Dlaczego tylko nieliczni inwestorzy odnoszą sukces na rynku, choć wielu z nich ma opracowane systemy, które mogą być receptą na zarabianie pieniędzy? Odpowiedź jest znana - skuteczność systemu zależy głównie od konsekwencji i dyscypliny. Psychika ludzka jest barierą, z jaką nie może sobie poradzić większość inwestorów.
Zaczęło się na początku lat 80. Wówczas Richard Dennis, znany inwestor rynków futures, zastanawiał się, wraz ze swoim przyjacielem i wieloletnim wspólnikiem, Williamem Eckhardtem, nad naturą skutecznego tradera. Obaj nie mieli pojęcia, że właśnie zaczęli jeden z najbardziej zdumiewających eksperymentów inwestycyjnych w historii rynków finansowych.
Szybki i bogaty jak żółw
Richard Dennis był pewny, że tradingu można się nauczyć. Jego rozmówca - William Eeckhardt - przyjął postawę przeciwną i twierdził, że bycie wielkim inwestorem jest silnie zdeterminowane przez geny i cechy wrodzone. Między przyjaciółmi stanął zakład. Richard zaproponował, że aby udowodnić swoje racje znajdzie i wyszkoli grupę osób, które nie miały do tej pory doświadczenia na rynku finansowym. Uczyni z nich jednych z najlepszych traderów na świecie... W najważniejszej tytułach prasowych ukazało się ogłoszenie, na które odpowiedziało ponad 1000 chętnych. Richard Dennis przesłuchał 80 osób. Z nich wybrał dziesięciu młodych adeptów. Dołączyli oni do trzech wcześniej wybranych osób i rozpoczęli szkolenia. Po dwóch tygodniach intensywnej nauki systemu mistrza rozpoczęli trading. Grupa przyjęła nazwę Turtles,
po tym, jak Dennis porównał swój eksperyment do farmy hodowli żółwi, jaką właśnie zwiedzał w Singapurze. Cztery lata później okazało się, że średnioroczna stopa zwrotu 14 traderów Dennisa wyniosła 80 proc., co z podziwem odnotował „Wall Street Journal”. tajemnicą poliszynela było jednocześnie to, że 70 proc. traderów spekulujących w tamtym czasie regularnie
traciło pieniądze. Dzisiaj mówi się, że ten odsetek to nawet 90 proc. Sukces Richarda Dennisa i jego Turtles spowodował za Oceanem żywiołowy rozwój jednej z form inwestycji alternatywnych, tak zwanych kont zarządzanych lub inaczej CTA (taką formę inwestowania przyjmują zarządzający na rynkach futures lub forex). Dzisiaj pod zarządzaniem CTA jest ponad 100 mld USD i ta kwota rośnie bardzo szybko. Liczba oficjalnie zarejestrowanych „funduszy” przekroczyła 600. Do dziś pierwsi Turtles pozostali prawdziwą elitą zarządzających CTA, budząc podziw świata finansów. Jeden z nich Jerry Parker Jr., jako prezes zarządu, przewodzi jednemu z największych i najbardziej szanowanych prywatnych CTA: Chesapeake Capital Corporation. Jego stopa zwrotu od 17 lat to średnio 20 proc. rocznie, przy czym od początku działalności Parker zanotował tylko jeden rok stratny (-7,5 proc. w 2001 r.). Parker ma pod zarządzaniem ponad miliard dolarów! Tak wysoka średnioroczna stopa zwrotu oznacza, że jeżeli inwestor zdeponował 100 tysięcy dolarów na początku działalności Chesapeake dysponuje dzisiaj kwotą o prawie 15 razy większą! Jego koledzy po fachu także nie pozostają w tyle. Część pierwszej drużyny Turtles jest już dzisiaj na wczesnej emeryturze, a ich zajęciem jest jedynie pomnażanie własnego majątku i konsumowanie swojego sukcesu. Inni, podobnie jak Parker, dotąd z sukcesem inwestują pieniądze klientów i swoje.
Zasada nr 1
Kiedy kupić lub sprzedać, kiedy uciąć stratę, kiedy zabrać zysk?
„Trader, który nie ucina szybko swoich strat nie ma szans na sukces w długim okresie.”
Nasuwa się pytanie, co takiego tajemniczego i niezwykłego jest w metodzie Żółwi i CTA, że osiągają tak dobre wyniki w okresach przekraczających pod rząd nawet 10 lat. Na sukces inwestycyjny CTA i Turtles składa się cały szereg dość prostych zasad, które razem składają się na kompletny system lub raczej kompletną strategię inwestycyjną. Można wyliczyć najważniejsze jej czynniki. Pierwszą zasadę stanowi skuteczna strategia, która nie jest już okryta tajemnicą. Turtles zawarli pakt, że strategia będzie objęta tajemnicą do 1993 r. CTA wzorujące się na Turtles stosują najczęściej znane metody inwestycyjne. Praktycznie w 100 proc. są to metody mechaniczne, co pozwala wyeliminować najbardziej zgubny na rynkach inwestycyjnych element - słabość ludzkiej psychiki. równocześnie same systemy tradingowe, jakimi posługują się CTA, często należą do prostych narzędzi z systemami wybiciowymi, podążającymi za trendem. Problem z takimi systemami dla przeciętnego inwestora jest prawie nie do pokonania. Otóż, jeżeli inwestujemy na jednym rynku możemy nie przetrzymać jednego roku, gdy nie było trendu. A taka sytuacja należy do częstych. CTA, aby uniknąć takiego scenariusza obstawiają więcej niż jednego konia.
Zasada nr 2
Co i gdzie kupić/sprzedać?
„Jeżeli tradujesz na zbyt małej ilości rynków, odbierasz sobie szansę na uchwycenie trendu.”
Drugą ważną zasadą jest dywersyfikacja. CTA przeważnie stosują dosyć proste i sprawdzone strategie inwestycyjne. Robią to jednak na bardzo wielu rynkach jednocześnie. Tak szeroka dywersyfikacja pozwala na znaczne uniezależnienie się od koniunktury na poszczególnych rynkach. I tak jeżeli np. na rynku eurodolara i kontraktów na cukier nie było w danym roku wyraźnego trendu (co normalnie dla systemów trendowych oznacza dotkliwe straty), przy pełnej dywersyfikacji jednak znajdzie się rynek, gdzie wystąpił wyraźny trend (np. rynek ropy), a na kilku innych (np. mniej popularnych walutach jak np. dolar australijski lub kanadyjski) trend był przez kilka miesięcy w roku i nadal pozwalał zarobić. Przy takim podejściu jest naturalne, iż szanse, że chybimy z każdą inwestycją są niewielkie. Między innymi to pozwala wzorującym się na Turtles CTA na osiąganie dodatniej stopy zwrotu z roku na rok z nielicznymi wyjątkami.
Zasada nr 3
Pytanie nie brzmi czy kupić/sprzedać, pytanie brzmi: ile?
„Decyzja o tym, jak dużo kupić lub sprzedać jest bez wątpienia fundamentalna dla systemu, a to ona jest najczęściej pomijana lub źle stosowana przez traderów.”
Najlepsze CTA potrafią bardzo umiejętnie korzystać z instrumentu, jakim jest money management - czyli zarządzanie pozycją. Czołowe CTA podchodzą do tego problemu z ogromną uwagą, zapewniając często, że jest to kluczowy element ich strategii. Money management spełnia dwa zadania: daje dodatkową dywersyfikację i pozwala na kontrolowanie ryzyka, a prościej na zarządzanie stratami i zyskami w sposób bardziej optymalny. Istota, na jakiej opierają się dobre CTA, to zwiększanie zaangażowania na rynku, gdzie trend się pojawia i zmienność rośnie, i odwrotnie: szybkie zmniejszenie inwestycji na rynku, gdzie zmienność kursu maleje, a trend zanika. W tym celu Turtles opracowali unikalny, jak na swoje czasy, system wskaźników. Dzisiaj już tak wiele napisano o money management, że nie ma wątpliwości co do jego przydatności. Ciekawe, że tylko jedno się prawie nie zmieniło: nadal jest to aspekt najczęściej pomijany przez inwestorów.
Zasada nr 4
Z czym to się je? Czyli dobra strategia to nie wszystko.
„Najważniejszy aspekt udanego tradingu to konsekwencja, zaufanie do systemu i dyscyplina.”
Wszystkie wymienione czynniki składają się na kompletny system, jaki został nakreślony przez Richarda Dennisa ponad 20 lat temu i jaki jest stosowany przez jego naśladowców. Jak widać nie jest on szczególnie wyrafinowany i, co ważniejsze, powszechnie dostępny. Dlaczego więc mając podaną receptę na bycie bogatym tylko niektórzy z zarządzających kontami potrafią skutecznie utrzymać się na liście tych, którzy odnieśli sukces? I tutaj odpowiedź jest znana - skuteczność systemu zależy głównie od konsekwencji i dyscypliny. Psychika ludzka jest barierą, z jaką nie może sobie poradzić większość mierzących się z rynkiem. Tajemnica sukcesu tkwi w bardzo konsekwentnym trzymaniu się ustalonych zasad, tylko wtedy możemy być pewni, że one zadziałają. Tymczasem okres, kiedy będziemy czekali na nagrodę może się bardzo wydłużać - czekamy przecież na pojawiający się losowo i bardzo rzadko trend. W głowie tradera mnożą się pytania o to, czy te zasady na pewno działają, czy przypadkiem nie zmienił się rynek, czy nie warto nieco odejść od reguł w okresie, kiedy nie ma zysków, itd. te pytania rodzą wątpliwości, które z kolei niszczą dyscyplinę i konsekwencję. W finale reguły przestają działać, dlatego że przestają być stosowane, a nie dlatego, że są wadliwe. Większość inwestorów tego już nie widzi. Za dużo jest w nich emocji po stratach, jakich doświadczyli.
|
MARCIN GOLIK
WGI Dom Maklerski



























































