Plantacje medycznej marihuany, a raczej związane z nimi obietnice bez pokrycia, wyleczyły z posiadania oszczędności ponad pół miliona osób. W sprawie opisanej przez Frontstory.pl pojawiają się rosyjskie ślady, niemiecki graf, były szef polskiej giełdy i pałace na Dolnym Śląsku. Jak szacuje Interpol, w powietrzu rozpłynęło się 645 mln euro.


11 kwietnia 2024 roku, w ramach szeroko zakrojonej akcji pod kryptonimem "Operacja Stoner", międzynarodowe siły policyjne dotarły do niewielkiej miejscowości Maciejowiec na Dolnym Śląsku. Ich celem było rozbicie gangu odpowiedzialnego za platformę inwestycyjną Juicy Fields, która okazała się być jednym z największych schematów Ponziego ostatnich lat.
W skoordynowanej akcji, w której uczestniczyło ponad czterystu funkcjonariuszy z 11 krajów – od Polski po Dominikanę – przeszukano 38 domów i zatrzymano 9 osób. W komunikacie Europolu czytamy, że aresztowania miały związek z oszustwem wycenionym na 645 milionów euro, w którym straty poniosło około 550 tysięcy osób - głównie z Europy. Sprawę opisał szeroko portal Frontstory.pl, którego dziennikarze dotarli podczas śledztwa do wielu nowych wątków związanych z oszustwem.
Obietnice obfitych plonów
Platforma Juicy Fields wystartowała 1 kwietnia 2020 roku, w apogeum pandemii COVID-19 i wykorzystując rosnące zainteresowanie legalizacją i rynkiem medycznej marihuany, obiecywała inwestorom niebotyczne zyski z uprawy konopi. Kusząc minimalnym wkładem już od 50 euro, platforma obiecywała zwrot w wysokości od 36% do 66% na każdej zasadzonej roślinie w ciągu około 100 dni (e-growerzy, jak określano inwestorów, mogli oglądać “swoje rośliny” na kamerce).
Biznes promowano jako legalny, nowoczesny i przeżywający dynamiczny rozwój. Juicy Fields reklamowało się online, na festiwalach konopnych (jak Spannabis czy Kanaba Fest), chwaliło się rzekomymi plantacjami i przedstawiało dowody mające legitymizować biznes, takie jak pozwolenia na uprawę, czy informacje o notowaniu na niemieckiej giełdzie. Wiele osób widząc, że spółka wypłaca im pieniądze, uwierzyło w obietnice.

W rzeczywistości Juicy Fields było klasycznym schematem ponziego. Zyski dla wczesnych inwestorów były wypłacane z pieniędzy wpłacanych przez kolejnych, nowych użytkowników. Firma nie prowadziła upraw konopi na tak dużą skalę, jak przedstawiała to w swoim marketingu. Za przekrętem stali przestępcy z Rosji lub związani z tym krajem.
Mózgiem oszustwa, który ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem Paul Bergolts, miał okazać się Siergiej Berezin - ten sam, który według ustaleń łotewskiej policji stał za inną piramidą finansową - założoną dekadę wcześniej w Polsce platformą Recyclix, która oszukała ludzi na ok. 700 mln euro. W jej sprawie opisanej także przez Frontstory.pl po 8 latach śledztwa polska prokuratura postawiła zarzuty jedynie słupowi, którego puszczono po tym wolno.
Upadek i wojna frakcji
W lipcu 2022 roku, po około dwóch latach działalności, platforma upadła. Strona internetowa przestała działać, a wypłaty zostały zablokowane. W tym samym czasie inwestorzy wciąż otrzymywali maile sugerujące, że problemy są tymczasowe i spowodowane przez hakerów lub oszustów wewnątrz firmy. Po upadku platformy wybuchła "wojna" między różnymi frakcjami wewnątrz Juicy Fields, które podzieliło się na cztery oddzielne spółki w różnych krajach. Do sieci wyciekały skany dokumentów, zrzuty rozmów, adresy domów i portfeli kryptowalut, a złodzieje kłócili się między sobą, przerzucając winę.
W tym kontekście pojawia się postać "grafa Friedricha", niemieckiego arystokraty (choć jego tytuł i przeszłość są niejasne), który według międzynarodowego zespołu dziennikarzy śledczych, mógł zostać zatrudniony przez twórców Juicy Fields do prania pieniędzy. Anonimowi "założyciele" platformy oskarżyli grafa o próby przejęcia firmy i jej kont, co miało rzekomo doprowadzić do zamrożenia pieniędzy przez banki.
Graf Friedrich założył własną stronę, na której przedstawiał się jako ofiara i oskarżał grupę założycieli, w tym Siergieja Berezina (ukrywającego się pod nazwiskiem Paul Bergolts), o ucieczkę z pieniędzmi. Ta "wojna fasadowa" jest wskazywana jako część strategii oszustów, mająca na celu zmylenie ofiar i odwrócenie uwagi. Frontstory.pl zwracał uwagę, że w podobny sposób przebiegał upadek piramidy Recyclix.
Polskie tropy grafa Friedricha
Polskie ślady grafa Friedricha prowadzą na Dolny Śląsk, w szczególności do Maciejowca i Lubomierza. Graf, wraz ze swoją polską żoną Aleksandrą, kupował tam nieruchomości w latach 2019-2023. Nabył m.in. podupadły pałac w Maciejowcu (kupiony przed powstaniem piramidy, ale remont nie został ukończony poza wymianą dachu), mieszkania i dom w Maciejowcu, a także dwie działki i zabytkową, zrujnowaną kamienicę "Złoty Róg" w centrum Lubomierza, którą kupił od miasta w 2022 roku.
Wiele z tych nieruchomości, w tym dwa mieszkania i dom w Maciejowcu oraz działki i kamienica w Lubomierzu, zostało zabezpieczonych przez polską prokuraturę na wniosek prokuratury w Berlinie w związku ze śledztwem dotyczącym Juicy Fields. Nieruchomości te wyceniono na 5,5 miliona złotych. W Polsce wciąż działają trzy spółki grafa: L. C., LC Alternatywna Spółka Inwestycyjna i LC Capital.
Graf Friedrich został aresztowany 11 kwietnia 2024 r. w Berlinie w ramach "Operacji Stoner", ale wyszedł już z aresztu. Śledztwa w jego sprawie prowadzą prokuratury w Niemczech i Hiszpanii. Mimo to w polskich spółkach grafa wciąż aktywny jest jego szwagier, Maciej Podgórski, pełniący funkcje w zarządach i prokurent. Jak przekazał dziennikarzom Frontstory.pl, z biznesu nie wycofał się, ponieważ mogłoby to być odczytane jako przyznanie się do winy. Ponadto twierdzi, że w spółce nie doszło do żadnych nadużyć ani oszustw.
Były szef GPW
W radzie nadzorczej jednej ze spółek grafa (LC Alternatywna Spółka Inwestycyjna) zasiada Ludwik Sobolewski, były prezes polskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Do rady dołączył w sierpniu 2024 roku, już po aresztowaniu Friedricha. W rozmowie z Frontstory.pl Sobolewski powiedział, że nie miał pojęcia o piramidzie, roli grafa w aferze, jego aresztowaniu, ani czym było Juicy Fields. Stwierdził też, że w przypadku nieprawidłowości sprawą zajęłaby się KNF. Dziennikarze nie uzyskali od niego odpowiedzi na pytanie, gdzie i kiedy poznał grafa Friedricha.
Polska Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wpisała spółkę grafa do rejestru ASI przed jego aresztowaniem. Na skierowane do urzędu pytanie dotyczące spółki, autorzy materiału otrzymali odpowiedź: "informacje, o których pisze Pan Redaktor, są przedmiotem zainteresowania Urzędu KNF". Polskie organy ścigania nie prowadziły własnego śledztwa w sprawie Juicy Fields, ale na wniosek Niemiec zabezpieczyły majątek grafa i przeprowadziły przeszukania. W Lublinie zatrzymano także Nikołaja Michajluka, zaufanego człowieka Berezina, który został przekazany Hiszpanii.
Niewielkie szanse na odzyskanie pieniędzy
Ofiary Juicy Fields, często doświadczające wstydu z powodu oszustwa, niechętnie mówią o swoich stratach. Wielu straciło oszczędności życia. Niektórzy padli ofiarą kolejnego oszusta – rzekomego szwedzkiego prawnika Larsa Oloffsona, który obiecywał pomoc w odzyskaniu środków za opłatą, ale sam miał na koncie wyroki za przekręty.
Realne szanse na odzyskanie straconych 645 milionów euro są znikome. Spółki odpowiedzialne za piramidę ogłosiły upadłość, a zabezpieczyć udało się zaledwie kilka milionów euro w całej Europie. Ustalono, że około pięciu milionów euro trafiło na objętą sankcjami USA giełdę kryptowalut Garantex w Moskwie.
Lwia część pieniędzy "rozpłynęła się w powietrzu jak dym z leczniczej marihuany" - podsumowują dziennikarze Frontstory.pl. Mimo międzynarodowej operacji i aresztowań, wielu architektów piramidy nadal nie ma postawionych zarzutów, a śledztwa trwają, ukazując bezradność służb wobec tak złożonych przekrętów finansowych.
Oprac. MM
































































