Ropa w Nowym Jorku po 66 USD za baryłkę, złoto tańsze o 2%, miedź o 3%, a srebro o 5% - to bilans piątkowej sesji. Indeks CRB mierzący ceny surowców spadł do najniższego poziomu od czerwca 2010 roku.


W centrum uwagi był krach na rynku ropy. Surowiec marki Brent został przeceniony o blisko 4%, do nieco ponad 70 dolarów za baryłkę. To najniższa cena od maja 2010 roku. Przez ostatnie pięć miesięcy ropa potaniała o prawie 38%. To najdłuższa i najsilniejsza taka seria od 2008 roku, gdy w 6 miesięcy czarne złoto przeceniono aż o 75%.

Jeszcze większe spadki odnotowano w przypadku amerykańskiej ropy Crude, która w handlu elektronicznym potaniała o 4,4%, do 66 USD za baryłkę. Jeśli jednak wziąć pod uwagę handel na tradycyjnym parkiecie, który w czwartek był zamknięty ze względu na Święto Dziękczynienia, to dzienny spadek wyniósł aż 10,45% - czyli 7,70 USD na baryłce – i był największy od 5 lat.
O ile dalszy spadek cen ropy można tłumaczyć czwartkową decyzją OPEC, to już przecena pozostałych surowców wymyka się prostym wytłumaczeniom. Niemniej pozostaje faktem. Miedź tańsza o 3% odnotowała najniższy dzienny kurs zamknięcia od ponad 4 lat.
Mocno dostało się także metalom szlachetnym. Kurs srebra zanurkował o 5% i ponownie zszedł poniżej 16 dolarów za uncję. Kontrakty na złoto po zniżce o 2% znalazły się na poziomie 1.166 USD/oz. Jednakże w obu przypadkach były to wartości wyższe od 4-letnich minimów z początku listopada.
Był to silny podmuch deflacji napędzany obawami przed słabnącym wzrostem gospodarczym w strefie euro, Japonii i Chinach. O sile deflacyjnych lęków świadczą wręcz absurdalnie niskie – i coraz częściej ujemne – rentowności papierów skarbowych. W przypadku obligacji niemieckich i japońskich ujemne rentowności dotyczą wszystkich papierów z terminem zapadalności di dwóch lat włącznie.





























































