Hossa na Wall Street dziś obchodzi 6. urodziny, osiągając wiek szkolny. To jeden z najdłuższych – choć wcale nie najmocniejszych - rynków byka w historii Stanów Zjednoczonych. Równocześnie wyceny amerykańskich spółek śrubują historyczne rekordy.


Dokładnie 6 lat temu - 9 marca 2009 roku – indeks S&P500 wyznaczył najniższy od 15 lat kurs zamknięcia (676,53 pkt.) po tym, jak sesję wcześniej (w piątek, 6. marca) zatrzymał się na wysokości 666 pkt. Od tego czasu najważniejszy giełdowy indeks świata więcej niż potroił swą wartość, 2. marca ustanawiając absolutny rekord wszech czasów (2.117,39 pkt.).

Sześcioletnia hossa na Wall Street nie zdarza się zbyt często. W przypadku Dow Jonesa od roku 1900 tylko 5 razy rynek byka trwał dłużej niż 5 lat. W trwającej od roku 1923 historii indeksu S&P można wyróżnić 11 okresów wzrostowych, z których najlepszy rozpoczął się po krachu z października 1987 („czarny poniedziałek”) do pęknięcia bańki internetowej wiosną 2000 roku. S&P500 rósł wtedy przez 153 miesiące, dając zarobić łącznie 516%.
Na tle tego rekordu obecna hossa wypada dość blado (72 miesiące i 213%), ale to wyniki wyższe od historycznych średnich. Mediana czasu trwania hossy w USA to 53,5 miesiąca, a stopy zwrotu to 134,8%. W tym ujęciu coś, co może przejść do historii jako „Bernanke’s bull”, trwa już dość długo i pozwoliło zarobić całkiem sporo.
Obecną hossę przebijają jedynie „szalone lata 20-te” (i krach z roku 1929), powojenna prosperity (zakończona wojną w Wietnamie i kryzysami naftowymi), bańka internetowa (i następująca po niej 3-letnia bessa) oraz boom kredytowy z lat 2003-07 (zakończony krachem po upadku Lehman Brothers). Historyczne analogie nie są tu zbyt zachęcające i zapowiadają silne tąpnięcie, być może zanim giełdowy byk wyhodowany przez Bena Bernanke uczci swe 7. urodziny.

W globalnym zalewie taniego pieniądza bardzo pouczający jest powyższy wykres, prezentujący indeks S&P 500 po uwzględnieniu oficjalnej inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych. Dopiero w listopadzie 2014 roku S&P500 pobił w kategoriach realnych poprzedni szczyt z sierpnia 2000 roku. Przez ostatnie 15 lat amerykańskie akcje realnie pozwoliły zarobić... 3,1%. Trochę słabo jak na okres, który przyniósł dwie spektakularne hossy.
Za to wyśrubowane do granic (?) możliwości są wyceny amerykańskich spółek. Indeks S&P500 jest notowany przy 19,6-krotność zysków za ostatnie 4 kwartały. Wskaźnik ten rośnie do 27,35, jeśli jako punkt odniesienia przyjąć uśrednione i skorygowane o inflację zyski za ostatnie 10 lat – to tyle samo co w szczycie poprzedniej hossy jesienią 2007 roku.

Wyższe wyceny obserwowano jedynie dwukrotnie: podczas bańki internetowej oraz tuż przed krachem z roku 1929. Kupowanie bardzo drogich amerykańskich akcji raczej nie jest dobrym pomysłem, nawet gdy inwestor ma po swojej stronie największe banki centralne, które na wyścigi zaniżają rynkowe stopy procentowe i zalewają świat tsunami fiducjarnego pieniądza.































































