Wyniki kwartalne Ursusa nie zachwyciły, spadły przychody, spółka wykazała niewielką stratę, jednak prezes Zarajczyk uzasadnia, że to jednorazowa historia. Już niedługo na konta Ursusa zaczną spływać kolejne pieniądze z wielkich zagranicznych kontraktów.


Trzeci kwartał w wykonaniu Ursusa na poziomie finansowym można uznać za krok w tył. Po okresie sukcesów firma rozczarowała, ledwie 39 mln zł przychodu (-40% rdr) i strata brutto na poziomie 4,1 mln zł - to najgorszy kwartał od niemal dwóch lat. Spółka ma jednak portfel pełen kontraktów i liczy, że inwestycje poczynione teraz, dadzą plony w przyszłości. O przyczynach dużej zmienności w wynikach spółki oraz jej najbliższych planach opowiada w rozmowie z Bankier.pl Karol Zarajczyk, prezes Ursusa.
Adam Torchała, Bankier.pl: Jak Pan ocenia wyniki Ursusa za trzeci kwartał?
Karol Zarajczyk, prezes Ursus SA: Przychody w III kwartale są zgodne z naszymi oczekiwaniami i wynikają z harmonogramów realizacji kontraktów afrykańskich i sytuacji z dopłatami unijnymi dla rolników w kraju. W I pół. br. zrealizowaliśmy ostatnią transzę I fazy kontraktu etiopskiego dla firmy METEC. Kolejne dwa duże kontrakty afrykańskie podpisane w ostatnich miesiącach (z etiopską spółką ESC i tanzańską spółką SUMA-JKT) nie weszły jeszcze w III kwartale w fazę realizacji. Dopiero niedawno zakończyliśmy wysyłkę pierwszej partii ciągników i przyczep dla Ethiopian Sugar Corporation. Obecne kontrakty są realizowane właśnie od IV kwartału br., a w przypadku Tanzanii będą wykonywane od I kwartału 2016 r. Dodam, że wartość tych kontraktów to 85 mln zł, czyli więcej, niż przychody za cały 2014 rok.
W samym III kw. br. realizowaliśmy głównie sprzedaż w kraju, która była poniżej oczekiwań ze względu na przesunięcia w realizacji dopłat unijnych. Branża dopiero czeka na wzrosty w następnych kwartałach wynikające z ostatnich płatności starej perspektywy oraz uruchomienia nowej od 2016 r. Pomimo, że rynek krajowy znajduje się obecnie w zastoju, za trzy pierwszej kwartały br. zwiększyliśmy ilość rejestracji naszych ciągników o 36% rdr.
III kw. nie będzie reprezentatywny dla wyników za cały 2015 r., ponieważ dodatkowo ponieśliśmy koszty związane z wystawą branżową w Hanowerze, a także inwestycjami, które mają nas przygotować do realizacji podpisanych ostatnio kontraktów.
Czyli kwartalna strata i obsunięcie w przychodach to według Pana jednorazowa przygoda?
Tak, jeżeli chodzi o najbliższe kwartały, to jest to jednorazowe zdarzenie. Jednak analizując wyniki spółki trzeba patrzeć na wyniki roczne oraz portfel zamówień, który dziś jest większy niż przychody za cały 2014 r.
Kiedy można się spodziewać stabilizacji w tej kwestii? Ursus nie po raz pierwszy przeplata dobre kwartały słabymi.
Różnica w przychodach za poszczególne kwartały wynika z dynamicznego rozwoju firmy, sezonowości sprzedaży maszyn, dystrybucji dopłat unijnych oraz terminów realizacji znaczących kontraktów, które pozyskujemy. Myślę, że stabilizacja przychodów przyjdzie w przyszłym roku, choć inwestorzy dobrze znający spółkę zdają sobie sprawę z tego typu ograniczeń.
Liczymy także na siłę rynku krajowego oraz na nowych kontrahentów z UE. Rynki unijne bowiem są dla nas bardzo ważne, ponieważ dają impuls do samorozwoju. W Europie konkurencja jest o wiele większa, a co za tym idzie, jej produkty są bardziej rozwinięte.
Tymczasem nie odpuszczamy Afryki, co więcej - mamy nadzieję, że dwa wspomniane kontrakty to nie koniec. Intensywnie pracujemy nad kolejnymi i reinwestujemy pozyskane środki na rzecz zwiększenia konkurencyjności i odbudowy pozycji w kraju.
Czyli są w Ursusie jeszcze wolne moce przerobowe, którymi można obsłużyć nowe kontrakty?
Nasze linie produkcyjne są segmentowe i w razie potrzeby łatwo jest nam dostosować moce przerobowe do spływających zamówień. W tym aspekcie będziemy rozwijać się organicznie. Obecnie zakłady produkcyjne są dostosowane do realizacji bieżących potrzeb. Cały czas inwestujemy jednak w ich rozbudowę, tak aby na bieżąco dostosowywać potencjał produkcyjny do zleceń. W tym roku inwestujemy prawie 30 mln zł w rozwój bazy produkcyjnej.
A jak wygląda sprawa autobusów i trolejbusów. Czy w ostatnim kwartale ruszyło się coś w tej kwestii?
Prowadzimy właśnie emisję akcji, z której środki przeznaczamy na rozwój m.in. segmentu autobusowego, tj. w produkcję seryjną autobusu elektrycznego, aby spełnić wymogi stawiane w przetargach. Stąd m.in. zdecydowaliśmy się na bezzwłoczną emisję akcji. Uważamy, że trzeba wykorzystać to momentum biznesowe dla rozwoju spółki.
Skoro jesteśmy przy emisji to chciałem dopytać, czy cena emisyjna – 2,5 zł za akcję – to poziom, na którym obecnie powinien być wyceniany biznes Ursusa?
Wycena akcji należy do inwestorów na rynku. Rolą Zarządu jest dbanie o rozwój spółki i wykorzystywanie możliwości do realizacji kolejnych projektów. Udało nam się pozyskać od inwestorów instytucjonalnych 32,5 mln zł, które mają konkretne przeznaczenie. Widać, że wierzą oni w sukces strategii rozwoju zaprezentowanej przez Zarząd i doceniają nasze bieżące osiągnięcia biznesowe. Cena, jaką zapłacili za walory spółki jest w pewnym stopniu skorelowana z ceną akcji na GPW, jednakże musiała uwzględniać pewne dyskonto.
Przeczytaj także
Najważniejsze cele i zadania na najbliższe miesiące to...?
Przede wszystkim realizacja kontraktów afrykańskich. Po drugie odbudowa rynku krajowego. Tu mamy bardzo wiele do zrobienia a potencjał polskiej marki o takiej historii jest ogromny. Po trzecie w planach mamy rozszerzenie sieci sprzedaży na inne kraje europejskie. Po czwarte uruchomienie seryjnej produkcji autobusów. Po piąte - prace nad pozyskaniem kolejnych kontraktów w Afryce.
Na zakończenie pytanie zadawane typowo z perspektywy inwestora indywidualnego. Dlaczego Państwa raport kwartalny pojawił się tak późno – w ostatnim dopuszczalnym przez prawo dniu?
Terminy publikacji raportów finansowych są określone przez prawo i my, podobnie jak inne spółki, dostosowujemy się do tego. Staramy się oczywiście przyśpieszać publikacje raportów, ale trzeba uwzględnić realia księgowości. Pamiętajmy, że pracujemy w wielu krajach i to nie przyśpiesza prac. Dlatego potrzebujemy czasu na ostateczne podliczenia oraz ich weryfikację.
Okres ten wynosi jednak przy raportach kwartalnych aż 45 dni i wiele spółek udowadnia, że można to robić szybciej. Gdyby giełda dokręciła śrubę z terminami publikowania raportów, to byłby dla Państwa problem?
Dla nas nie, dlatego, że potrzebne dane finansowe mamy zestawione wcześniej. Natomiast w przypadku raportów rocznych i półrocznych skrócenie terminów byłoby wyzwaniem dla audytorów. Na samym parkiecie głównym GPW notowanych jest obecnie ok. 470 spółek, a firm będących w stanie dobrze przeprowadzić audyt nie ma aż tak wiele. Najważniejsze, że nasze raporty są zgodne z wymaganiami stawianymi przez prawo.






























































