Na warszawskim parkiecie można spodziewać się wszystkiego, nawet tego, że inwestorzy dwa razy popełnią ten sam błąd i kupią akcje nie tej spółki, o której mówił premier Donald Tusk. Pomyłka zaprowadziła kurs o 44,7% wyżej.


Scena jak z francuskiej komedii pomyłek. Premier Donald Tusk, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, przedstawiciele Agencji Uzbrojenia, PGZ i norweski Kongsberg podpisują gigantyczny kontrakt dotyczący nowego systemu antydronowego dla polskiego wojska. W tle wybrzmiewają hasła o bezpieczeństwie narodowym, olbrzymie sumy nowego kontraktu wartego 15 mld zł i nazwa kluczowego partnera z Gdyni: Advanced Protection Systems, czyli w skrócie APS.
#SAN 🇵🇱
— Advanced Protection Systems (@APS_SKYctrl) January 30, 2026
Dla zapewnienia skutecznej obrony polskiej przestrzeni powietrznej przeciwko dronom i nie tylko. pic.twitter.com/CANv7ORjmP
APS oczywiście chwali się prestiżową współpracą i zaangażowaniem w przedsięwzięcie na swoich social mediach. Dla każdego, kto choć trochę śledzi branżę dronową firma jest dobrze znana z systemów antydronowych i radarów. Ale dla spekulantów giełdowych z palcem na przycisku „KUPUJ”, APS brzmi jak ticker spółki notowanej na GPW.
System naprowadzania na APS
Gdy tylko w eter poszło hasło o „ważnej roli gdyńskiego APS”, na GPW odpaliły się systemy naprowadzania na zysk. Logika była prosta:
- Słyszę "APS";
- Wpisuję "APS" w wyszukiwarkę akcji;
- Wyskakuje APS;
- Nie czytam reszty nazwy, bo przecież zyski łaskawie nie poczekają;
- Kupuję APS, najlepiej PKC (po każdej cenie);
- W portfelu inwestycyjnym lądują akcje spółki „Automatyka-Pomiary-Sterowanie”
Efekt? Kurs spółki, z siedzibą w Białymstoku, która nie ma nic wspólnego z dronami, wystrzelił w górę o blisko 45%. po godzinie 11.20 kurs wciąż zyskiwał przeszło 37% przy obrotach sięgających ponad pół miliona złotych. Inwestorzy zafundowali spółce rajd, o jakim marzy każdy akcjonariusz, a wszystko to dzięki zbieżności trzech liter, które na giełdzie nazywamy tickerem. To krótki, unikalny, symbol (skrót) używany do szybkiej identyfikacji notowanej spółki, składający się z kilku liter.

Dodajmy, że w międzyczasie spółka nie opublikowała nowych wiadomości, które uzasadniłyby tak mocny wzrost cen akcji. Chyba, że za chwilę usłyszymy o przełomowym komunikacie, o którym ktoś wiedział wcześniej i z tego powody kupował APS, a nie z powodu kontraktu o wartości 15 mld zł. Jeśli nie było mowy o insider tradingu, lub wykorzystaniu informacji poufnych, które są giełdowym przestępstwem to mamy do czynienia ze spekulacją według zasady „najpierw inwestuj, potem sprawdzaj”, którą stosował m.in. słynny George Soros. "To nie ten APS z konferencji MON" - skomentował na X makler i analityk rynkowy Konrad Ryczko, obserwując arkusz zleceń na spółce APS.
Here we go again*
— Konrad Ryczko (@konradryczko) January 30, 2026
*to nie ten APS z konferencji MON pic.twitter.com/kgfczKpQ3a
Seria pomyłek na GPW
To już kolejna sytuacja, w której inwestorzy najpierw kupują, wydawałoby się gorący rynkowy papier, a dopiero później sprawdzają, co kupili. W maju 2025 roku podobna sytuacja miała miejsce po słowach premiera Tuska, który w kontekście budowy elektrowni jądrowej wspomniał o spółce Ferrum, nienotowanej już na GPW, podczas gdy inwestorzy zaczęli kupować akcje Feerum, zajmującej się silosami zbożowymi, o czym więcej w artykule „Zamieszanie na giełdzie po komunikacie premiera Tuska”.
Najlepsze jest to, że identyczna pomyłka dotycząca APS miała już miejsce. We wrześniu 2025 r., po akcji polskich wojskowych pilotów zestrzeliwujących rosyjskie drony, gdy milionowe wyświetlenia osiągał na platformie X post firmy APS z Gdynii, o tym, że posiada gotową technologię do „neutralizacji zagrożeń powietrznych, w tym dronów typu Shahed”, inwestorzy także rzucali się na akcje spółki Automatyka-Pomiary-Sterowanie. Co ciekawe, tak mocnych wzrostów nie było w piątek na akcjach, także notowanej na GPW spółki APS Energia, która notobane, realizuje kontrakty dla wojska.


























































