REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Jak wygląda kariera mistrzyń drugiego planu

2006-04-12 06:05
publikacja
2006-04-12 06:05
Asystentki prezesów: w ich pracy nie chodzi wcale o parzenie kawy czy noszenie za szefem teczki, lecz o pomoc i wsparcie, lojalność i pracowitość. Oraz godzenie się na trwanie w cieniu…

Wiek: 25 lat. Najwyżej. Wzrost: 170 centymetrów. Minimum. Włosy: blond, długie. Znaki szczególne: ponadprzeciętnie długie nogi. Według wciąż pokutujących opinii tak powinna wyglądać idealna asystentka. Mówi „dzień dobry”, „bardzo mi miło” i jeszcze – „czego się pan napije”. Taki chodzący ideał wita gości w jednej z firm ubezpieczeniowych. Nie o nim jednak będzie ta historia. Tym bardziej że – jak twierdzi Hanna Mazurowska, asystentka prezesa firmy Bayer w Polsce – nie jest to obrazek w świecie biznesu typowy.

– W Polsce pokutuje opinia, że młode długonogie dziewczyny są wizytówką polskiego biznesu – mówi. – Tymczasem również w naszym kraju obowiązują standardy funkcjonujące w innych państwach UE, gdzie asystentkami są osoby doświadczone i odpowiedzialne.

– Bo nie o to chodzi, by szef mógł zaimponować koledze prezesowi – dodaje Joanna Tafil, asystentka Thomasa Kolai, szefa firmy konsultingowej Kolaja & Partners. – Ważniejsze, żeby asystentka dawała przełożonemu realne wsparcie, ułatwiała pracę, była rzeczywiście prawą ręką przełożonego.

Kimś takim, jak np. Aleksandra Trzcińska dla doktor Ireny Eris. – Sama kilkakrotnie spotkałam się z pytaniem: „nie szkoda cię do odbierania telefonów i parzenia kawy?” – mówi Trzcińska. – Nie mam kompleksów i robiąc sobie kawę, mogłabym bez problemu zaparzyć ją także Irenie, ale nie taka jest moja rola.

Obsługa ekspresu nie jest też podstawą działalności Joanny Tafil, Anny Kosior, Hanny Mazurowskiej czy Moniki Asztemborskiej. Wszystkie one przyznają, że ten „kawowy” stereotyp nieco je irytuje. A setki innych potencjalnych kandydatek do zawodu – po prostu odstrasza. Przekonała się o tym Joanna Tafil, gdy udzielała się społecznie w Europejskim Stowarzyszeniu Asystentek.

– Tam były różne dziewczyny, również takie, które nie lubiły swojej pracy – przyznaje. – Te od podawania napojów i wykonywania prostych poleceń. Były sfrustrowane, tym bardziej że podczas rekrutacji oczekiwano od nich wyższego wykształcenia, znajomości języków, doświadczenia. Później okazywało się, że to nie jest potrzebne, że wystarcza umiejętność pisania na komputerze i właśnie... parzenie kawy. Czuły, że się nie rozwijają, myślały tylko o tym, jak znaleźć lepszą pracę.

Według Anny Kosior, szefowej sekretarek w polskim oddziale White & Case, prawej ręki partnera zarządzającego – mecenasa Witolda Daniłowicza – to dlatego ten zawód jest sporadycznie wybierany przez mężczyzn. Owszem, asystenci polityczni czy prawni gotowi są pracować nawet społecznie. Ale zazwyczaj panowie podejmują się tego zajęcia nie dla dobra swojego szefa, lecz dla osobistej kariery. Stąd tak rzadko na wizytówkach pracowników dużych firm pojawia się napis „asystent”. Wyjątek stanowi... Aleksandra Trzcińska. Użyła rodzaju męskiego świadomie, bo to brzmiało poważniej.

Jak się trafia do takiej pracy? Aleksandra Trzcińska jest aktorką i przez 15 lat pracowała w teatrze, później była menedżerką Edyty Górniak oraz Natalii Kukulskiej. Jest żoną kompozytora Wojciecha Trzcińskiego, współwłaścicielką warszawskiej Fabryki Trzciny.

Irenę Eris upatrzyła sobie dużo wcześniej. Pierwszy raz spotkała ją w 1994 r., kiedy szukała sponsorów trasy koncertowej Edyty Górniak. – Irena nie była tym zainteresowana, ale spotkanie z nią głęboko zapadło mi w pamięć – wspomina Trzcińska. – Dlatego osiem lat później, po ukończeniu podyplomowych studiów public relations, napisałam do dr Eris podanie o pracę. Niestety, w jej firmie dział PR był już wówczas obsadzony. Wtedy Trzcińska dołączyła do męża i wspólnie z nim budowała sukces Fabryki Trzciny. I właśnie tam dwa lata później obie panie spotkały się po raz trzeci. Trzcińska dostała propozycję zostania osobistą asystentką dr Eris.

– Irena powiedziała, że myślała o tym znacznie wcześniej, ale obawiała się, że zatrudnienie mnie w takim charakterze stworzy niepotrzebną barierę między nią a pracownikami – tłumaczy Aleksandra Trzcińska.

Joanna Tafil i Monika Asztemborska przyznają, że asystentkami zostały trochę z przypadku. – To bardzo przeciętna historia: studiowałam zaocznie zarządzanie biznesem, studia były płatne i aby móc samodzielnie płacić za naukę i za mieszkanie, musiałam iść do pracy – wspomina Joanna Tafil. – A moje umiejętności wystarczały wtedy akurat, żeby zostać asystentką (wówczas innego prezesa) – obsługującą komputer, mówiącą po angielsku, dyspozycyjną. Czyli – sytuacja tymczasowa. Po studiach Tafil znalazła u Kolai posadę... osobistej asystentki. Wtedy nabrała przekonania, że chce, by tak zostało.

Podobnie było z Moniką Asztemborską. Młoda germanistka tuż po studiach zaczęła szukać pracy. – Miałam doświadczenie w pilotowaniu niemieckich wycieczek po Polsce, a w planach założenie biura tłumaczeń – mówi Asztemborska. – Trafiłam jednak na rozmowę do PricewaterhouseCoopers, nie mając wówczas bladego pojęcia, czym oni się dokładnie zajmują. Trochę przerażały mnie sztywne biurowe wnętrza i powaga panująca w firmie. Tym bardziej że w spółce, w której równolegle starałam się o pracę, atmosfera wydawała się bardziej na luzie. Mimo to została w PwC – jako asystentka Wilhelma Simonsa, partnera odpowiedzialnego za cały dział audytu.

Z kolei Hanna Mazurowska i Anna Kosior od początku wiedziały, co chcą robić. Czy kiedyś żałowały decyzji o wyborze profesji? Ani przez chwilę. – Jestem w Bayerze od dziesięciu lat i cały czas ta praca sprawia mi radość – mówi Hanna Mazurowska. – Moje obowiązki codziennie stawiają przede mną nowe wyzwania, dzięki czemu rozwijam się zawodowo. Zapałem i energią tryskają również pozostałe cztery rozmówczynie mm. Gdzie leży sekret ich entuzjazmu? Dlaczego się nie frustrują, jak większość ich koleżanek po fachu?

Wszystkie są zgodne – ich praca nie sprowadza się do wykonywania mechanicznych czynności. Mają szanse się wykazywać, forsować własne pomysły.

– Tom kiedyś powiedział, a ja wbiłam to sobie do głowy, że w każdej firmie, a w naszej w szczególności, jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia, trzeba tylko mieć inicjatywę – mówi Joanna Tafil. – Każdy pomysł, jeżeli jest dobry i zostanie zaakceptowany przez szefów, da się zrealizować. I każdy z pracowników może się nim indywidualnie zająć.

Oczywiście pod warunkiem że ma się do tego predyspozycje i wie, jak swój cel zrealizować. Dlatego Joanna Tafil organizuje szkolenia dla asystentek z firm, z którymi współpracuje, Hanna Mazurowska robi zestawienia wydatków spółki na usługi prawnicze, a Monika Asztemborska z pasją tłumaczy z niemieckiego. To nie leżało w zakresie ich obowiązków – same chciały.

Kiedy mowa o zakresie obowiązków, Aleksandra Trzcińska uśmiecha się nieznacznie. Trudno jej wymienić wszystko, co do tego zakresu należy. Robi to, co trzeba, czyli... – Trafia do mnie cała korespondencja: od próśb o wsparcie finansowe, po zaproszenia na międzynarodowe konferencje naukowe, czyli wszystko, co jest kierowane do dr Eris – wylicza Trzcińska. – Opracowuję materiały dla prasy, organizuję spotkania, imprezy, przygotowuję prezentacje i wystąpienia Ireny. Archiwizuję materiały medialne, prowadzę kalendarz spotkań i reguluję ruch wokół jej osoby. Od stycznia czasowo przejęłam obowiązki szefowej PR. Ostatnio równocześnie przygotowywałam materiały na konferencję prasową w Chinach, wywiad do Nowego Jorku, artykuł do niemieckiej edycji „Elle” oraz case study firmy do międzynarodowego wydawnictwa o marketingu. Taka praca wymaga kreatywności, więc moja artystyczna dusza dobrze się w niej czuje.

Żeby mogły sprostać wymaganiom, musiały zdobyć zaufanie szefów. A to nie dzieje się z dnia na dzień. Annie Kosior udało się to jednak na tyle skutecznie, że razem z mecenasem Witoldem Daniłowiczem przeszła do White & Case z poprzedniej firmy. – Pracuję z mecenasem już od kilkunastu lat, bardzo dobrze się rozumiemy, ma do mnie i mojej pracy duże zaufanie – tłumaczy Anna Kosior. – To ważne, tym bardziej że w kancelarii prawnej jest dużo pracy nad ważnymi dokumentami i często właśnie asystentki oraz sekretarki muszą dopilnować, by wychodzący od nas materiał spełniał wszystkie wymogi formalne.

Specyfika pracy w kancelarii prawnej polega m.in. na tym, że o wielu transakcjach asystentki dowiadują się znacznie wcześniej niż „rynek”. Taka wiedza musi pozostać i zawsze pozostaje wyłącznie w firmowych dokumentach. Ale dyskrecja to atut każdej profesjonalnej asystentki, nie tylko tej pracującej w firmie prawniczej.

Dla Moniki Asztemborskiej początki budowania wzajemnych relacji z szefem nie należały do najłatwiejszych. – Przez pierwsze dwa tygodnie, gdy Wilhelm czegoś potrzebował, nie zwracał się bezpośrednio do mnie, tylko raczej do mojej koleżanki – wspomina Asztemborska. – Byłam tym trochę zaniepokojona. W końcu przełamali lody i teraz, po sześciu latach, rozumieją się bez słów. Wilhelm Simons często powtarza: „co ja bym bez pani zrobił”. Simons zwraca się do asystentki per „pani”, bo... bardzo mu się to polskie słowo podoba.

– Wilhelm jest bardzo zajęty, pracuje równolegle nad kilkoma projektami, często prosi mnie o jakiś dokument czy segregator, a wtedy nie musi tłumaczyć od początku do końca, o którą sprawę chodzi – mówi Monika Asztemborska. – Rzuca hasło, a ja po prostu wiem, w czym rzecz. Jest to szczególnie ważne, kiedy dzwoni po jakąś informację, będąc w podróży.

Asystentka Simonsa przyznaje, że coraz częściej intuicyjnie wie, o co szef chce zapytać, co mu będzie potrzebne. Podobnie jest w przypadku Anny Kosior. Dlatego na szczególnie ważne negocjacje lub podpisanie większych kontraktów mecenas Daniłowicz zabiera ją po prostu ze sobą. – Banalna rzecz, czasem trzeba przepisać odręczne notatki mecenasa, a ja znam jego charakter pisma, więc zrobię to szybciej niż inne osoby – opowiada o swojej pracy Anna Kosior.

Czasem w rozmowie z szefem słyszy sformułowanie typu: „w tym protokole sprzed dwóch dni...” Pracując z nim pamięta, co to był za protokół, ale ktoś z zewnątrz nie potrafiłby tego odgadnąć. Mecenas w żartach może już nawet powiedzieć o niej: „mój podręczny bank pamięci”.

Czytanie w myślach nie jest jednak proste, dlatego Hanna Mazurowska już od dawna korzysta z sugestii jednego ze swoich poprzednich szefów, który mawiał, że „lepiej dwa razy zapytać, niż raz się pomylić”. Takie podejście („nie jestem pewna, więc zapytam”) wymaga sporej dawki pokory. Pokory wobec samego siebie i wobec tego, co się robi. Jak podkreśla Aleksandra Trzcińska, ważne jest, by asystentka, nawet najbardziej energiczna i kreatywna, nie pchała się na pierwszy plan.

– W tej pracy nie ma miejsca na chore ambicje – tłumaczy. – Nie przeszkadza mi, że jestem na drugim planie. Może miałabym z tym problem, gdybym pracowała dla kogoś innego, ale Irenę szanuję, podziwiam i zwyczajnie, po ludzku, lubię.

Istotne jest dla niej, by czuć się docenianą. Jak sama mówi, przy tylu obowiązkach musiała zrezygnować z życia towarzyskiego i kulturalnego, niewiele ma też czasu dla rodziny. Ale za to miło jej usłyszeć słowa: „jesteś niezastąpiona, co ja bym bez ciebie zrobiła”.

Asystentki niedowartościowane nadal stanowią znaczną część tej grupy zawodowej, a w efekcie i prezesom trudno znaleźć idealną bohaterkę „drugiego planu”. Ale, jak powiadają starzy aktorzy, na drugim planie najlepiej wypada się wtedy, gdy plan pierwszy także jest odpowiednio obsadzony.

Aleksandra Gieros

CV - Joanna Tafil
WYKSZTAŁCENIE:
Wyższa Szkoła Zarządzania, The Polish Open University, Wydział Zarządzania Biznesem
DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE:
2002 – dziś: CII Group Polska/Kolaja & Partners; Senior Executive Assistant, Personal Assistant
1998 – 2002: Curtis Group, asystentka prezesa zarządu

CV - Monika Asztemborska
WYKSZTAŁCENIE:
1994 – 1999: Uniwersytet Warszawski; kierunek – filologia germańska
X 1998 – II 1999: Uniwersytet w Hamburgu; kierunek – germanistyka; stypendium naukowe Sokrates-Erasmus
VI 1999: Ukończenie studiów z tytułem magistra
DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE:
2000 – obecnie: PricewaterhouseCoopers, Warszawa; asystentka partnera zarządzającego w dziale Audytu i usług doradczych oraz Sekcji Niemieckojęzycznej (German Desk)
1995 – 1999: Pilot wycieczek zagranicznych
JĘZYKI OBCE:
Niemiecki – biegły w mowie i piśmie
Angielski – znajomość dobra
Rosyjski – znajomość podstawowa

CV - Anna Kosior
WYKSZTAŁCENIE:
2003 – obecnie: Wyższa Szkoła Handlu i Prawa im. R. Łazarskiego w Warszawie, kierunek – administracja
1988 – 1990: Państwowe Studium Stenotypii i Języków Obcych w Warszawie, ul. Ogrodowa 16
PRZEBIEG PRACY ZAWODOWEJ:
październik 1993 – obecnie: head secretary w kancelarii prawnej White & Case
listopad 1991 – wrzesień 1993: head secretary w kancelarii prawnej Vinson & Elkins
październik 1990 – listopad 1991: asystentka dyrektora generalnego w firmie konsultingowej EVIP International Ltd.
ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW:
polski, angielski, rosyjski

CV - Aleksandra Trzcińska
PRZEBIEG PRACY ZAWODOWEJ:
Po kilkunastu latach pracy w teatrze (STU/STARY – Kraków, STUDIO – Warszawa) założyłam własną agencję artystyczną.
Przez kilka lat (1993 – 1998) prowadziłam karierę Edyty Górniak, potem – Natalii Kukulskiej, dwóch młodziutkich wokalistek, należących wówczas do ścisłej czołówki polskiego rynku muzycznego.
Następnie odeszłam z show-biznesu, ukończyłam Studium Podyplomowe Public Relations w warszawskiej SGH i wspólnie z mężem budowałam sukces jednego z najciekawszych miejsc w Warszawie – Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny.
Kiedy Fabryka zdobyła już pozycję na kulturalnej mapie stolicy, przyjęłam propozycję dr Ireny Eris. Od 2004 r. pełnię funkcję jej osobistej asystentki.
ZAWÓD: Aktorka teatralna. Absolwentka krakowskiej PWST.
STAN CYWILNY: Od 20 lat żona Wojciecha Trzcińskiego.

CV - Hanna Mazurowska
PRZEBIEG PRACY ZAWODOWEJ:
1996 – obecnie: Bayer sp. z o.o.
1998 – obecnie: asystentka prezesa zarządu
WYKSZTAŁCENIE:
2003 – 2004: Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Studium Podyplomowe: Fundusze Strukturalne Unii Europejskiej
2001 – 2003: Uniwersytet Warszawski, Marketing i Zarządzanie
1996 – 1999: Szkoła Główna Handlowa, Marketing i Zarządzanie; praca licencjacka z zakresu public relations
1994 – 1995: Ruhr-Universität-Bochum, wykłady z języka niemieckiego przygotowujące na studia uniwersyteckie
1992 – 1994: Studium Hotelarsko-Gastronomiczne przy ul. Krasnołęckiej w Warszawie; kierunek – stenotypia z korespondencją w językach obcych
Indywidualny kurs języka angielskiego
Kurs języka niemieckiego – Goethe Institut
Kurs języka niemieckiego – Lingwista
Kurs komputerowy w języku niemieckim – Instytut Austriacki
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~yurek
Gratulacje dla tych co mają jakieś sukcesy, innych to boli a ja sie cieszę.
~Asystent społeczny
To mamy kobiety sukcesu. Pamiętam z innej gazety opis recepcjonistki, która po okresie stażu dostała stałą pracę. I też przedstawiono to jako sukces. Być może dyrektorzy poskarżyli się redaktorom na kłopoty z rekrutacja i stąd ten artykuł.
~piotrek
oj jak Cie ugryzlo ze sobie dziewczyny jakos radza
~liberal
po co ten artukul? dziwne i calkowicie zbedne - no chyba ze lansujemy kolejna GWIAZDY do "Tanca z Gwiazdami" ;)

Powiązane: Studia

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki