REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dlaczego Polacy kupują tak mało nowych aut?

Krzysztof Kolany2012-10-10 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2012-10-10 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Pod koniec XX wieku Polacy kupowali około pół miliona nowych samochodów rocznie. W roku 2012 branża motoryzacyjna znajdzie nabywców zaledwie na ćwierć miliona aut, z czego ponad połowa pojazdów przypadnie na firmy. Czy Polacy zbiednieli, czy też stali się miłośnikami samochodów używanych?

- W 2000 r. na nasze drogi wyjechały 478 752 nowe samochody, o jedną czwartą, czyli o ponad 160 tys. sztuk, mniej niż w 1999 r. Tak kiepsko w salonach sprzedawców aut nie było od trzech lat. Płacz i zgrzytanie zębów słychać w salonach sprzedawców samochodów. Nasz rynek samochodowy zwalił się z nóg - rozpaczał w styczniu 2001 roku jeden z dziennikarzy piszących o branży motoryzacyjnej.

Amerykanie szykują się na słabe wyniki» Amerykanie szykują się na słabe wyniki
Dziś dilerzy mogą tylko pomarzyć o wynikach sprzed dekady. Tegoroczny sierpień był najsłabszy od trzech lat. Zarejestrowano tylko 18 tysięcy nowych aut, czyli o 7,7% mniej niż przed rokiem. Spadek w segmencie klientów indywidualnych wyniósł aż 11,5% rdr. Niemal 60% popytu stanowiły zakupy firmowe, ale nawet tu odnotowano spadek o 4,8% rdr.

Skąd się biorą pustki w salonach?


Sprzedawcy aut nie od dziś narzekają, że Polacy kupują za mało nowych pojazdów. W ostatnich latach było to 250-300 tys. rocznie. Więcej sprzedaje się w 8,5-milionowej Austrii, 16,5 mln Holendrów kupuje dwa razy więcej nowych aut niż 38 mln Polaków, a nieco tylko liczniejsi Hiszpanie w 2010 roku nabyli prawie milion nowych aut (w zeszłym już o 17,7% mniej).

Tyle że porównywanie Polski do zamożnych krajów Europy Zachodniej jest nieporozumieniem. Średnia pensja w starej Unii wynosi około dwóch tysięcy euro netto. W Polsce przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw to 640 euro, przy czym 70% zatrudnionych otrzymuje pobory niższe od tej kwoty. Tymczasem ceny nowych samochodów w całej Unii Europejskiej są dość zbliżone.

Według raportu Komisji Europejskiej pięciodrzwiowy Opel Astra 1.7 DTR w 2010 roku w krajach strefy euro kosztował 15-17 tys. euro (bez podatków). W Polsce takie samo auto można było kupić za 64,5 tys. złotych, czyli wówczas równowartość 16.300 euro. Najtańsza wersja Skody Octavii w Europie Zachodniej to wydatek 11-13 tys. euro, a w Polsce 10,5 tys. euro (także bez podatków). Ale 15 tys. euro (61,8 tys. zł) to dla nieźle zarabiającego Polaka (średnia krajowa - ok. 2640 zł. netto) równowartość dwuletnich zarobków, a dla Niemca to niespełna osiem miesięcznych pensji.

Polacy wolą auta używane


Facebook sprzeda swoich użytkowników?» Facebook sprzeda swoich użytkowników?
Kupując nowego Volkswagena Golfa, trzeba się rozstać z 60 tysiącami złotych. Podobne pieniądze trzeba wyłożyć za najtańszą wersję Forda Focusa czy najuboższy wariant Opla Astry IV. Dysponując takim budżetem, można stać się posiadaczem 5-letniego Mercedesa C-180, 3-letniego Audi A4 czy 5-letniego Volvo V70. Czyli samochodów z wyższej półki i wciąż w bardzo dobrym stanie technicznym.

Ogromny wybór aut używanych przy horrendalnie wysokich stawkach serwisowania w ASO stanowi lepszą alternatywę dla drogiego samochodu z salonu. Zwłaszcza gdy potencjalny klient dysponuje kwotą 25-30 tys. złotych, czyli równowartością rocznego dochodu osoby zarabiającej średnią krajową. Tyle że Polak za te pieniądze może kupić tak emocjonujące auta jak Chevrolet Spark, Fiat Panda czy (to już z trudem) Kia Picanto. W zamian dostanie pojazd z litrowym silnikiem, ciasnym wnętrzem i ledwie zauważalną przestrzenią bagażową.

Nic więc dziwnego, że Polacy wybierają samochody używane. Za 25 tysięcy można mieć 4-letniego Passata (choć z dużym przebiegiem), 6-letnią Mazdę 6 czy 3-letniego Focusa. To porównanie uświadamia też, jak szybko nowe samochody tracą na wartości. Po trzech latach eksploatacji przeciętne auto warte jest połowę swej ceny w salonie, a po dwóch kolejnych można za niego uzyskać co najwyżej jedną trzecią.

Co się stało przez dekadę?


W ciągu minionych 10 lat nominalne wynagrodzenia w Polsce wzrosły przeciętnie o 80%. Równocześnie sprzedaż nowych aut spadła o połowę. Eksperci branży motoryzacyjnej pytani o ten fenomen zazwyczaj zwalają winę na „zalew” używanych pojazdów z Zachodu (zwanych przez nich pogardliwie „złomami”) i brak rządowych dopłat do zakupu nowych aut lub kar (tj. wysokich podatków i „opłat ekologicznych”) przy imporcie aut używanych.

kobieta i samochód
Źródło: iStockphoto/Thinkstock

Lobbyści zapominają jednak o podstawowych faktach i nie chcą szukać błędów na własnym podwórku. A fakty są takie, że wśród tych pół miliona aut sprzedawanych 10 i więcej lat temu większość stanowiły Polonezy, Lanosy, Tico, Matizy czy fiaty Cinquecento. Czyli pojazdy trochę z innej epoki, ale przynajmniej dostosowane do finansowych możliwości Polaków.

Obecna oferta branży motoryzacyjnej jest po prostu nieadekwatna do potrzeb i siły nabywczej polskich klientów. Zachodnie koncerny chcą nam sprzedawać takie same auta jak Niemcom czy Francuzom i to po niemieckich i francuskich cenach. To nieporozumienie jest w mojej ocenie głównym źródłem strukturalnie niskiej sprzedaży nowych aut nad Wisłą i Odrą.

Uważam, że w Polsce znaleźliby się nabywcy aut prostych - może nawet lekko przestarzałych - za ok. 30 tys. złotych. Modeli lekkich, ładownych, funkcjonalnych, pozbawionych zbędnej i zawodnej elektroniki, w których wymiana żarówki nie wiązałaby się z koniecznością wizyty w ASO. Czekam, który koncern obudzi się pierwszy i zaoferuje w modele z powodzeniem sprzedawane w krajach rozwijających się: Brazylii, Turcji, Chinach. Bo na europejskie samochody w europejskich cenach jeszcze długo nie będzie nas stać.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (25)

dodaj komentarz
~max
nowe auto traci w ciagu 2 lat 30% wartosci wiec ten kto umie liczyc takiego spadku sie wystrzega..
sztuka jest kupic auto,jezdzic nim 3 lata i stracic 5 tys zl...
prawidlowo zblokowany kapital w auto jest rowniez forma oszczedzania dla ludzi ktory nie radza sobie z inwestycjami.
~Pan Tau
Trzy lata temu interesowałem się nową Astrą III. Kolega mieszkający w Austrii sprawdził mi ceny u siebie. Najlepiej wyposażony model (tylko bez skóry) kosztował tyle, co w Polsce golas. Macie odpowiedź redaktorzy. Nie wspominam z litości o sile nabywczej naszych pensji...
~kupiec
Tak wygląda pazerność naszych sprzedawców.
Tak samo jest teraz. Nowa astra z normalnym silnikiem cennikowo 85 tyś czyli lekko licząć o 25 tyś za dużo.
Jak idzie sprzedaż wszyscy widzą, ostatnio wszyscy dają jakieś rabaty ale są one śmiechu warte śmieszne 10 tyś od ich kosmicznych cen to sobie mogą wsadzić, Jak zejdą na ziemię
Tak wygląda pazerność naszych sprzedawców.
Tak samo jest teraz. Nowa astra z normalnym silnikiem cennikowo 85 tyś czyli lekko licząć o 25 tyś za dużo.
Jak idzie sprzedaż wszyscy widzą, ostatnio wszyscy dają jakieś rabaty ale są one śmiechu warte śmieszne 10 tyś od ich kosmicznych cen to sobie mogą wsadzić, Jak zejdą na ziemię z cenami to się kupi nowe auto.

Za forda focusa 1,6 ecoboost 60 tyś to byłaby w miarę rozsądna cena ale nie 70.
To samo astra wspomniana wcześniej i można tak w nieskończoność.
Realna cena samochodu w polsce to ceny oficjalne cennikowe bez rabatów minus 30% i wówczas będzie to odpowiadać wartości samochodów a narazie jak dadzą rabat 15 % to wszystko więc niech im stoją dalej na placach.
~AdibA
Chyba żartujecie. Nie brakuje aut tanich. Dacia, Chevrolet. Ja mam Dacię kupioną za 38 tys. Ludziska są uprzedzeni do tanich marek. Wolą używane ale "drogie" marki, bo ufają im.

Ale jakby policzyć łączny koszt zakupu auta, serwisowania, paliwa i ubezpieczenia, w ciągu 10 lat, to by się zdziwili, że auta marek tanich
Chyba żartujecie. Nie brakuje aut tanich. Dacia, Chevrolet. Ja mam Dacię kupioną za 38 tys. Ludziska są uprzedzeni do tanich marek. Wolą używane ale "drogie" marki, bo ufają im.

Ale jakby policzyć łączny koszt zakupu auta, serwisowania, paliwa i ubezpieczenia, w ciągu 10 lat, to by się zdziwili, że auta marek tanich nadal dobrze jeżdżą a koszty przemawiają za ich kupnem. Współczuję z powodu braku umiejętności kalkulowania i snobizmowi nabywców. Przytulam ich serdecznie :)
~daw
wolę starsze auto, nawet psujące się, ale dobrze wyposażone, z mocnym silnikiem i dobrymi materiałami wnętrza. Dacia oferuje komfort Renault sprzed 10 lat, więc ja wolę po prostu kupić 10 letni samochód za pół ceny Daci, położyć jeszcze ćwiartkę na dopieszczenie/naprawę samochodu i mieć przyjemność z jazdy.
~cyklotron
wyobraźcie sobie polski samochód! polskie miejsca pracy! dlaczego sie nie da? przecież polscy inżynierowie robią podzespoły do bmw merca i innych! jakbym był politykiem to bym sie tym problemem bardzo zainteresował. Francuzi kupują Peugeot ...nie bez... p.... przyczyny!
~czesio
Ja może za 8 lat uzbieram na nowy...
~Zeno
Jak autor napisał siła nabywcza Polaka jest "nieco" niższa niż Hiszpana czy Greka. To prawda ale chwile później pojawia się drugi ważny argument - porównanie cen NETTO.
przy 23 % Vacie a nie 18 -19% jak w przytaczanych krajach różnica w cenie burtto wynosi ponad 5%. To już sporo. Do tego wielu krajach są ulgi za nowy
Jak autor napisał siła nabywcza Polaka jest "nieco" niższa niż Hiszpana czy Greka. To prawda ale chwile później pojawia się drugi ważny argument - porównanie cen NETTO.
przy 23 % Vacie a nie 18 -19% jak w przytaczanych krajach różnica w cenie burtto wynosi ponad 5%. To już sporo. Do tego wielu krajach są ulgi za nowy samochód, obniżki ubezpieczenia, ulgi i rozsądne dodatki za zezłomowanie samochodu powyżej 10 lat!
W większości tych krajów jest jeszcze prawdziwa kontrola stanu technicznego a nie flaszka&rąsia, pieczątka i w drogę. Relatywnie Hiszpan pracuje na nowy samochód 2 -3 lata wiec może sobie pozwolić na zmianę co 7 lat.
Tyle ze Polska to nie Hiszpania. W 1990 roku nasycenie samochodami Polski wynosiło 1/3 krajów rozwiniętych. w 1999 mieliśmy 80% obecnie mamy nasycenie na poziomie Belgii czyli 1,5 samochdu na rodzine! To jest moment na zmianę strategii ofertowej dla dealerów ale u nas wciąż królują w ofercie słabo wyposażone kompakty w dieslu.
Tymczasem większość importowanych używek to modele w klasie C a co drugi samochód impotowany na zamówienie to auto sportowe i SUVy!
Część firm postawiła na sprzedaż nowych modeli jako tanich w utrzymaniu (TCO) rozumiany jako niskie spalanie. Ale TCO to nie tyko spalanie również serwis, który w porównaniu do ceny samochodu staje się znowu zbyt drogi. Oczywiście można by to adresować mądrą ofertą finansową ale wynajem konsumencki wydaje mi sie na naszym rynku jeszcze nieco przedwczesny.
Koszt używania jako gółwny argument do zakupu pojawia się wtedy jeśli mamy alternatywy dojazdowe a w wielu miejscach po prosu nie mamy. Miasta rosną ale rozbudowa infrastruktury transportowej nie nadąża. Poza stacją kolejową we Włoszczowej i na lotnisku w Warszawie od 15 lat nie powstała żadna nowa stacja kolejowa. Ale to będzie za jakiś czas drugi argument za kupnem nowocześniejszego i tańszego w utrzymaniu samochodu.
~ja
I włoszczowa wbrew wszelkim negatywnym opiniom to wielki sukces.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki