REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Festiwal konsumpcji odsuwa w cień inwestycje. Ocena programu gospodarczego rządu

Ignacy Morawski2019-02-25 07:43główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2019-02-25 07:43
Dodaj Bankier.pl w Google

To jest walka o klasę średnią, żyjącą na poziomie europejskim – powiedział premier Mateusz Morawiecki, ogłaszając program wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Trzeba powiedzieć, że pomysły gospodarcze, które mają podnieść poziom życia w Polsce do europejskiego poziomu, są jednym wielkim eksperymentem.

Festiwal konsumpcji odsuwa w cień inwestycje. Ocena programu gospodarczego rządu
Festiwal konsumpcji odsuwa w cień inwestycje. Ocena programu gospodarczego rządu
fot. Łukasz Dejnarowicz / / FORUM

Zwykle kraje, które rozpoczynały wielkie przedsięwzięcia gospodarcze, mające je wynieść na wyższy poziom rozwoju, stawiały na inwestycje (lub reformy strukturalne). Nawet Morawiecki uczynił parę lat temu inwestycje centralnym punktem swojej myśli gospodarczej. Ale dziś rząd stawia na konsumpcję. Ponad 80 proc. propozycji gospodarczych rządu pod względem deklarowanych kwot dotyczy wzmacniania redystrybucji i pobudzania popytu konsumpcyjnego.

Jako kontekst dla rozważań nad propozycjami rządu prezentuję poniżej dane, które pokazują, że w ostatnich latach Polska była jednym z liderów Unii Europejskiej pod względem wzrostu konsumpcji i jednym z outsiderów pod względem wzrostu inwestycji.  To nie jest zjawisko zupełnie niezależne od polityki gospodarczej. Ale o tym jeszcze powiem.

PiS obiecał łącznie ok. 1,5-2 proc. PKB korzyści fiskalnych dla obywateli. Z tego ok. 1-1,5 proc. PKB to jest wprowadzenie dodatku w wysokości 500 zł na pierwsze dziecko (dotychczas program 500+ nie dotyczył pierwszego dziecka) i dodatek do emerytur wynoszący ok. 1100 zł rocznie (choć ten dodatek ma być na razie tylko w 2019 r.). Reszta to propozycje o bardziej podażowym charakterze, czyli wzmacniające podaż pracy i zasoby infrastruktury (likwidacja PIT dla osób do 26 roku życia, podniesienie kosztów uzyskania przychodu, inwestycje w nowe połączenia PKS).

Zgodnie z mainstreamowymi teoriami ekonomicznymi, pobudzanie konsumpcji może wspomóc długookresowy wzrost gospodarczy tylko wtedy, gdy gospodarka znajduje się w dołku i nie wykorzystuje w pełni swoich zdolności produkcyjnych. Polska raczej nie jest w takiej sytuacji.Wprawdzie mamy bardzo niską inflację, co mogłoby sugerować, że gospodarka wciąż słabo wykorzystuje potencjał, ale jednocześnie jest cała masa wskaźników sugerujących, że gospodarka zmaga się raczej z problemami podażowymi niż popytowymi. Bezrobocie jest tak niskie, że niżej już raczej nie może spaść, firmy mają ogromne problemy ze znalezieniem pracowników, wykorzystanie mocy produkcyjnych jest rekordowo wysokie, zaledwie parę procent firm wskazuje, że popyt na ich towary i usługi stanowi jakąkolwiek barierę rozwojową.

Wakacje na giełdzie

Dlatego wspomaganie konsumpcji nie przełoży się na wzrost gospodarczy w takim stopniu, jak poprzednia runda hojnych transferów fiskalnych w 2015 i 2016 r. Wzrost PKB będzie krótkookresowo wyższy o kilka dziesiątych punktu procentowego, ale nie będzie to zjawisko trwałe, a w większym stopniu ten impuls fiskalny sfinansuje import.

Istotny jest tu inny aspekt, który mainstreamowa ekonomia do niedawna zupełnie pomijała.Program PiS należy bardziej postrzegać jako budowę polskiej wersji tzw. państwa dobrobytu niż wspomagania konwergencji polskich płac do zachodniego poziomu. PiS chce budować państwo, w którym nad rodzinami roztoczony jest bardzo szeroki parasol ochronny. To ma sens, ponieważ coraz więcej badań ekonomicznych wskazuje, że dbanie o redystrybucję i wyrównywanie szans podnosi tzw. kapitał społeczny i długookresowo przyczynia się do szybszego rozwoju.

Tylko w takiej sytuacji należy postawić pytanie, czy rzeczywiście mamy dobrze skrojony program wspierania szans wszystkich grup społecznych? Co z dramatycznie niedofinansowaną służbą zdrowia, co z edukacją, co z walką z destrukcyjnym dla zdrowia Polaków smogiem? Niestety ten program wygląda bardziej jak doraźny instrument walki politycznej niż dobrze przemyślany plan wyrównywania szans. Większość propozycji została zaczerpnięta z programów innych partii politycznych po to, by utrudnić im prowadzenie debaty publicznej. To wygląda jak seria bardzo kosztownych kuksańców, a nie nowa jakość w polityce gospodarczej.

A bezpośrednim kosztem tak masywnego programu może być dalsze obniżenie dynamiki inwestycji w relacji do innych krajów. Jak wspomniałem, o ile w ostatnich latach Polska była jednym z najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej, o tyle dynamika inwestycji w Polsce należy do najniższych w UE. To efekt klasycznego mechanizmu „wypłukiwania” inwestycji prywatnych przez wzrost wydatków publicznych. Silny wzrost wydatków publicznych podnosi stopy procentowe (w porównaniu do scenariusza bez wzrostu – bardzo możliwe, że przy innej polityce gospodarczej stopy procentowe byłyby w Polsce niższe) oraz zwiększa restrykcyjność fiskalną po stronie podatkowej (widoczną w Polsce w postaci znacznego zwiększenia kontroli podatkowych, kwestionowaniu sprawozdań firm itd.) i w ten sposób obniża dynamikę inwestycji. W latach 2015-2018 inwestycje małych i średnich firm w Polsce obniżyły się o ponad 5 proc.

Program redystrybucji działa w Polsce na pełnych obrotach, ale program bodźcowania inwestycji i budowania mocniejszego polskiego kapitału stoi w miejscu. I ostatnie propozycje gospodarcze tylko tę dywergencję mogą wzmocnić. 

fot. / / SpotData

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Największy deficyt w Unii Europejskiej i presja, by obniżać podatki. MF skleja budżet na 2027 r.
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy

Komentarze (64)

dodaj komentarz
czarny_kuskus
Zobaczcie co się dzieje - jeszcze wczoraj przy wszystkich "zielonych łapkach" z ilością głosów powyżej ok 20 nie było minusów. A dziś? Trole wyszły z groty, wszystkie komentarze anty władzy są minusowane.

Wczoraj mój komentarz był oceniony na 37:1, dziś jest ponad 50 minusów. Sprawdźcie sobie (trochę niżej).
karbinadel
Trolle wyłażą w ciemnościach. Gromadne minusowanie maiło miejsce wczoraj wieczorem :)
rejent
Mistrzowska manipulacja polskiej gawiedzi przez PiS to ta dotycząca obniżenia podatku dla firm...
Chodzi o CIT, tylko ile firm w Polsce płaci CIT a ile PIT
karbinadel
Mniej niż 10 %, z tego tylko część się łapie na niższy CIT (reszta ma za wysokie obroty). Realnie obniżka dotyczy mniej iż 5% wszystkich firm
komentator1962
Dlaczego w Polsce nie ma inwestycji choć firmy maja pieniądze na kontach?
Pobudzić popyt można w ciągu kilku miesięcy - 500+, 1000+, 2000+ itp.
Stworzenie klimatu do inwestowania dla rodzimego kapitału (z zagranicznym jest trochę inaczej wyjaśniam w p.s.) wymaga lat pracy i zbudowania zaufania.
I teraz zapytam tylko do którego
Dlaczego w Polsce nie ma inwestycji choć firmy maja pieniądze na kontach?
Pobudzić popyt można w ciągu kilku miesięcy - 500+, 1000+, 2000+ itp.
Stworzenie klimatu do inwestowania dla rodzimego kapitału (z zagranicznym jest trochę inaczej wyjaśniam w p.s.) wymaga lat pracy i zbudowania zaufania.
I teraz zapytam tylko do którego rządu polski rodzimy biznes ma (miał) zaufanie? Do obecnego? Do poprzedniego? Do jeszcze poprzedniego? Do żadnego z nich.
Makabrycznie skomplikowane przepisy, dowolności interpretacyjne, zmiany interpretacji w trakcie obowiązywania przepisów (siłą rzeczy z mocą wsteczną), samowola i bezkarność urzędnicza.. Wyliczać dalej???

p.s.
Zagraniczni przedsiębiorcy są z reguły chronieni dwustronnymi umowami międzynarodowymi o ochronie inwestycji. Czyli jak rząd (albo urzędnik) zrobi zagranicną firmę w tzw. trąbę, to ta firma może pójść do międzynarodowego arbitrażu zgodnie z dwustronną międzyrządową umową i (jeśli ma rację) uzyskać odszkodowanie. Polska firma może co najwyżej liczyć, że w jej sprawie:
a) sąd nie będzie się bał orzekać przeciwko władzy
b) nie zadzwoni partyjny aparatczyk z poleceniem (sorry - prośbą), że władza ma wygrać proces
c) SN nie wpadnie np. na pomysł, że pomiędzy zablokowaniem firmie kont bankowych przez U.S., a wypowiedzeniem kredytów przez bank nie ma związku przyczynowoskutkowego...
Mówiąc innymi słowy inwestycji zagranicznych bronią rządy krajów z których pochodzą inwestorzy. Inwestycji polskich przedsiębiorców nie broni nikt, chyba, że jest się w polityczno biznesowym układzie, a to oczywiście nie dotyczy średniego i drobnego biznesu, a nawet wielu większych przedsiębiorców napawa zwykłym obrzdzeniem.
krzysztof19891102
Ocena jest prosta, jak dla mnie; to pierwszy rząd, który martwi się o emerytów. Trzynasta emerytura to nie jest problem, tylko dar z nieba dla najbiedniejszych ludzi, którzy kiedyś budowali Polskę przez lata, a teraz nie mają za co żyć momentami.
komentator1962
To popatrz. Mamy przykładowych 5 emerytów:
Pierwszy (pierwsza) - ma 1000 zł emerytury. Jej małżonek budował Polskę, układał cegły na akord wyrbiał 200% normy. Ona chodziła na zebrania aktywu i nie pracowała. Emerytura niska, bo po mężu, a mąż zwykły muraż co Polskę budował..
Drugi - ma 1500 zł emerytury. Też "budował Polskę",
To popatrz. Mamy przykładowych 5 emerytów:
Pierwszy (pierwsza) - ma 1000 zł emerytury. Jej małżonek budował Polskę, układał cegły na akord wyrbiał 200% normy. Ona chodziła na zebrania aktywu i nie pracowała. Emerytura niska, bo po mężu, a mąż zwykły muraż co Polskę budował..
Drugi - ma 1500 zł emerytury. Też "budował Polskę", bo siedział pół życia w magazynie (ale potem jako kierownik) i chlał na potęgę (teść był szefem spółdzielni do której należał magazyn).
Trzeci - ma 2500 zł emerytury, bo pracowł do 70 roku życia (np. jako nauczyciel akademicki, tam w przypadku profesora przechodzi się na emerytrę w wieku 70 lat)
Czwarty - ma 3000 emerytury, bo pracował jako kierownik budowy w socjalistycznym przedsiębiorstwie i to głównie na budowach w Iraku (sporą sumke sobie z tego odłożył).
Piąty ma 50 lat i 5000 emerytury, bo poracował w służbach (fakt to nie jest lekka praca).

Każdy z nich dostanie dodatkowo po ok. 1000 zł. (wszyscy po równo) I tu rozumiem, że
a) wszyscy są biedni i nie mają z czego żyć (jak piszesz)
b) jest to społecznie sprawiedliwe
c) jest to motywyjące dla młodszych pokoleń
Czy tak????
I widzisz nie ma uniwersanej prostej metody, a ta powyżej to zwykły populizm.
A teraz zapytam dlaczego np. ja zarabiam 2 tyś zł, a Ty 12 tyś zł (albo odwrotnie - nie wiem).
Przecież żołądki mamy prawie takie same?
piotrbr
Widzę, że liczba negatywów przy komentarzach antyrządowych znacznie wzrosła. Nie próżnujecie mordeczki. To chyba po wieczornych wiadomościach znów wam powiedzieli co macie myśleć, trzymajcie się cieplutko :)
karbinadel
Normalka, atakują zawsze stadnie, i zgodnie z instrukcją. Typowy aktyw partyjny :)
czerwony_wiewior
PiS traktuje Polaków jak bezmyślną, leniwą masę, która da się przekupić tanimi świecidełkami

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki