W czwartek o godzinie 14:40 baryłka europejska ropy Brent kosztowała 74,57$ i była o 1% droższa niż na wczoraj. Za pochodzący z Teksasu surowiec gatunku Light Crude płacono 74,86$, czyli o 1,2% więcej niż w środę.
W ostatnim czasie na rynek ropy napływają sprzeczne informacje. Z jednej strony Międzynarodowa Agencja Energii wyraźnie podniosła szacunki tegorocznego zapotrzebowania na „czarne złoto”. Według analiz MAE świat będzie zużywał 86,4 mln baryłek dziennie, czyli aż o 1,7 mln więcej niż w roku poprzednim.
Umiarkowanie pozytywną wymowę miały też dane z USA. W pierwszym tygodniu czerwca zapotrzebowanie na paliwa w największej gospodarce świata było o 3,5% wyższe niż rok temu. Trwającej od początku roku wzrostowy trend zapasów został zatrzymany. W ubiegłym tygodniu rezerwy surowca zmniejszyły się o 1,8 mln baryłek, czyli dwukrotnie bardziej od prognoz analityków. Ale zarazem zdecydowanie mniej niż podawany wcześniej przez American Petroleum Institute wynik –4,5 mln bbl.
Poza tym dla inwestujących w ropę istotny jest nie bieżący, lecz przyszły bilans popytu i podaży. Niepewność dotyczy poziomu zapotrzebowania, któremu zagraża niepewna sytuacja w największych gospodarkach świata. Na razie większość danych wskazuje na kontynuację ożywienia gospodarczego, ale narastający kryzys zadłużenia publicznego wkrótce może przyprawić świat o drugą recesję.
„Obserwowaliśmy trend zamykania spekulacyjnych długich pozycji w kontraktach na ropę. Ale sądzimy, że będzie on spowalniał, co umożliwi stabilizację cen” – prognozuje Andrey Kryuchenkov, analityk z londyńskiej firmy VTB Capital, cytowany przez agencję Bloomberg.
K.K.





























































