Groźba upadku lub nacjonalizacji wielkich globalnych banków doprowadziła wczoraj do panicznej wyprzedaży spółek z tego sektora. Dzisiaj europejscy inwestorzy znów bez zastanowienia pozbywają się walorów m.in. brytyjskiego Barclays oraz Lloyds TSB, belgijskiego KBC czy irlandzkiego AIB. Rządy Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec angażują coraz pieniędzy podatników w sektor bankowy, by zapobiec kolejnym bankructwom.
Niemniej jednak analitycy coraz częściej mówią, że kolejne wielkie plajty w sektorze bankowym są nieuchronne. W tym kontekście mówi się głównie o Citigroup, którego kapitalizacja tylko wczoraj zmniejszyła się o 20%. Z kolei nacjonalizacja oznaczałaby dla dotychczasowych akcjonariuszy utratę kontroli nad firmą i stratę większości kapitału.
Z drugiej strony rynkowi mogą pomóc doniesienia agencji Bloomberga, według której ekipa Baracka Obamy szykuje nowy plan pomocy dla sektora finansowego. Działania te miałyby pomóc zadłużonym właścicielom nieruchomości oraz ponownie zasilić system bankowy publicznym kapitałem. Mówi się też o utworzeniu specjalnego „złego banku”, który objąłby wszystkie toksyczne aktywa.
Za to już po zakończeniu sesji sytuację nieco uspokoił raport kwartalny IBM-a, który zarobił na czysto 4,43 mld dolarów, a więc o 12% więcej niż rok wcześniej. Jeszcze bardziej inwestorów ucieszyły prognozy na 2009, które okazały się zdecydowanie wyższe od mediany oczekiwań analityków. Nieco lepsze od prognoz wyniki kwartalne przedstawił też koncern przemysłowy United Technologies.
O godzinie 13:50 na rynku terminowym panował ostrożny optymizm. Notowania kontraktów na S&P500 rosły o 0,6%, zaś kontrakty na indeks Nasaq100 zyskiwały 0,4%.
K.K.



























































