Po publikacji danych o rekordowym wzroście liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nowojorskie giełdy zyskały po przeszło 6%. Inwestorzy liczą, że katastrofalne dane skłonią polityków do zwiększenia skali bail-otu giełdowych korporacji.


Tak fatalnych danych z amerykańskiego rynku pracy nie widziano od ponad pół wieku. Tygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych sięgnęła rekordowych 3,283 mln – o trzy miliony więcej niż tydzień wcześniej. Zwykle statystyki te oscylują w przedziale 200-300 tys., w trakcie recesji przewyższając 400 tys., a dotychczasowe maksima nie przekraczały 700 tys. Zeszłotygodniowy wynik okazał się wyższy od niemal wszystkich prognoz ekonomistów. Ale ze względu na brak precedensu inwestorzy mogli się obawiać rezultatów jeszcze wyższych. To po pierwsze.
Po drugie, presja ze strony milionów zwalnianych pracowników zapewne zmobilizuje polityków do szybkiego przepchnięcia wszelkich możliwych „pakietów stymulacyjnych”, zasadniczo sprowadzających się do gigantycznego bail-outu giełdowych korporacji. Podobnie jak w 2008 roku za głupotę i chciwość bankierów zapłacił amerykański podatnik (patrz: TARP), tak teraz pokryje on dekadę kredytowego szaleństwa w wykonaniu prezesów spółek z indeksu S&P500.
Czwartkowe dane posłużyły więc za swego rodzaju straszak ułatwiający gładkie „przyklepanie” przez Kongres opiewającego na dwa biliony dolarów senackiego „pakietu stymulacyjnego”. Głosowanie ma się odbyć w piątek, a prezydent Trump obiecał podpisać ustawę „bezzwłocznie”. Czyli kolejna wielka prywatyzacja strat przy zachowaniu prywatności zysków.
Jeśli tak spojrzeć na całą sprawę, to czwartkowe wzrosty na Wall Street nie wydają się niczym dziwnym. Dow Jones poszedł w górę o ponad 1300 punktów, rosnąc o 6,24% i odzyskując rubież 22 000 punktów. S&P500 po zwyżce o ponad 150 punktów (czyli 6,24%) osiągnął wartość 2 660 pkt. Po raz pierwszy od lutego indeksowi S&P500 udało się wypracować trzy z rzędu wzrostowe sesje. Nasdaq Composite urósł o 5,60%, finiszując z wynikiem 7 797,54 pkt.
W rzadko spotykanej chwili spontanicznej (?) szczerości przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell przyznał, że gospodarka Stanów Zjednoczonych już teraz „może być w recesji”. Zwykle prezesi Fedy negowali fakt spadku aktywności gospodarczej nawet w obliczu jej ewidentnych przejawów.
- Wiemy, że aktywność gospodarcza najprawdopodobniej znacząco spadnie w drugim kwartale i sądzę, że wielu ekspertów - i ja również - oczekuje, iż poprawi się ona w drugiej połowie roku - dodał Powell.
Warto dodać, że optymizmu rynku akcji nie potwierdził ani rynek długu, ani rynki surowcowe. Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA spadła o 4 pb. do 0,82%. 1- i 3-miesięczne bony skarbowe notowane są przy ujemnej rentowności, co oznacza, że trzymanie tych papierów do dnia zapadalności oznacza pewną utratę części zainwestowanego kapitału. Spadek rentowności sygnalizuje wzrost ceny rynkowej obligacji.
Z kolei na rynkach surowcowych znów taniała ropa naftowa. Surowiec typu Brent potaniała o 3,2%, do 26,63 USD za baryłkę. Notowania amerykańskiej ropy WTI poszły w dół o prawie 6%, do 23 USD/bbl. Według analityków banku Goldman Sachs cena ropy Brent spadnie do 20 USD za baryłkę.
Krzysztof Kolany




























































