Z medialnych doniesień wynika, że problemem są zbyt wysokie pensje lekarzy i pozostałego personelu zatrudnionego w szpitalach. Ich wynagrodzenia pochłaniają 80% budżetów. Teoretycznie w instytucjach sektora publicznego pensje zwykle stanowią ok. 60% budżetu danej jednostki. W szpitalach te proporcje są zachwiane, a to musi prowadzić do wzrostu długu tych jednostek.
Czy rzeczywiście problemem jest niegospodarność?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że problemem jest niegospodarność. Szpitale za dużo płacą lekarzom. Rekordziści zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Dyrektorzy jednostek płacą im tyle, bo są to wybitni specjaliści, ponadto boją się, że ci zrezygnują z pracy i wyjadą leczyć za granicę. Pensji lekarzom nie da się obniżyć, bo będą strajkować. Zatem jak znaleźć rozwiązanie problemu?
Można ciąć koszty w nieskończoność. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy pacjent do szpitala przychodzi z własną pościelą, a po kuracji otrzymuje rachunek za leki, które mu zaaplikowano. W zasadzie, coraz bliżej nam do tego rozwiązania. Kolejna opcja to zwiększyć budżety szpitali, ale na to nie ma i nie będzie pieniędzy. Część ekspertów odpowie, że najlepiej byłoby sprywatyzować szpitale, ale historia pokazała, że nie jest to łatwe i w obecnym warunkach może to przynieść więcej szkody niż pożytku.
Pozostaje nam tylko audyt wydatków i częstsze kontrole ofert zakupu wyposażenia i leków. Jednak trzeba pamiętać o tym, żeby nie przesadzać z cięciem kosztów i odwlekaniem nabycia niezbędnych dla ratowania życia sprzętów. Kondycja finansowa szpitali jest istotna, ale dużo ważniejsze jest zdrowie pacjentów. Czy gdy w grę wchodzi życie ludzkie, można mówić o niegospodarności? Na to pytanie, chyba żaden ekonomista nie odważy się odpowiedzieć.
Łukasz Piechowiak
l.piechowiak@bankier.pl
Bankier.pl





























































