ratować sytuację podnosząc oprocentowanie pożyczek dla banków – ostatnio do 12,25%.
Recep Tayyip Erdogan słynie z niekonwencjonalnego podejścia do polityki pieniężnej. Zdaniem Erdogana to podwyżki stóp procentowych napędzają inflację. Większość ekonomistów sądzi, że jest dokładnie na odwrót i że to wyższe stopy procentowe prowadzą do ograniczenia inflacji.
Teraz zagraniczni inwestorzy mogli się przestraszyć, że jakakolwiek niezależność banku centralnego w Turcji zostanie zlikwidowana, a inflacja wymknie się spod kontroli. W takiej sytuacji trzymanie tureckich obligacji przy obecnych rentownościach może się okazać bardzo nieopłacalne.
Opływ kapitału pogarsza sytuację tureckiej gospodarki, ponieważ tamtejsze przedsiębiorstwa są mocno zadłużone w amerykańskiej walucie. Turecki biznes zapożyczył się na ponad 200 mld dolarów, a rosnący kurs amerykańskiej waluty utrudnia regulowanie tych zobowiązań. Sytuację pogarszają sami Turcy, którzy widząc jak ich waluta szybko traci na wartości, masowo kupują dolary. Analitycy Nomury szacują, że tylko w pierwszym tygodniu listopada mieszkańcy Turcji kupili 250 mln USD.
Krzysztof Kolany




























































