Są młodzi, otwarci na świat, szybciej dorośleją i coraz wcześniej zaczynają myśleć o swojej przyszłości, której niemal obowiązkowym elementem staje się wyjazd za granicę. Część polskich nastolatków planuje go już na etapie liceum - żeby spełnić swoje marzenie, wykorzystać możliwości, jakie daje im świat bez barier, żeby zyskać prestiżowe wykształcenie, które da im perspektywę międzynarodowej kariery. Co na to rodzice?


Kiedy oni chodzili do liceum w czasach, gdy trwało cztery lata, a w słowniku nie było jeszcze słowa „mobilność”, wyjazd za granicę kojarzył się z ryzykowną praktyką, na którą decydowali się tylko dorośli lub studenci szukający dorywczego zajęcia na wakacje. Tamto pokolenie – dziś czterdziestoparolatków z sukcesami, posiadających własne dzieci - rozumie, że mogą im zapewnić to, czego im samym brakowało.
Wraz z postępującą globalizacją, skracaniem dystansu geograficznego i gospodarczego w stosunku do Zachodu, pojawia się coraz więcej możliwości, z których młodzież chce korzystać. Z danych UNESCO za 2013 r. wynika, że na Wyspy Brytyjskie wyjechało wówczas ponad 5,2 tysiąca polskich uczniów i studentów.
Kiedy wyjeżdżają?
Poza samorozwojem młodego człowieka, możliwością poznania innej kultury, obyczajów, ludzi z całego świata oraz spojrzenia z dystansem na swoje dotychczasowe dokonania i na to, jak wygląda Polska z daleka, o wyjeździe decyduje także „brytyjskość” (ergo - prestiż) tamtejszej edukacji. System zorganizowany jest bowiem w inny sposób niż w naszym kraju. Obowiązek szkolny na Wyspach zaczyna się zaczyna się wcześniej, a odpowiednikiem polskiego liceum jest program matury międzynarodowej IB lub brytyjska matura A-levels (realizowane są w dwa lata).
Jak to wygląda w praktyce? Olga Siczek z organizacji Elab – Education
Laboratory, pomagającej polskim uczniom w takich wyjazdach, tłumaczy: – Uczeń z Polski ma możliwość wyjazdu do
brytyjskiego liceum od razu
po naszym gimnazjum - jeśli nie ma ukończonych 16
lat we wrześniu tego roku, w którym podejmuje naukę, zaczyna tzw. kurs
przygotowujący (pre IB lub pre A levels). Częściej jednak uczniowie
decydują się wyjechać po pierwszej klasie na pełny, dwuletni program IB lub
właśnie A levels. Istnieje też możliwość zrealizowania całego programu w
ciągu jednego roku, jednak jest ona zarezerwowana dla gotowych pracować bardzo
ciężko.

Z internatem czy bez internatu, czyli ile to kosztuje?
Nauka odbywa się w szkołach prywatnych z internatem lub w placówkach państwowych - te pierwsze uchodzą za bardzo prestiżowe, te drugie zaś (młodzież z zagranicy zazwyczaj mieszka u rodzin goszczących) odpowiadają wielu ze względu na rodzinny klimat.
Pierwsze charakteryzują się bardzo małymi klasami, kadrą często posiadającą dyplomy uczelni należących do tzw. Russell Group (najlepszych uniwersytetów brytyjskich z Oxford i Cambridge na czele) i bogatą ofertą zajęć pozalekcyjnych (teatr, jazda konna, wycieczki). Dodatkowo, w niektórych z tych szkół, nawet połowa uczniów to obcokrajowcy - z całego świata. Publiczne natomiast bardziej przypominają polskie licea –zdecydowaną większość uczniów stanowią właśnie Anglicy.
Całościowe koszty (nauki wraz z zakwaterowaniem) tej dwuletniej inwestycji w przyszłość własnego dziecka to niemała suma. Olga Siczek z Elab wyjaśnia, że: – Waha się on od 20 do blisko 40 tys. funtów rocznie w przypadku szkół prywatnych, a w publicznych ok 8-12 tys., jednak część z tych kosztów pokrywają stypendia, o które każdy uczeń może się ubiegać.
Bilet wstępu na najlepsze uniwersytety świata
Na sporej części uczniów oraz ich rodzicach także międzynarodowy egzamin
dojrzałości dający wstęp na uniwersytety ze światowej czołówki – robi wrażenie.
Władze Uniwersytetu Cambridge zgodnie twierdzą: „IB daje przewagę w globalnym
wyścigu o najlepsze uniwersytety na świecie.” Dyplom
IB jest uznawany za bardzo prestiżowy i honorowany na całym świecie. Dzięki specjalnym programom przygotowującym do danego
kierunku studiów i pomagającym w procesie aplikacji na jedną z takich uczelni,
stają się one potem naturalnym wyborem dla
młodych zdolnych Polaków.
Jednym z nich jest Filip Kozera, kiedyś uczeń Bedford School (po
pierwszej klasie w LO Kochanowskiego w Radomiu), dziś student inżynierii na
Cambridge. – Dzięki brytyjskiej szkole
było mi po prostu dużo łatwiej przygotować się do aplikacji, a to nie takie
łatwe – rozmowa kwalifikacyjna
, dodatkowe eseje i egzaminy wstępne… – wyjaśnia
- …były oczywiście momenty zawahania,
ale dziś wiem, że nie zamieniłbym tej ścieżki na żadną inną”.
Rodziców rachunek sumienia
Część z nich być może nie wierzy w polski system edukacji, część ma rodzinę za granica, a jeszcze inni po prostu chcą zapewnić dzieciom najlepszy z możliwych start w dorosłość, by oszczędzić im poczucia zagubienia i straconego czasu.
Wiktoria, obecnie uczennica CATS College w Cantenbury jest jednak wdzięczna rodzicom za ich pomoc: – Cieszyli się, że otrzymałam taką szansę i uznali, że warto z niej skorzystać. Moja starsza siostra po klasie maturalnej zdecydowała się na naukę w tej szkole i okazało się, że ja też mogę w tym roku zacząć - skorzystałam z tej okazji. Mama na początku była trochę przeciwna ze względu na fakt, że będę z dala od domu, w innym kraju, i nie była pewna czy dam radę. Ale dałam!
Ponad wszystko taki wyjazd to z pewnością okazja do poznania różnych wymiarów i znaczeń słowa „samodzielność”, zmierzenia się z własnymi ambicjami i zebrania całego wachlarza międzynarodowych doświadczeń, które kształtują osobowość młodego człowieka w wieku dojrzewania. Sami zainteresowani twierdzą, że to najlepsze co ich spotkało: – Taki wyjazd to świetna szansa, by zagłębić się w siebie. Miałem przekonanie, że nauczyciel jest dla mnie, a nie odwrotnie, no i każdy może znaleźć wśród rówieśników osobę podobną do siebie, niezależnie od narodowości – mówi Filip. A Wiktoria dodaje: – Zostawiłam wszystko w Polsce, żeby się tu uczyć, ale cieszę się z podjętej decyzji. Mimo tego, że tęsknie za rodziną i znajomymi, to wiem, że będąc w tej szkole w Anglii będę miała więcej możliwości w przyszłości.
Elab Education Laboratory































































