Niewydolność urzędów, kolejki i frustracja to chleb powszedni dla Ukraińców starających się o legalizację pobytu w Polsce. Wielu z nich przez długotrwałe procedury musi wracać, a niektórzy wprost przeciwnie – nie mogą wrócić.
Oboje pochodzą z Ukrainy i pracują w korporacjach z sektora finansowego. Do Wrocławia przeprowadzili się trzy lata temu. Natalia i Petro mają w Polsce dobrze płatną pracę i własne mieszkanie, nie mieli problemu z zaciągnięciem tutaj kredytu hipotecznego, a Petro otrzymał niedawno polskie obywatelstwo. Na drodze do szczęścia stoi rozczarowanie polskim egzekwowaniem prawa i nieprzygotowanie tutejszych urzędów do obsługi cudzoziemców.
Według przepisów czas na wydanie decyzji w sprawie karty pobytu wynosi maksymalnie 30 dni, a w szczególnie zawiłych przypadkach dwa miesiące. Natalia czeka na przedłużenie karty pobytu i pieczątkę w paszporcie już czwarty miesiąc, z końcem lipca bez tych dokumentów straci pracę. W urzędzie pocieszają ją, że „przecież nie zostanie pani deportowana”, podczas gdy chodzi tylko (a może aż) o legalny pobyt na terenie Polski.
[Aktualizacja] Na początku tygodnia Natalia uzyskała stempel w paszporcie, który potwierdza legalność pobytu, co oznacza, że ma możliwość kontynuowania zatrudnienia. Nadal czeka jednak na wydane karty pobytu.
Internetowy system zajmowania kolejki
Temat kolejek pod urzędami wojewódzkimi przewinął się przez media. Do momentu wprowadzenia we Wrocławiu systemu rejestracji kolejki przez internet, nie tylko tu do codziennych sytuacji należało spanie w samochodzie pod urzędem wojewódzkim.

– Wiemy, jak to wyglądało trzy lata temu w Warszawie. Kiedyś była „żywa kolejka” i miejsca w niej sprzedawano za duże pieniądze. Ktoś przyjeżdżał pod urząd wieczorem, zajmował miejsce i czekał do rana. Miejsca w Warszawie kosztowały od 50 złotych, podobno we Wrocławiu było znacznie gorzej i ceny dochodziły do 300 zł. Urzędnicy dostrzegli problem i wprowadzono rejestrację internetową – opowiada Natalia.
Wydawać by się mogło, że system internetowej rejestracji będzie wybawieniem dla tysięcy cudzoziemców. Okazało się jednak, że i ta forma zapisu była niewydolna.
– O 23:00 codziennie pojawiały się nowe miejsca na następny miesiąc. Czyli, jeśli mamy 20 lipca, to mogliśmy się zarejestrować na 20 sierpnia. Nikt nie znał limitu miejsc na dany dzień. Z mężem przez miesiąc próbowaliśmy zająć sobie miejsce, codziennie o godzinie 23:00 on siadał z laptopem, a ja ze smartfonem i czekaliśmy, aż pojawią się zielone okienka na stronie internetowej. O 23:00 okienka pojawiały się, my w nie klikaliśmy i znikały, nie było żadnych wolnych terminów. Nie znamy żadnych obcokrajowców, którym udało się zająć miejsce przez ten system – dodaje Natalia.
O skomentowanie tej sprawy poprosiliśmy Dolnośląski Urząd Wojewódzki. Odpowiedź uzyskaliśmy 24 lipca, kiedy to urząd wprowadził zmiany w systemie. – Mając na względzie niedoskonałości i odnotowane nieprawidłowości w funkcjonowaniu internetowej rejestracji wizyt w Wydziale Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców DUW we Wrocławiu, od 24 lipca 2017 r. wprowadzony został nowy system telefonicznej rejestracji wizyt, który zastąpi dotychczasowy – wyjaśnia Patrycja Czerwińska z biura prasowego urzędu wojewódzkiego.
Ustawowo miesiąc, w praktyce – rok
Sytuacja Natalii wydaje się nieskomplikowana – żona polskiego obywatela, pracuje w Polsce na podstawie dotychczasowej 3-letniej karty pobytu. Z uwagi na to, że ważność karty kończy się w ostatnich dniach lipca, w kwietniu złożyła wniosek o przedłużenie karty pobytu. Do tej pory nie dostała nawet pieczątki w paszporcie.
Dolnośląski Urząd Wojewódzki nie przeczy, że czas oczekiwania jest wydłużany: "Kwestie związane z terminowością postępowań administracyjnych dotyczących legalizacji pobytu cudzoziemców są problemem ogólnokrajowym, z którym borykają się wszystkie wydziały spraw obywatelskich i cudzoziemców w 16 województwach oraz organ II stopnia. Lawinowy wzrost liczby składanych przez cudzoziemców wniosków o legalizację pobytu do Wojewody Dolnośląskiego spowodował, że postępowania administracyjne toczą się z przekroczeniem terminów ustawowych".
Warte odnotowanie jest to, że lawinowy wzrost wniosków obserwuje się od kilku lat. Oksana Yuryk z Fundacji Ukraina tak komentuje omawianą sprawę: – Te problemy są znajome niemalże każdemu, kto się stara o pobyt czasowy, stały czy nawet tylko pieczątkę w paszporcie, bo właśnie czeka na którąś z kart w DUW. Wynika to ze zbyt małej liczby pracowników. Dla porównania: w 2011 r. wydanych kart pobytu było ok. 1500, a w 2016 - 7000 - i to tylko wydanych, nie mówię już o tym, ile wniosków złożono. Natomiast liczba pracowników pozostała prawie taka sama jak w 2011 r. Ten problem akurat ciężko rozwiązać, ponieważ na zwiększenia liczby etatów nie ma dofinansowania – wyjaśnia Yuryk.
Powyższe dane potwierdza sam Dolnośląski Urząd Wojewódzki, podając następujące liczby dot. wniosków, które wpłynęły do urzędu:
– W 2014 r. do Wojewody Dolnośląskiego wpłynęło 4819 wniosków o pobyt czasowy, w 2015 r. 9889 wniosków, w 2016 r. 13 845 wniosków, a w 2017 r. (stan na dzień 24.07.2017 r.) 8311 wniosków – wylicza Czerwińska z DUW. Jak dodaje w rozmowie z Bankier.pl, zadaniami związanymi z legalizacją pobytu i pracy cudzoziemców zajmuje się łącznie 36 pracowników.
„To problem ogólnokrajowy”
Jak wspominaliśmy wcześniej, biuro prasowe Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego podaje, że problem przekraczania terminów to zjawisko o charakterze ogólnokrajowym. Z rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z Yuryk z Fundacji Ukraina oraz z wypowiedzi Petro i Natalii, płyną nieco inne wnioski.
Project manager z Fundacji Ukraina opisuje, jak ograniczono problem z obłożeniem wydziałów spraw obywatelskich i cudzoziemców w innych miastach wojewódzkich. – W Poznaniu rozwiązali ten problem poprzez wprowadzenie przejrzystego systemu internetowego, w którym widać, jak przebiega twoja sprawa, można też sprawdzić adnotacje urzędnicze. W województwie mazowieckim też nie ma takich kłopotów i z tego, co udało nam się ustalić, Dolnośląski Urząd Wojewódzki jest najbardziej problematycznym. W mazowieckim utworzono punkt przyjmowania wniosków w Centrum Wielokulturowym – wylicza Yuryk.
- Nie tylko my jesteśmy w takiej sytuacji. Można o tym poczytać na forach przeznaczonych dla Ukraińców mieszkających we Wrocławiu. Prawdopodobnie tylko tutaj tak wygląda załatwianie spraw w urzędach. DUW nie jest dostosowany do liczby obcokrajowców – czy we Wrocławiu byłoby ich 15, czy 100 tysięcy, to nie zmieniłaby się liczba inspektorów. To jasne, że mogą się nie wyrabiać – mówi Natalia, która podkreśla, że nie zależy jej na specjalnym traktowaniu, tylko na respektowaniu obowiązujących terminów.
Skargami się nikt nie przejmuje
W oczekiwaniu na jakąkolwiek decyzję z urzędu wojewódzkiego, małżeństwo postanowiło złożyć skargę. Wcześniej złożyli wniosek o przyspieszenie rozpoznania sprawy i kilkakrotnie rozmawiali z pracownikami DUW. 14 czerwca wniosek o przyspieszenie został przyjęty, ale nic się z tego tytułu nie zadziało. – Pracownica wydziału ds. obcokrajowców na moją prośbę o wyjaśnienie sytuacji, odpowiedziała „dlaczego się pani martwi, przecież pani nie deportują, bo ma pani męża, który jest polskim obywatelem”. Ale co z tego – ja chcę pracować legalnie – mówi Natalia.
– W treści wyjaśniłam, czego dotyczy sytuacja i jakie kroki zostały do tej pory poczynione. Poprosiłam o wyjaśnienie, dlaczego jest łamane prawo w zakresie ustawy o cudzoziemcach. Mówi ona o tym, że w ciągu 7 dni od złożenia wniosku wojewoda powinien wezwać celem osobistego wstawiennictwa i umieścić stempel w paszporcie potwierdzający złożenie wniosku i zgodność dokumentów z oryginałami. Kolejne przepisy dotyczą kodeksu postępowania administracyjnego, który mówi, że każdy wniosek wpływający do organu administracji publicznej powinien być rozpatrzony w ciągu miesiąca, w szczególnie trudnych i skomplikowanych sytuacjach – w ciągu dwóch. Skargę złożyłam miesiąc temu, do tej pory bez odpowiedzi. Domyślam się, że skoro jeszcze nie odpowiedzieli, to nie odpowiedzą – przedstawia sytuację Natalia.
O pomoc małżeństwo zwróciło się do radcy prawnego. – Poinformował nas, że wielu przychodzi do niego w sprawie opieszałości urzędników. Dodał również, że wie ze swoich źródeł o tym, że obecnie rozpatrywane są wnioski z lutego. Czyli my możemy się spodziewać rozpoznania sprawy we wrześniu lub październiku. Powiedziano nam, że możemy pisać te skargi, ale jeśli inspektor ma dwieście nieodebranych e-maili, to nie znajdzie czasu na nasze zażalenie – mówi Natalia.
Kwestię złożonych skarg poruszyliśmy również z DUW. W rozmowie otrzymaliśmy zapewnienie, że odpowiedzi na skargi są udzielane stronom w ustawowym terminie wynikającym z przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego.
"Przecież pani nie deportują"
Przytoczona wcześniej odpowiedź jednego z inspektorów DUW obrazuje, w jaki sposób często postrzegani są Ukraińcy.
Jednak, co podkreśla w rozmowie z Bankier.pl Petro, Ukraińców nie powinno się traktować jako utrapienia dla polskiej gospodarki. – W większości przypadków przyjeżdżają tu ludzie, którzy pracują legalnie, odprowadzają podatki, niektórzy prowadzą tutaj biznes, konsumują na rynku lokalnym, czyli są dla państwa zyskiem, a nie utrapieniem. Znamy również takie przypadki, że Ukraińcy przyjechali tutaj do pracy i ze względu na czas procesowania zezwolenia wracają do domów. Nikomu z naszych znajomych nie odpowiada taka sytuacja, nikomu ta opieszałość nie jest na rękę. Mieszka tu również rzesza ludzi, którzy na Ukrainie zarabiali bardzo dobrze, ale przyjechali po prostu po lepszą jakość życia i sprawniej działające prawo – opowiada Petro.
– Nie sposób odnosić się do subiektywnych ocen dokonywanych przez niezadowolonych klientów Wydziału Spraw Obywatelskich u Cudzoziemców Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Należy jednak podkreślić, iż wszyscy pracownicy Wydziału starają się realizować swoje obowiązki w sposób sumienny, rzetelni i profesjonalny – odpowiada na zarzut lekceważącego traktowania petentów w DUW Czerwińska z biura prasowego urzędu.























































