Niemal dokładnie miesiąc temu na rynku złota padł nowy nominalno-dolarowy rekord wszech czasów. Za uncję zapłacono 1.576 dolarów, po czym notowania kruszcu zanurkowały i w ciągu czterech dni spadły o 6,6% względem majowego szczytu.
Źródło: Bankier.pl.
W ten sposób notowania złota zareagowały na rejteradę funduszy hedgingowych, które w ciągu dwóch pierwszych tygodni maja zredukowały swą długą spekulacyjną pozycję o 28 tysięcy kontraktów (czyli o 15%). Zaangażowanie tzw. dużych spekulantów spadło do najniższego poziomu od trzech miesięcy.
I wtedy (po drugim przetestowaniu majowego dna) na rynku zaczęło się odbicie, które podniosło ceny złota o blisko 5%. Rosnące dolarowe notowania żółtego metalu były jednak w przeważającej mierze pochodną osłabienia amerykańskiej waluty.
Chcesz zarabiać na giełdzie? » Załóż rachunek inwestycyjny
W grę wchodził jednak jeszcze jeden czynniki. Coraz gorsze informacje napływające z otoczenia gospodarczego wzmocniły oczekiwania na trzecią rundę poluzowania polityki monetarnej Rezerwy Federalnej (tzw. QE3). Wznowienie dodruku pieniądza w USA oznaczałoby perspektywę wzrostu inflacji i tym samym przełożyło się na wyższe notowania złota.
Spekulację pod QE3 podjęły fundusze, które w raportach CFTC określane są mianem „dużych spekulantów”. W ciągu ostatnich dwóch tygodni maja podmioty te zwiększyły zaangażowanie na rynku złota o 27,2 tys. kontraktów, czyli o 16,5%. Dotychczasowe zależności sugerują, że taki ruch jest zjawiskiem trwającym przez przynajmniej kilka tygodni. Można więc oczekiwać, że jeszcze w tym miesiącu kurs złota zaatakuje tegoroczny szczyt i zbliży się do bariery 1600 USD/oz., wypełniając w ten sposób tegoroczne prognozy ekspertów.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl




























































