Przed południem za dolara na Ukrainie płacono o jedną czwartą mniej niż dzień wcześniej. Tak silne odreagowanie to efekt zapaści hrywny, która tylko od początku lutego straciła 45% wartości wobec amerykańskiej waluty.


Przed godziną 11 dolar kosztował 24,875 hrywien, czyli o 25,75% mniej niż na zamknięciu czwartkowych notowań. Jeszcze rano za amerykańską walutę płacono ponad 33 hrywny, czyli o ponad 8 hrywien więcej niż wczoraj. Rok temu dolar kosztował niespełna 9 hrywien.

Tak silne umocnienie hrywny najprawdopodobniej zostało spowodowane decyzją władz, które faktycznie wprowadziły kontrolę przepływu kapitału, zakazując bankom kupowania walut obcych na rzecz klientów. Ponadto bank centralny Ukrainy narzucił bankom limity dotyczące zakupu walut na własny rachunek (do równowartości 0,5% kapitału regulacyjnego).
To radykalna i dość rozpaczliwa reakcja władz ukraińskich na zapaść hrywny, jaka miała miejsce w ostatnich tygodniach. Po faktycznej dewaluacji hrywny 5 lutego, oficjalny kurs dolara wystrzelił w górę, rosnąc z ok. 16 do 33,50 hrywien na zamknięciu wtorkowych notowań.
Przy czym pewne wątpliwości budzi kwestia, czy to, co widzimy na wykresie, można jeszcze nazwać ceną rynkową. Bo trudno mówić o międzybankowym rynku walutowym, gdy bank centralny zakazuje bankom komercyjnym kupowania walut obcych. Jest dość prawdopodobne, że stawki na detalicznym czarnym rynku będą diametralnie odbiegać od kursu oficjalnego.

Ukraina przeżywa zapaść gospodarczą, ze spadkiem PKB o ponad 15% w czwartym kwartale. Kraj jest bankrutem, praktycznie pozbawionym rezerw walutowych (6,4 mld USD na koniec stycznia), a centrum przemysłowo-surowcowe na wschodzie (Donbas) znalazło się pod kontrolą rosyjskich separatystów. W kraju szaleje inflacja (oficjalnie: 30% w skali roku), a dostęp do walut obcych jest reglamentowany.
Krzysztof Kolany





























































