W Brukseli wciąż trwają prace nad nową dyrektywą tytoniową, która zakaże na terenie UE sprzedaży cienkich papierosów typu slim oraz ujednolici opakowania. W 2017 roku paczka papierosów będzie kosztować już ok. 18 zł. Polska branża tytoniowa jest zdruzgotana.

Image licensed by Ingram Image
Polska jest drugim największym producentem wyrobów tytoniowych w UE. W samych fabrykach tej branży pracuje ok. 6 tys. osób. Na papierosach zyskują też inni, choćby przy okazji innej działalności. Uprawą tytoniu zajmuje się 14,5 tys. gospodarstw rolnych, w których łącznie pracuje ok. 50 tys. ludzi. Handel detaliczny i hurtowy daje zajęcie ok. 500 tys. osób. Papierosy sprzedawane są w 120 tys. punktach sprzedaży w całej Polsce, a dla niejednego kiosku papierosy stanowią 40% obrotów.
8,5 mln palaczy w Polsce kupuje rocznie ponad 55 mld zł sztuk papierosów. Dzięki temu dochody do budżetu z tytułu akcyzy i VAT-u sięgają 20 mld zł. Przedsiębiorcy obawiają się, że po wejściu w życiu nowej unijnej dyrektywy pracę stracić może nawet co trzeci zatrudniony w branży tytoniowej. Dochody do budżetu mogą spaść od 3 do 5 mld zł.
| »W PE plany zaostrzenia dyrektywy tytoniowej |
Obecnie przeciętna cena paczki papierosów to ok. 11 zł. Akcyza od 2014 roku będzie systematycznie podnoszona, by w 2017 roku osiągnąć poziom z obecnych 188 zł do ok. 369 zł na 1000 sztuk papierosów. Zatem w ciągu najbliższych 4 lat paczka papierosów podrożeje do ok. 18 zł.
Unijna polityka tytoniowa jest prosta
Papierosy mają być drogie, niesmaczne i trudno dostępne. Cele dyrektywy jest obrzydzenie ich do granic możliwości. Zabronienie sprzedaży mentoli i slimów jest jednym ze środków do osiągnięcia celu. Osoby palące tylko mentole stracą wybór, co może ich zachęcić do rzucenia palenia. Ważna jest też unifikacja papierosów - większość ma być podobna w smaku i wyglądzie, dzięki czemu najpopularniejsze marki stracą swój elitarny charakter i ludzie zwyczajnie przestaną je kupować. Pomysł nie jest głupi, ale wciąż pozostaje dylemat, co zrobić z legalnym sektorem gospodarki, któremu grozi katastrofa.
![]() | » Papierosy mają być grube, brzydkie i niesmaczne |
Resort finansów dwa lata temu potwierdził swoje stanowisko, że stać nas na obniżenie dochodów z tytułu podatków zawartych w paczce papierosów, bo na leczenie skutków palenia wydajemy prawie połowę zysków z akcyzy. Co roku w Polsce główną przyczyną śmierci ok. 100 tys. ludzi jest nałóg tytoniowy. Kosztem alternatywnym dla gospodarki jest fakt, że gdyby ci ludzie żyli dłużej, to mogliby pracować, płacić podatki i tworzyć PKB. Dlatego samo ujęcie bilansowe - że wpływy do budżetu przewyższają wydatki - nie oddaje pełnego obrazu sytuacji.
Przemytnicze eldorado
Jednak branża tytoniowa ma jeszcze jeden poważny argument - przemyt. Szacuje się, że w niektórych rejonach Polski co druga sprzedawana paczka papierosów pochodzi z przemytu. Tracą na tym legalni producenci, a zyskuje szara strefa, która zaciera ręce na samą myśl o zaostrzeniu przepisów. Zyskują na tym kolosalne pieniądze, nawet kilka miliardów złotych rocznie.
Przeciwdziałanie nielegalnemu obrotowi papierosów przypomina odrobinę walkę z wiatrakami. Jednym z narzędzi jest zakaz przekraczania wschodniej granicy pieszo, co utrudnia przemyt tzw. mrówkom. Zakaz jest absurdalny w swej istocie, ale zawsze, gdy słyszymy o dziwnych przepisach, pierwszym podejrzanym jest system podatkowy. Papierosy na Wschodzie są nawet pięciokrotnie tańsze niż w Polsce, bo akcyza jest tam niższa.
Zachód też lubi puścić dymka
Być może uda nam się opóźnić wprowadzenie dyrektywy tytoniowej, ale nie mamy szans powstrzymać wprowadzenia zapowiedzianych zmian. Unifikacja i likwidacja slimów jest jak incepcja - raz zaszczepiona w umysłach przeciwników palenia, w końcu znajdzie swoje ujście w odpowiednich przepisach. Kłopoty polskiej branży tytoniowej nikogo w Brukseli nie obchodzą, a szkoda, bo wyroby tytoniowe to nasz hit eksportowy. 70% produkcji o wartości ok. 4 mld zł trafia na Zachód, którego mieszkańcy od czasu do czasu też lubią puścić dymka.
Nie współpracujemy z sąsiadami
Rozwiązanie problemu jest stosunkowo proste - należałoby wymusić na naszych sąsiadach zza Buga podniesienie cen do takiej wysokości, by przemyt był nieopłacalny. Równocześnie trzeba zaostrzyć kary za przemyt i uszczelnić granice. Na to się jednak nie zanosi. Przede wszystkim dlatego, że Warszawa nie jest Brukselą ani dla Kijowa, ani dla Mińska. O ile byłaby szansa dojścia do porozumienia z Ukrainą, która chce podpisać umowę stowarzyszeniową z UE, o tyle nie ma większych szans na współpracę z Białorusią. Nie uratuje nas to przed podwyżką cen, ale przynajmniej branża tytoniowa uchroni się przez nielegalną konkurencją.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl






























































