Euforia w niemieckim biznesie sięga zenitu. Jeszcze nigdy wcześniej menedżerowie znad Renu nie oceniali swojej gospodarki tak optymistycznie – wynika z czerwcowej ankiety instytutu Ifo.


Indeks Ifo w czerwcu osiągnął wartość 115,1 punktów, przebijając zarówno dotychczasowy rekord sprzed miesiąca (114,6 pkt.) jak i medianę oczekiwań ekonomistów (114,4 pkt.). Tak wysokiego odczytu nie odnotowano jeszcze nigdy w sięgającej grudnia 1991 roku historii tego wskaźnika. Indeks Ifo powstaje na bazie ankiet przeprowadzonych na grupie ok. 7000 menedżerów.
Absolutne rekordy bije ocena bieżącej koniunktury gospodarczej. Subindeks ten wzrósł do 124,1 pkt. wobec 123,3 pkt. odnotowanych w maju. Takiego optymizmu nie widziano ani w szczycie kredytowego szaleństwa roku 2007, ani w połowie roku 2011, gdy niemiecka gospodarka wspomagana miliardami euro ulg podatkowych wyszła na prostą po głębokiej recesji w 2009 roku.
Trudno się dziwić radości niemieckiego biznesu, skoro cała Europa rzuciła się kupować samochody, a przemysł motoryzacyjny to wizytówka gospodarki RFN. Konsumpcja niemieckich wyrobów rośnie także na południu Europy, choć rzadko kiedy wspomina się, że to de facto zasługa kredytu z niemieckiego Bundesbanku.
Cieszą się firmy przemysłowe, ale wręcz zachwycone są przedsiębiorstwa budowlane, gdzie koniunkturę napędza tanio kredyt pompujący ceny nieruchomości i zachęcający do stawiania nowych mieszkań.

Mimo to oczekiwania na następne pół roku pozostają dość stonowane. Subindeks ten wzrósł w czerwcu do 106,8 pkt. ze 106,5 pkt. miesiąc wcześniej i 103,2 pkt. przed rokiem. To wciąż poziom niższy od rekordowych odczytów z wiosny 2011 czy jesieni 1994.
Najnowsze „miękkie” dane makroekonomiczne z Niemiec sugerują wręcz boom gospodarczy u naszych zachodnich sąsiadów. Żeby jednak nie popadać w nadmierny optymizm, wypadałoby dodać, że „boom” w niemieckiej gospodarce w obecnych warunkach przekłada się na wzrost PKB rzędu... 2% rocznie.
Krzysztof Kolany































































