To był „czarny piątek” dla Hiszpanii. Główny indeks giełdy w Madrycie zanurkował o 5,8%, a rentowność obligacji 10-letnich niemal wyrównała czerwcowy rekord sięgając 7,28%. Rząd Hiszpanii przyznał, że gospodarka będzie się kurczyć w tym i przyszłym roku, a Walencja poprosiła Madryt o 18 mld euro wsparcia. Agencja Egan-Jones Ratings Company obniżyła rating Hiszpanii do poziomu CC+ , uznając dług czwartego kraju strefy euro za inwestycję niemal tak samo pewną jak papiery skarbowe Grecji.
W ten sposób wciąż nierozstrzygnięta kwestia kryzysu nadmiernego zadłużenia w strefie euro znów dała o sobie znać. Indeksy we Frankfurcie i Paryżu poleciały w dół po ok. 2%. Niewiele lepiej było w Nowym Jorku, gdzie Nasdaq spadł o 1,4%, S&P500 oddał 1%, a średnia przemysłowa Dow Jonesa obniżyła się o 0,9%.
W gronie największych spółek najwięcej straciły akcje banków i firm technologicznych. Kurs Bank of America spadł o 2,3%, a notowania JP Morgan zniżkowały o 1,5%. Akcjonariusze HP stracili 2,5%, a posiadacze akcji Intela i Cisco Systems zbiednieli odpowiednio o 2% i 1,6%.
Obroniły się notowania General Electric, które poszły w górę o 0,8%. Ta ikona amerykańskiej gospodarki jednak nie zachwyciła wynikami za drugi kwartał. Straty na działalności zaniechanej obniżyły zysk netto, ale prezes GE zapewnił, że rok 2012 przyniesie „dwucyfrową” poprawę wyników. Inwestorzy najwyraźniej uwierzyli.
Choć S&P500 wymazał środową zwyżkę, to w skali całego tygodnia zyskał 0,4%. Za to Nasdaq zyskał 0,6%, a Dow Jones urósł o 0,4%. Dwa ostatnie indeksy w piątek wymazały wzrosty wypracowane od początku lipca.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































