Na Wall Street to był dzień jak zwykle. Nowojorskie indeksy kolejny raz ustanowiły rekordy wszech czasów, nie bardzo oglądając się na to, co dzieje się wokół.


Opisywanie sesji w Nowym Jorku powoli staje się zajęciem monotonnym. Od wyborów prezydenckich kapitał z rynku długu przepływa na rynek akcji, podnosząc giełdowe indeksy pomimo już horrendalnie wysokich wycen amerykańskich spółek.
Piątkowa sesja przyniosła kolejną serię rekordów. S&P500 i Dow Jones trzeci raz z rzędu poprawiły rekordy wszech czasów, a ten drugi dodatkowo odnotował piąty z rzędu tydzień na plusie. Z nowymi historycznymi maksimami zameldowały się także Nasdaq i Russell2000.
Pierwszym wartym odnotowania faktem jest, że tym razem wzrosty były napędzane nie przez powyborczych ulubieńców rynku (banki, spółki naftowe i przemysłowe), lecz przez maruderów: sektor medyczny, handel detaliczny, spółki użyteczności publicznej i firmy technologiczne.

Drugą kwestią wartą uwagi, jest rynek długu i siła dolara. Piątek przyniósł kolejną falę przeceny amerykańskich obligacji skarbowych – rentowność papierów 10-letnich po wzroście o niemal 8 pb. sięgnęła 2,47% i niemal wyrównała 2-letnie maksimum (2,49%). Dolar był mocny wobec euro (i nie tylko): kurs EUR/USD ponownie zbliżył się do wsparcia na 1,05. W rezultacie trzeci spadkowy tydzień z rzędu odnotowało złoto, osuwając się na 10-miesięczne minimum.
Po trzecie, rynek kompletnie zignorował egzystencjalne problemy włoskich banków. Tymczasem po odmownej decyzji EBC jeszcze w trakcie weekendu możemy mieć poważny kryzys bankowy we Włoszeh i w konsekwencji w całej strefie euro.
Istniejący „tylko teoretycznie” rząd Italii będzie musiał podjąć decyzję, czy ratować Banca Monte dei Paschi di Siena z pieniędzy podatników (to skrajnie niepopularne rozwiązanie), czy też uruchomić procedurę „uporządkowanej likwidacji” (bail in) trzeciego co do wielkości włoskiego banku, ryzykując kryzys finansowy w pełnej krasie. Podobno dekret ratujący włoskie banki (bail out) jest już gotowy (tak przynajmniej twierdzi agencja Reuters), ale w tej materii nigdy nic nie jest pewne aż do samego końca.
Krzysztof Kolany





























































