Inflacja CPI w USA wprawdzie zbliża się do celu, lipcowy odczyt był jednak delikatnie niższy od oczekiwań analityków. Najważniejsze dla rynków jest to, jak dane zinterpretuje Rezerwa Federalna.
Amerykański wskaźnik cen dóbr i usług okazał się w lipcu wyższy o 1,7 proc. niż przed rokiem. Tymczasem ze wskazań analityków wynikało, iż spodziewają się oni odczytu wyższego o 1,8 proc. W czerwcu wskaźnik inflacji CPI wyniósł 1,6 proc. Cel Rezerwy Federalnej to dynamika na poziomie 2 proc. w długim okresie.
Również 1,7 proc. wyniosła w lipcu inflacja bazowa CPI. Ten odczyt okazał się zgodny z oczekiwaniami. W ujęciu miesiąc do miesiąca zarówno bazowy, jak i zwykły wskaźnik cen i usług wzrosły o 0,1 proc.
Choć różnice pomiędzy odczytami, a oczekiwaniami były naprawdę niewielkie, wystarczyło to, by mocno wpłynąć na rynki. Reakcję obserwowano przede wszystkim na walutach, gdzie dolar zaczął się gwałtownie umacniać. Przykładowo do euro, do którego jeszcze przed publikacją danych zyskiwał, po publikacji zyskuje zaś euro i to 0,4 proc. Podobnie sytuacja wygląda na parze ze złotym, tutaj "zielony" traci 0,3 proc. Ruch było widać także na kontraktach futures na indeks S&P 500, który dzięki danym z lekkich minusów wskoczył ponad kreskę.
Osłabienie dolara i poprawa nastrojów na giełdzie mają związek z oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych ruchów Rezerwy Federalnej. Ostatnie mocne dane z rynku pracy mogły sugerować, że kolejna podwyżka stóp procentowych będzie miała miejsce jeszcze w grudniu. Niższa od oczekiwań inflacja daje z kolei pretekst do dywagacji o opóźnieniu jej przynajmniej do marca.
Świetnie obrazuje to narzędzie FedWatch Tool pozwalające szacować na podstawie kontraktów oczekiwania rynku dotyczące stóp procentowych. Tuż przed publikacją danych o inflacji prawdopodobieństwo tego, że aż do grudnia włącznie nie będzie podwyżki oceniano na 50,6 proc. Po pokazaniu danych skoczyło ono do 60,3 proc. Poniżej 50 proc. spadła nawet szansa na podwyżkę do marca włącznie (49,2 proc.), choć przed danymi wyraźnie poziom ten przekraczała. Z danych FedWatch Tool wynika, że obecny konsensus zakłada podwyżkę dopiero w maju.
Warto w tym kontekście przypomnieć choćby słowa Jamesa Bullarda (prezes Fed z St. Louis), który przed tygodniem ocenił, że ostatnie odczyty inflacji w USA zaskoczyły i były "nieoczekiwanie niskie", co stawia pod znakiem zapytania, czy inflacja rzeczywiście powraca do 2-proc. celu. Tym samym, jego zdaniem, stopy procentowe w USA powinny pozostać na obecnym poziomie w krótkim terminie. Dodał, że 4,3-proc. bezrobocie, najniższe od 16 lat, nie jest w stanie wygenerować znaczącej presji inflacyjnej.
Do grudnia jeszcze jednak sporo czasu i wiele jeszcze na rynku może się zmienić. Po drodze, oprócz nowych partii danych, inwestorów czekają jeszcze dwa posiedzenia decyzyjne Rezerwy - we wrześniu i listopadzie. Pod lupę będą brane nie tylko argumenty za i przeciw podwyżce stóp, ale i informacje dotyczące ewentualnego zmniejszania bilansu Fedu.
Adam Torchała






























































